107,6 FM

Afera grypowa

Co naprawdę wydarzyło się jesienią 2009 roku w Polsce? Czy największa (ponoć) osobista zasługa Ewy Kopacz nie jest w rzeczywistości jej największą winą?


Jak było naprawdę?


Oficjalnie z powodu świńskiej grypy zmarły w Polsce 182 osoby. Tymczasem według statystyk GUS z powodu chorób układu oddechowego i krążenia (a więc najbardziej typowych powikłań grypy) zmarło ogółem w 2009 aż o 6377 więcej osób niż w 2008 roku. Jeszcze gorzej wypada porównanie ze średnią z lat 2002–2008. W roku 2009 zmarłych było o 8 tys. więcej. Nastąpił gwałtowny wzrost – aż o 181 proc. wobec 2008 roku i 260 proc. w stosunku do średniej – zgonów z powodu „ostrej niewydolności oddechowej”.
Warto się chwilę zatrzymać nad taką kwalifikacją przyczyny śmierci, definiowaną także jako „zatrzymanie oddechu”. – Przecież ustanie krążenia czy oddychania nagminnie wpisywane do kart nie mogą być wyjściową przyczyną śmierci, lecz są raczej jej objawem. To tak, jakby ktoś napisał „umarł z powodu śmierci” – twierdzi prof. Janusz Szymborski z GUS. 
Artur Dmochowski, opierając się na analizach medycznych, szacuje, że za co najmniej połowę tych „nadprogramowych” zgonów odpowiada właśnie wirus A/H1N1. 
Można też zastosować inny przelicznik. Bogata już dziś literatura naukowa dotycząca pandemii sprzed 6 lat szacuje, że śmiertelność z powodu chorób układu oddechowego i krążenia związana z wirusem była 15-krotnie wyższa niż potwierdzona laboratoryjnie liczba zgonów na grypę. Skoro oficjalnie w Polsce było ich 182, to prawdopodobnie w wyniku powikłań zmarło co najmniej dalsze 3 tysiące osób. 
– Najprawdopodobniej ani rodziny chorych, ani lekarze nie mieli wówczas świadomości, że wyglądająca na zwykłe przeziębienie choroba, która miała miejsce na 20–30 dni przed zgonem, była świńską grypą. Tym bardziej, że byli przekonywani, że pandemii w Polsce nie ma – wyjaśnia źródła powszechnej niewiedzy Artur Dmochowski. 


Słabość przekuta w siłę


Polska była jedynym (poza Łotwą) krajem Europy, w którym szczepionka przeciw świńskiej grypie nie została zakupiona. „Nie weźmiemy w tym udziału, bo to nieuczciwe i niebezpieczne dla pacjentów” – grzmiał Donald Tusk. Ministerstwo Zdrowia prowadziło przez cały czas w mediach intensywną kampanię antyszczepionkową. Była ona jeszcze większym (niż brak zakupu) ewenementem w skali globu. Wyglądało na to, że nasz rząd posiada inne informacje niż służby epidemiologiczne wszystkich pozostałych krajów. Jesienią 2009 roku zaszczepiło się bowiem co najmniej 150 milionów ludzi na świecie. Nie odnotowano żadnych efektów ubocznych. Stwierdzona skuteczność szczepionki sięgała 70 proc.
Nasza oryginalność sięgała dalej. Polska była w 2009 roku jedynym krajem na świecie, gdzie wzrosło zużycie… starej, nieskutecznej szczepionki sezonowej. Resort zdrowia promował ją, podważając sensowność szczepionki pandemicznej. Mało tego, wbrew zaleceniom WHO Polska zakupiła 300 tys. dawek „starej szczepionki” za 6 mln. Z domowych budżetów poszło na to dalsze 70 milionów. Taka była cena złudnego poczucia bezpieczeństwa. Grypy sezonowej w Polsce bowiem nie było, a szczepionka przeciw „zwykłej” grypie nie chroniła przed grypą pandemiczną. 


Szczepionek przygotowanych specjalnie przeciw pandemii Polska faktycznie nie kupiła… Co nie znaczy, że kupić nie chciała. Nie jest też prawdą, że „koncerny farmaceutyczne nas naciskały” (jak mówił D. Tusk). W rzeczywistości to my naciskaliśmy, a one nie były w stanie zaspokoić światowego popytu. 
– Prawdziwy powód niekupienia szczepionek mógł być dość banalny. Rząd Donalda Tuska po prostu zbyt późno i mało energicznie zaczął starać się o zakup szczepionek. Brakowało ich już wtedy na rynku, gdyż firmy nie nadążały z produkcją dziesiątków milionów sztuk zamówionych wcześniej przez większość krajów rozwiniętych i ich zakup okazał się wówczas niemożliwy – ocenia Artur Dmochowski. Tę teorię potwierdza fakt, że nasz rząd próbował we wrześniu 2009 odkupić szczepionkę przeciw AH1/N1 od Szwecji, o czym informowały tamtejsze media. 
W grudniu 2009, gdy okazało się, że fala zachorowań jednak opada, można było z dalszych zabiegów zrezygnować, słabość obrócić w siłę, a nieudolność nazwać dalekowzrocznością. I tej wersji wydarzeń Ewa Kopacz trzyma się do dziś.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama