107,6 FM

Siła przypomnienia

Przekonani potrzebują przekonywania, 
żeby nie stali się ludźmi bez przekonań.

Ksiądz mówi kazanie. – To już było – komentuje siedząca z przodu baba.
– To też już było – odzywa się po chwili.
– I to było – powtarza.
Ksiądz się zdenerwował. – Kto mi tam ciągle przeszkadza! – huknął.
Baba się ożywiła: – O! Tego jeszcze nie było!


Pewien pan napisał mi, że nie ma sensu w „Gościu” „przekonywać przekonanych”, bo oni już to słyszeli, już wiedzą, a trzeba poszerzać horyzonty, dialogować, przedstawiać różne punkty widzenia.


Cóż, myślę, że jeśli gdzieś wiara zamiera, to w dużej mierze wskutek takiego właśnie założenia – że nie należy „przekonywać przekonanych”. Bo ktoś tam sobie kiedyś wykombinował, że jak już ludzie są katolikami, to można ich odfajkować i zająć się „otwieraniem się na świat”, co w praktyce oznacza poszukiwanie obcych błyskotek na bazarze idei. Zachowują się ci ludzie tak, jakby myśleli, że człowiek niczego nie zapomina, nic mu w głowie nie wietrzeje, a każde Boże słowo, gdy do uszu raz wpadnie, zaraz w duszy się gruntuje i wydaje ciągły plon. Tak jakby człowiek nie potrzebował bezustannego powracania do wciąż tych samych niezmiennych prawd. A przecież potrzebuje, tak jak wciąż na nowo potrzebuje jedzenia. Albo czy ktoś mówi: „Nie muszę oddychać, bo już odetchnąłem”?


Człowiek zużywa treści duchowe tak samo jak materialne. Wystarczy, że się regularnie nie modli, a już dostaje duchowej anemii. Za tym szybko przyjdzie brak motywacji, żeby chodzić na Msze św. niedzielne, korzystać z sakramentów i sięgać po cokolwiek kalorycznego dla duszy. I następuje duchowa anoreksja, objawiająca się wstrętem do spraw duchowych. I choć wychudzona do granic możliwości dusza jedzie na oparach wiary, jej posiadacz dostaje torsji na samą myśl o sprawach Bożych. Z tego stanu może człowieka wyrwać tylko cud. Bóg tego cudu chętnie dokona, ktoś jednak musi takiemu człowiekowi przypomnieć, skąd spadł, Kto go kocha i na niego czeka. I to właśnie o przypomnienie chodzi, o powrót do tego, co „już było”, do rzeczywistości.


Ale lepiej nie czekać na anoreksję, tylko na bieżąco się odżywiać. Do tego jednak potrzeba bezustannej troski o tych, którzy już są w Kościele – żeby w nim zostali. Właśnie tak: trzeba „przekonywać przekonanych”, żeby pozostali przekonani. Muszą wiedzieć, że w swoich chrześcijańskich przekonaniach nie są sami i że to nie oni zwariowali. W innym wypadku szybko zwątpią i odpadną. 
Jest niemożliwe, żeby ktoś pozbawiony dostępu do odświeżającej formacji, sam się nie zdeformował.


Jeśli nie trzeba „przekonywać przekonanych”, to skąd te puste kościoły tam, gdzie w imię otwartości przestano się troszczyć o tych, co byli wewnątrz? Jakoś nie ma tłumów tam, gdzie do spowiedzi nikt nie musi chodzić, a do Komunii może każdy. Są za to tłumy tam, gdzie wciąż czyta się tę samą Ewangelię, gdzie wciąż mówi się prawdę o Bogu miłosiernym i o grzesznym człowieku.

Ludzie po staremu potrzebują nawrócenia, a nie przymilnych zapewnień, jacy to jesteśmy dobrzy i coraz lepsi.

Owszem, to coś nowego, fakt. Tego jeszcze nie było. Tylko co z tego, skoro to nie jest prawda?

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama