107,6 FM

Być uczniem Chrystusa czasem oznacza ponosić klęski

Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. J 19,25

Po przedstawieniu Jezusa w świątyni Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono.

Symeon zaś błogosławił ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”.


Niewielu zostało z Jezusem aż po krzyż. Matka, Jej bliżej nieznana nam kuzynka i Maria Magdalena. No i z apostołów św. Jan. Fajnie było być z Jezusem, gdy święcił triumfy, gdy ludzie za Nim biegali czy szukali u Niego uzdrowienia. Człowiek nie tylko miał wrażenie, że uczestniczy w czymś bardzo sensownym, ale pewnie i na złocisty pył otaczającego Go wtedy splendoru można było się załapać. Zwłaszcza gdy Mistrz zauważył, gdy wybrał czy powierzył jakieś zadanie. Teraz, gdy przyszła klęska... Stanowczo łatwiej było uciec, schować się. Niekoniecznie ze strachu. Ale po co tak namacalnie odczuwać, że to, czym się przez parę ostatnich lat żyło, nie miało sensu? Po co, stojąc blisko umierającego Mistrza, narażać się na pokazanie palcem czy szydercze uśmiechy? Lepiej zamknąć oczy i jakoś to przeczekać... A my? Też pewnie wolelibyśmy uczestniczyć w sukcesie. Tymczasem być uczniem Chrystusa czasem oznacza ponosić klęski. Czy starcza nam wtedy odwagi, by mimo wszystko trwać? Czy jesteśmy w stanie przyjąć taki dyskomfort?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamów newsletter