107,6 FM

Świętowanie antykoncepcyjne

Święta bez Adwentu są jak obchodzenie urodzin, gdy nawet ciąży nie było.

Gdy chrześcijanie przez cztery tygodnie przygotowują się do świąt Bożego Narodzenia, świat postchrześcijański przez cztery tygodnie ma „święta”. Poznaje się je po świecących w witrynach i wzdłuż ulic lampkach, po plączących się wszędzie czerwonych krasnalach, po reklamach pełnych gwiazdek, płatków śniegu i kolędopodobnej muzyki. Są też choinki, ale to jest rekwizyt kontrowersyjny – i jako taki w środowiskach tolerancyjnych wycofywany, bo może urażać skojarzeniem ze świętami Bożego Narodzenia.

W efekcie chrześcijanie 25 grudnia świętują Boże Narodzenie, a postchrześcijanie kończą święta, bo trzeba zacząć świętować Sylwestra i Nowy Rok. A potem będą następne święta, a przynajmniej długi weekend – jeśli Trzech Króli przypadnie w odpowiednim dniu. Potem będzie karnawał, potem świętowanie Śledzia i Ostatków, a potem znowu będą „święta”. I tak dalej.

To znamienne, że świat tak bardzo goni za świętowaniem i jednocześnie tak skrzętnie unika Chrystusa, który jest przyczyną świętowania. Dzieje się tu to samo, co dzieje się w antykoncepcji: usuwa się powód, dla którego zaistniała przyjemność, aby z przyjemności uczynić cel. Skutek jest taki, że wzmaga się imprezowanie, ale przyjemność słabnie. Narasta nuda i pustka, i poczucie bezsensu. I słusznie – bo to jest bez sensu. Świętowanie bez Adwentu jest jak organizowanie urodzin dziecka bez dziecka. No bo niby skąd dziecko, gdy ciąży nie było. Albo i była, ale się ją „przerwało”. Bo to koszt i trud, i czekanie, i troska, i niepewność.

Adwent każe czekać i dojrzewać, a świat czekania i dojrzewania nie znosi. Postchrześcijaństwo nie chce na nic czekać. Postchrześcijaństwo musi mieć efekt bez trudu, wynik bez wysiłku, skutek bez oczekiwania. Dlatego kultura, która wyrzekła się Chrystusa, nie czeka ani na dziecko, ani na Dziecko. Ba! – „zabezpiecza” się przed nim albo je wręcz zabija, a mimo tego w kółko chce świętować Jego urodziny. A właściwie nie Jego, lecz nie wiadomo czyje. O Nim się nie mówi, bo jeszcze ktoś zapyta: „Co z Nim zrobiłeś?”.

To jest jak wyrzut sumienia, jak syndrom poaborcyjny, który, jeśli sprawca nie chce się z nim zmierzyć, musi go zagłuszać. A kultura Zachodu ma wiele powodów do zagłuszania, bo jak żadna kultura w historii i prehistorii wyrzekła się płodności i rodzicielstwa. Dziecko stało się intruzem i kosztem, a ciąża nieomal patologią. Nie ma mowy o tym, żeby nas ktoś zaskoczył, niespodzianki to tylko pod choinką. Liczą się tylko dzieci „chciane”, a gdy się je, po latach wypraszania, wreszcie łaskawie zechce przyjąć, one już za bardzo nie chcą przychodzić. Bo już jest Wielki Post, a nie Adwent.

Świat postchrześcijański coraz wyraźniej czuje, że umrze bezpotomnie, więc zamiast Adwentu coraz głośniej obchodzi „święta”, które rzekomo odnoszą się do urodzin – ale nie wolno mówić czyich. Więc gdy nadejdzie Boże Narodzenie, będzie jeszcze więcej lampek i jeszcze głośniej zabrzmią piosenki o śniegu i bałwankach. Ale prawdziwa radość będzie tam, gdzie ludzie czekali na Dziecko, a nie na święta.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama