107,6 FM

Wzruszenie i działanie

Potrzebujemy miłosierdzia ludzkiego i Bożego. Obojętność „dobrych ludzi” może boleć bardziej niż atak zbójców.

Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: «Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?»

Jezus mu odpowiedział: «Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?»

On rzekł: «Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego». Jezus rzekł do niego: «Dobrze odpowiedziałeś. To czyń, a będziesz żył».

Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: «A kto jest moim bliźnim?»

Jezus, nawiązując do tego, rzekł: «Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął.

Pewien zaś Samarytanin, wędrując, przyszedł również na to miejsce. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”. Kto z tych trzech okazał się według ciebie bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?»

On odpowiedział: «Ten, który mu okazał miłosierdzie».

Jezus mu rzekł: «Idź, i ty czyń podobnie!»


1. „Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i wpadł w ręce zbójców”. Pan Jezus nawiązuje do sytuacji dobrze znanej słuchaczom. Droga z Jerozolimy do Jerycha rzeczywiście prowadzi w dół. Często dochodziło na niej do napadów. Każdy z nas miewa chwile „zjazdu”. Chwile depresji, na które nakładają się często rany zadane przez innych. Bywamy na pół umarli, fizycznie lub duchowo, niezdolni do dalszej drogi. Jesteśmy zdani na pomoc innych. Zwłaszcza w momentach kryzysu. Potrzebujemy miłosierdzia ludzkiego i Bożego. Obojętność „dobrych ludzi” może boleć bardziej niż atak zbójców.

2.„Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął”. Podobnie uczynił lewita. Kapłan i lewita byli sługami świątyni. Być może wracali ze służby Bożej albo byli w drodze na służbę. Może bali się dotknąć człowieka, który wyglądał jak martwy. Dotknięcie trupa wiązało się z zaciągnięciem nieczystości rytualnej. Może bali się krwi. Krew brudzi. Pan Jezus pewnie nie przypadkiem podał takie przykłady obojętności na człowieka w potrzebie. „Kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi” (1 J 4,20). Uczony w Piśmie, który zagadywał Jezusa, wiedział doskonale, jak brzmi największe przykazanie, i wiedział także, że miłość do Boga i człowieka są ściśle ze sobą związane. Między wiedzą o miłości a życiem miłością panuje często głęboki rozdźwięk. Mocno brzmią słowa „zobaczył i minął”. Są wezwaniem do rachunku sumienia ze znieczulicy.

3. „Pewien zaś Samarytanin, wędrując, przyszedł również na to miejsce”. Na widok człowieka w skrajnej potrzebie najpierw „wzruszył się głęboko”. A potem podjął konkretne, skuteczne działanie. Aby pomóc człowiekowi w potrzebie, konieczne jest najpierw serce, które widzi i reaguje, a potem przemyślana akcja ratunkowa. Serce i rozum muszą współdziałać. Wrażliwość, czułość, towarzyszenie – to jeden aspekt miłosierdzia. Profesjonalizm, kompetencje, organizacja (gospoda) – to także konieczny wymiar miłosierdzia. Nie powinno się tych dwóch aspektów przeciwstawiać.

4. „Kto z tych trzech okazał się według ciebie bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?” Pan Jezus odwraca wyjściowe pytanie uczonego w Prawie, który zastanawiał się, kto jest jego bliźnim. Pan pokazuje mu, że ważniejsze jest to, by to on okazał się bliźnim (czyli bliskim) tych, którzy potrzebują jego pomocy. „Idź, i ty czyń podobnie!” – czyli miej serce, które widzi człowieka w potrzebie. I pomóż tak, jak potrafisz najlepiej.

5. Tradycja chrześcijańska zawsze widziała w Samarytaninie autoportret samego Jezusa. Człowiek poraniony oznacza ludzkość, która oddala się od Boga i zostaje poraniona przez zbójców, czyli namiętności, grzechy. Grzech powoduje, że jesteśmy wszyscy na pół umarli. Kapłan i lewita nie mogą pomóc, Stare Przymierze okazuje się nieskuteczne. Rany grzechu może zalać oliwą i winem swojej łaski sam Jezus. Kościół jest gospodą, w której poranieni odzyskują zdrowie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • Gabriela
    10.07.2016 18:07

    Oby tylko "gospoda" nie okazywała się być matecznikiem owych zbójców ...

    doceń 0
  • Boguś
    16.07.2016 11:25
    Dlaczego ks T.Jaklewicz w najnowszym gościu niedzielnym w artykule Kard.R Sarach ,,ad orientem''nie pisze o nadużyciach szafarzy Komunii Świętej o tym że kardynał prosi aby od pierwszej niedzieli adwentu przyjmowac Komunię Świętą w postawie klęczącej.Prawdy nie można przemilczeć.
    doceń 2
Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamów newsletter