107,6 FM

Znikająca motywacja

Trudno, żeby ludzie mieli na oku to, co akurat mają w nosie.

Podobno Kościół w Polsce przegrał bitwę o in vitro, bo nie dość przekonująco docierał do opinii publicznej z prawdą o tej procedurze. Ha, tylko że nie społeczeństwo wysmażyło tę paskudną ustawę, lecz posłowie i senatorzy, którzy mieli tej wiedzy potąd (tu nie widać, ale wiadomo pokąd). I też nie społeczeństwo podpisało tę ustawę, tylko prezydent, który mimo traumy powyborczej, był chyba przy używaniu rozumu i raczej wiedział, co robi.

Nie jest żadnym tłumaczeniem, że „wybieramy tak, jak chcą nasi wyborcy”, bo po pierwsze nie można świadomie obstawać przy złu dlatego, że większość błędnie uważa je za dobro. Po drugie w sprawach wymagających głębszej wiedzy (a do takich należy sztuczne zapłodnienie) wyborcy chcą z reguły tego, co się im powie w telewizji i gazetach. A tam w ogromnej większości mówi się o in vitro z takim entuzjazmem, jakby Ewa Kopacz zajechała pendolino na Księżyc i wróciła z przesłaniem od UFO: „Głosuj na Platformę”. Kogo tam obchodzi, że najmłodszych ludzi traktuje się jak gadżet w akcji „spełniamy marzenia”. Co tam, że jednych się mrozi, innych wywala, a spośród urodzonych wiele dzieci już choruje, zaś w dalsze pokolenia pójdą wady genetyczne. Co tam wreszcie, że za tę koszmarnie drogą i mało skuteczną metodę zapłacimy my wszyscy. Spece od propagandy to wszystko wiedzą. Słyszeli argumenty i ostrzeżenia, i nie mają na to racjonalnej odpowiedzi (bo chyba nie jest racjonalne gadanie, że „nie wszyscy są katolikami” albo że in vitro nie jest obowiązkowe?), ale mają to po prostu gdzieś. Ich zwyczajnie to nie obchodzi. Tu się robi biznes, tu się wypracowuje strategię w oparciu o nowoczesne trendy, a do tego trzeba nie argumentów, lecz odporności na nie.

I to oczywiście działa na społeczeństwo, zwłaszcza na tę jego część, która traci z oczu POWÓD, dla którego miałaby się troszczyć o jakąś moralność. No bo z jakiej to racji wskazaniami prawa naturalnego ma się przejmować wyznawca teorii, że Boga nie ma? Albo niech to będzie i „katolik”, co w Boga wierzy, że jest, ale że ani się o nas nie troszczy, ani na nic wpływu nie ma. Co dla kogoś takiego może znaczyć „godność osoby” albo czemu ma się przejmować jakimiś „wartościami”? Czym przekonamy go, że należy troszczyć się o przyszłe pokolenia, skoro on sam twierdzi, że żyje z przypadku i zmierza do nicości?

Tu nie argumentów brakuje, tylko motywacji do czegokolwiek poza wygodną wegetacją aż do wygodnej śmierci. Bo człowiek jest z natury interesowny – i wszystko gra, gdy stosuje właściwą ekonomię. Problem w tym, że ludzie często robią fatalne interesy i lokują wszystko w rzeczach tylko doczesnych, więc nietrwałych.

Jezus powiedział jasno: „Gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6,21). I wezwał do lokowania w niebie. Gdy ludzie w niebo nie wierzą, inwestują w bagna i pustkowia. Nie widzą powodu, żeby robić inaczej. Dlatego potrzebne jest przywrócenie ludziom tego powodu. Oni muszą spotkać żyjącego Jezusa Chrystusa. Potrzebują więc ewangelizacji. A argumentacja przyjdzie sama.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama