107,6 FM

Nie odpuszczę Smoleńska

Małgorzata Wassermann, której tata zginął w katastrofie smoleńskiej, twardo zapowiada, że nigdy Nie zrezygnuje z odkrycia prawdy o tej tragedii.

Jestem Polką, mój tata był polskim obywatelem i posłem, który zginął podczas wizyty polskiej delegacji. I od polskiego rządu domagam się, aby wyjaśnił tajemnicę jego śmierci – mówi Małgorzata Wassermann. I ostrzega: – Na pewno nie zostawię tej sprawy. I będę pytać do końca życia. Ja nigdy nie odpuszczam. Stwierdzenia te pochodzą z wywiadu rzeki pt. „Zamach na prawdę”, jaki z córką Zbigniewa Wassermanna przeprowadził Bogdan Rymanowski. Ta książka jest jednym z ważniejszych głosów w sprawie smoleńskiej tragedii. Kolejne odsłony tego dramatu obserwujemy z perspektywy córki zmarłego, a jednocześnie osoby dobrze znającej funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, gdyż jest z wykształcenia prawnikiem. Małgorzata Wassermann potrafi odłożyć na bok emocje i niezwykle racjonalnie oceniać rzeczywistość. Choć więc z książki przebijają najpierw ból i bezradność po stracie ojca, szybko jednak pojawia się żal do państwa za sposób wyjaśniania okoliczności tragedii. W toku lektury coraz bardziej widzimy, jak skandaliczna postawa władz wyzwala determinację w dążeniu do odkrycia prawdy. Rozmowa nie dotyczy tylko katastrofy. Jej część poświęcona jest karierze zawodowej i politycznej Zbigniewa Wassermanna. Na uwagę zasługuje praca red. Rymanowskiego. Nie tylko zadaje ważne pytania, cenne są również przytaczane przez niego fragmenty oficjalnych wypowiedzi czy cytaty z prasy. Pomagają one odtworzyć atmosferę wydarzeń, ale także pokazują zakłamanie osób związanych z katastrofą.

Werbowanie przez służby

Zbigniew Wassermann nie miał lecieć prezydenckim samolotem. Miejsce oddał mu Jarosław Kaczyński, który musiał zostać w Warszawie. Po katastrofie pani Małgorzata poleciała do Moskwy z bratową Darią oraz asystentem ojca Mateuszem Bochacikiem. To właśnie oni zidentyfikowali ciało w Instytucie Medycyny Sądowej. W tym czasie Małgorzata była przesłuchiwana przez rosyjskiego prokuratora. Cały czas towarzyszyła jej rosyjska tłumaczka, która świetnie mówiła po polsku.

Przesłuchanie trwało około sześciu godzin. Rosjanie przedłużali je pod byle pretekstem, na przykład wielokrotnie pisząc protokół od nowa. Gdy prokurator zaczął pytać o wnuczki Z. Wassermanna czy numer telefonu pani Małgorzaty, zaczęła podejrzewać, że coś jest nie tak. Okazało się, że towarzysząca jej Rosjanka ma bardzo dokładne informacje o jej osobistym życiu, wiedziała na przykład, że leczyła się od kilku lat. W pewnym momencie powiedziała: „Małgorzato, zostań. Nie leć do Warszawy. My cię tutaj wyleczymy! Wszystko zorganizujemy i będziesz zdrowa”. Według M. Wassermann przesłuchiwali ją przedstawiciele rosyjskich służb bezpieczeństwa, którzy chcieli, aby nawiązała z nimi współpracę. – Rosjanka nie była zwykłą tłumaczką. Mogła być funkcjonariuszką albo agentką rosyjskich służb – ocenia. O tym, że jest przesłuchiwana, wiedzieli Ewa Kopacz i Tomasz Arabski. Ma do nich żal, że ją zostawili: – I niech pani Kopacz i pan Arabski nie mówią, że coś w Moskwie dla mnie zrobili. Zostałam sama, zdana tylko na siebie. Niech nie opowiadają, że byli w szoku. A ja nie byłam?

Piar nad zwłokami

W świetle dyskusji o postawie E. Kopacz w Moskwie bulwersujący jest fragment, w którym synowa Zbigniewa Wassermana Daria opowiada o rozmowie z ówczesną minister zdrowia. Gdy podziękowali jej za dobre przyjęcie i szybką identyfikację zwłok, powiedziała: „Byłoby dobrze, żebyście w internecie umieścili dla mnie jakieś podziękowanie. Bo wrócimy do Polski i będą mieć do mnie o wszystko pretensje”. – Byłam w szoku. Nie takich słów się spodziewałam – komentuje pani Daria. B. Rymanowski zestawia tę relację ze słowami min. Kopacz, które wypowiedziała na posiedzeniu Sejmu 11 stycznia 2011 r.: „[...] nad tymi zwłokami ostatnią rzeczą, o której się myślało, to był PR i polityka. Jeśli dzisiaj ktokolwiek zarzuca urządzanie PR-u z powodu tej tragedii, jest po prostu szubrawcem i nie boję się tego słowa”.

Z Tuskiem w sądzie

Małgorzata Wassermann formułuje mocne oskarżenia wobec premiera Donalda Tuska. Pytana, czy podpisałaby się pod słowami, które pojawiają się na transparentach: „Tusk to zdrajca”, odpowiada, że takie hasła jej nie satysfakcjonują. Chce czegoś o wiele poważniejszego. – Satysfakcję odczuję, gdy spotkamy się z Donaldem Tuskiem i wyjaśnimy, czy to, co zrobił przed katastrofą i po niej, było nieudolnością, tchórzostwem czy zdradą – mówi. Dodaje, że chodzi o spotkanie na sali sądowej. Odrzuca tłumaczenie, że cała sytuacja po ludzku przerosła D. Tuska, że był to splot nieszczęśliwych okoliczności. – Liczba błędów popełnionych zaraz po katastrofie wskazuje, że nie były one przypadkiem. Tak mogli zachować się studenci prawa, lecz nie ci, którzy rządzili państwem od trzech lat – podkreśla. Po czym stwierdza: – Procedury były utrwalone od lat. Kodeks postępowania karnego i inne akty prawne mówią, co w takich sytuacjach robić. Krok po kroku. To wszystko zostało w Smoleńsku zaniedbane. Nie wierzę, że ktoś zadał sobie tyle trudu, by bez powodu złamać wszelkie standardy.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama