Komisja weryfikacyjna: Wysoka grzywna za uchylanie się od odpowiedzi

dodane 26.07.2018 11:17

PAP |

Komisja weryfikacyjna ukarała w czwartek współpracownika Marka M. - Kamila Kobylarza - grzywną 10 tys. zł za uchylanie się od odpowiedzi na pytania członków komisji. Po kolejnej tego typu odpowiedzi komisja dodała do tego 30 tys. zł. Świadek mówił m.in., że "nie pamięta" nawet, czy w imieniu Marka M. pobierał czynsze od lokatorów.

Komisja weryfikacyjna: Wysoka grzywna za uchylanie się od odpowiedzi   PAP/Tomasz Gzell Kamil Kobylarz

W czwartek komisja weryfikacyjna prowadzi posiedzenie na zasadach ogólnych, na które wezwani zostali współpracownicy Marka M.; pojawiają się on w szeregu spraw związanych z reprywatyzacją nieruchomości, a przez media jest nazywany "handlarzem roszczeń".

Jako pierwszy przed komisją zeznawał Kamil Kobylarz; jego nazwisko pojawiało się podczas zeznań świadków, którzy opowiadali o reprywatyzacji nieruchomości przy Nabielaka 9 czy Dahlberga 5, gdzie właścicielem nieruchomości był Marek M., a później jego matka Barbara Zdrenka.

Po szeregu odpowiedzi, gdzie Kobylarz na pytania odpowiadał mówiąc "nie wiem" lub "nie pamiętam", na pytania m.in. o jego relacje z Markiem M., przewodniczący komisji Patryk Jaki zawnioskował o ukaranie świadka grzywną 10 tys. zł za uchylanie się od odpowiedzi.

Podczas dyskusji nad wnioskiem Jakiego poseł PO Robert Kropiwnicki powiedział, że świadek "coś odpowiada" i apelował o danie mu szansy. Wiceprzewodniczący komisji Bartłomiej Opaliński (PSL) zauważył, że świadek nie rozumie swojej roli procesowej.

Przewodniczący komisji Patryk Jaki pytał Kobylarza, czy Marek M. polecił mu "uprzykrzać życie" mieszkańcom nieruchomości, które przejął w wyniku reprywatyzacji przy ul Hożej 25, Nabielaka 9, Dahlberga 5 i Czarnieckiego 40. "Nigdy mi tak nie powiedział" - odparł Kobylarz.

Jaki przypomniał, że mieszkańcy wspomnianych adresów zeznali przed komisją, że Kobylarz próbował doprowadzić do tego, aby opuścili oni zajmowane lokale. "Nigdy nie było takiej sytuacji, żebym ja się gdziekolwiek zjawiał w celu uprzykrzania komukolwiek życia. Nigdy nie było takiej sytuacji, żebym ja komuś uprzykrzał życie" - powiedział Kobylarz.

Dopytywany, w jakim celu zjawiał się w nieruchomościach przejętych przez Marka M. odparł: "Widocznie miałem tam jakąś sprawę (...) W różnych miejscach się bywa". Dodał też, że jego obecność w nieruchomościach przy Hożej, Nabielaka, Dahlberga i Czarnieckiego nie miały nic wspólnego z działalnością Marka M.

Przewodniczący komisji Patryk Jaki pytał, czy roczny dochód świadka pozwala mu na wynajem mieszkania w Warszawie. Kobylarz odpowiedział: "nie wiem". Świadek odmówił udzielenia informacji, gdy Jaki pytał go, czym obecnie się zajmuje i skąd czerpie dochody.

Kobylarz nie wiedział także, czy ma udziały w spółkach prowadzonych przez Marka M. "Nie wiem, jakie on spółki prowadzi" - powiedział. Pytany, czy zasiadał kiedykolwiek w jakiejś spółce prawa handlowego, odpowiedział, że "nie pamięta".

Pytany, czy był kiedykolwiek karany, odpowiedział: "zostałem tu wezwany w charakterze świadka, a nie, żeby moje prywatne sprawy poruszać". Potem odmówił odpowiedzi na to pytanie. Wówczas Łukasz Kondratko, który zasiada w komisji z ramienia PiS, zawnioskował do Jakiego o ukaranie świadka grzywną z powodu odmowy odpowiedzi. Jaki powiedział, że komisja wie, że świadek był karany, a ten wątek zostanie poruszony w dalszej części posiedzenia komisji.

Kondratko zapytał Kobylarza, czy przed czwartkową rozprawą rozmawiał z Markiem M. Świadek odpowiedział: "ostatnimi czasy rozmawiałem". Dopytywany, kiedy, przyznał, że w czwartek. "Jest taka sytuacja, że mam pieska, nie miałem z kim zostawić, poprosiłem go o to" - odpowiedział.

Kobylarz zaprzeczył, żeby był "czyścicielem kamienic". "To jest nieprawdziwy obraz" - oświadczył. Zaprzeczył też, że miałby opróżniać mieszkania wyrzucając meble przez okno. Mówił, że nie pamięta, czy Marek M. prosił go, żeby informował M. o sytuacji w kamienicy przy Dahlberga 5.

Pytany, czy palił ogniska przy Dahlberga 5, jak zeznali świadkowie przy okazji posiedzenia komisji dot. tej nieruchomości, Kobylarz odpowiedział: "palenie ogniska nie jest zbrodnią, natomiast ja sobie takiej sytuacji nie przypominam".

Członkowie komisji pytali go też o samochód marki bmw, który znajduje się na zdjęciu na profilu w mediach społecznościowych Kobylarza. Przyznał, że kiedyś było to jego auto. Nie pamiętał jednak, skąd wziął na nie pieniądze. Dodał, że nie jest osobą zamożną i obecnie nie jest posiadaczem żadnego auta. Członek komisji, poseł PiS Paweł Lisiecki pytał świadka, czy bywał przy nieruchomościach przy Hożej 25 i Hożej 25a, które należały do Marka M. Kobylarz odpowiedział, że mieszkał przy Hożej 25a, a przy Hożej 25 nie bywał.

Pytany, czy znał działaczkę lokatorską Jolantę Brzeską, która mieszkała przy Nabielaka 9, gdzie również mieszkał świadek, odpowiedział, że jej nie znał, nigdy z nią nie rozmawiał.

Przewodniczący komisji Patryk Jaki pytał Kobylarza, czy ten pracował dla Marka M. "Nie pracowałem dla pana Marka M; nie przypominam sobie takiej sytuacji. Może kiedyś miałem podjąć pracę, ale w końcu nie podjąłem i zrezygnowałem" - odparł Kobylarz.

Dopytywany powiedział, że miał podjąć pracę jako asystent Marka M. Dodał, że nie pamięta jakie miały być jego obowiązki. "To było dobrych dziesięć, może dwanaście lat temu" - podkreślił Kobylarz. Zaprzeczył też, by świadczył Markowi M. usługi w oparciu o umowę zlecenie lub umowę o dzieło.

Jaki pytał też o zeznania mieszkanki nieruchomości przy ul. Hożej 25, która powiedziała przed komisją, że Kobylarz "przeciął kłódki w bramie i przeprowadzał dewastacje". "To jest inna sytuacja, bo to ja zgłaszałem na policję, że jest mi utrudniane wejście do lokalu nr. 40 (przy Hożej 25), gdzie jestem zameldowany od kilku lat" - odparł Kobylarz. "Zdarzyło mi się raz przeciąć (kłódkę), ale to dlatego, że nie mogłem się dostać do lokalu" - dodał.

Wiceprzewodniczący Sebastian Kaleta pytał "jakie rozmowy" Kobylarz prowadził z Markiem M. na temat posiadanych przez niego kamienic. "Nie rozmawialiśmy (o kamienicach). Rozmawiamy o prywatnych sprawach" - odparł. Dodał, że nigdy też nie rozmawiał z Markiem M. na temat jego relacji z urzędnikami stołecznego ratusza.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| AFERA REPRYWATYZACYJNA, NIERUCHOMOŚCI, PAP, PRAWO, STOLICA

Przeczytaj komentarze | 11 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 non sense 26.07.2018 20:09
Niezalogowany użytkownik "pomidor" ? a dlaczego nie "dremor" ?
Plusów: 2 bingo ! 26.07.2018 20:06
Niezalogowany użytkownik Ten osobnik trząsł się, pocił i jąkał ze strachu. To mówi więcej niż słowa, a właściwie wszystko.
Plusów: 4 Katolik 26.07.2018 19:58
Niezalogowany użytkownik Karanie za odpowiedzi "nie pamietam".Pare lat temu byl przesluchiwany obecny prezydent w sprawie zaginionych papierow z kancelarii prezydenta Lecha Kaczynskiego.Na wszelkie pytania tak wlasnie odpowiadal "nie pamietam".Czy zostal ukarany?Nie.
Plusów: 0 Gość 26.07.2018 19:20
Niezalogowany użytkownik "I to jest waśnie bolszewizm" że co?

wszystkie komentarze >