107,6 FM

Reakcje pospolite

Wybory, wybory i po wyborach. Wydawać by się mogło, że poziom politycznych emocji w naturalny sposób opadnie. Ale nie w Polsce. I ten felieton będzie właśnie o tym.

Przed wyborami analityków sceny politycznej interesują szanse partii i koalicji, a także propagandowe strategie. Po wyborach bardziej zajmujące stają się interpretacje wyborczych wyników, a także – w dalszym planie – analizy błędów popełnianych w przedwyborczych kampaniach. Ale jest jeszcze coś, co mimo że od 26 maja minęło już trochę czasu, nie może nie zwracać na siebie uwagi. To kuriozalne i - jednocześnie - pospolite reakcje na wyborcze decyzje Polaków. Ot, jedna z nich, wzięta z fejsbuka: „Kurczę ja tego nie rozumiem wszyscy głosujemy inaczej to jak się to dzieje że mamy wyniki skąd to się bierze”. Jest to wpis kogoś, kto – raczej nie można mieć wątpliwości – jest zwolennikiem społeczeństwa otwartego i sam żyje w przekonaniu, że ma głowę otwartą na świat. A wyniki wyborów nie dość, że go nie zadowoliły, ale wprawiły w stan szoku. I proszę – niby głowa na cały świat otwarta, a jednak ten ktoś najwyraźniej nie znał nikogo, kto zagłosował na zwycięzców. Jak się tu nie dziwić? No bo przecież „wszyscy głosujemy inaczej”, a tu ni stąd ni zowąd – wyborcza porażka. Ktoś powie, że to naiwne i – doprawdy – kuriozalne wyznanie stanowi absolutny margines reakcji na wyborczy wynik, że pisząc o nim ułatwiam sobie sprawę, ustawiam sobie rzecz tak, by łatwo było wykpić czyjeś rozczarowanie. Otóż – nie. Przypomniałem sobie Codziennik znanego felietonisty „Polityki” Daniela Passenta. To książka złożona z zapisów, które autor pracowicie sporządzał prawie każdego dnia 2005 roku. Wiele w niej wątków ciekawych, jeszcze więcej kontrowersyjnych. Przede wszystkim rzuca się w oczy to, że diagnoza jakoby Polska podzieliła się na dwie części, jest - już wówczas w 2005 roku - nie tylko nie przesadzona, ale znajduje dobre uzasadnienie w uprzedzeniach zgoła zaskakujących. Okazuje się, że nawet - a może powinienem powiedzieć: zwłaszcza - środowiska, które lubią przedstawiać się jako otwarte, są w rzeczywistości znacznie bardziej zamknięte niż mogliby przypuszczać ich najzagorzalsi nawet przeciwnicy. Ot, choćby - Passent wyznaje, że nie znał nikogo, kto głosował na Lecha Kaczyńskiego. Nie znał zatem nikogo z ponad 50 procent rodaków, którzy oddali głosy na urzędującego prezydenta. No tak – my wszyscy, wszyscy podkreślam, „głosujemy inaczej”, a tu… Co zatem się stało, jacyś „inni”, może jacyś kosmici wygrali wybory? No bo przecież „my wszyscy” głosowaliśmy inaczej. Kolejna sprawa – kim okazali się w ostatnich wyborach ci „inni”, ci, których opcja wygrała? Pominę epitety najcięższego kalibru, które zwykle sprowadzały się do pseudo-psychiatrycznych diagnoz. W zamian zaprezentuję dość zaskakujący dwugłos. Pisał nieprzypadkowo kojarzony z „totalną opozycją” filozof prawa Wojciech Sadurski: „[PiS wygrał - red.] Mimo afery Srebrnej, mimo bratania z Kościołem który właśnie przeżywa największy kryzys wizerunkowy, mimo finansowych krętactw Premiera-Oligarchy itp. Tzw. żelazny elektorat PiS-u jest naprawdę żelazny, zwłaszcza na wsi. Co to mówi o mentalności wielu wyborców, mających jak na dłoni przykłady korupcji i rozmontowania rządów prawa – to już proszę sobie samemu dopowiedzieć, bo jako demokracie, nie przechodzi mi przez gardło stwierdzenie, że wyborca jest głupi”. [Koniec cytatu]. Prosta sztuczka – ktoś wypisuje epitet „to głupcy”, który może nie tyle, jak przekonuje, nie przeszedł by mu przez gardło, ale z jakichś powodów uważa, że lepiej podać go w formie zawoalowanej. Jakież to eleganckie… I głos drugi – dziennikarki, która w swej niedługiej przecież zawodowej karierze zdążyła utożsamić się ze skrajnie różnymi opcjami światopoglądowymi i politycznymi. [Cytuje] „– Przy tym wszystkim co wiemy o wyborcach PiS, że są to ludzie z wykształceniem podstawowym, w bardzo dużym stopniu zawodowym, są to ludzie mądrzy, bo oni wiedzą, że trzeba zagłosować. Ja się trochę śmiałam, bo liberałowie uważają się za takich mądrych i wykształconych, ale nie wiedzą podstawowej rzeczy, że trzeba pójść i zagłosować, że nieobecni nie mają racji” – tyle Michalik w programie onetu. Ależ nie – nie idzie dziennikarce o mądrość wyborców PiS-u, ale umiejętność mobilizacji wyborczej PiS-u. A to przecież nie to samo. Michalik swoim wpisem napomina potencjalnych wyborców Koalicji Europejskiej, którzy na wybory nie poszli. Gdyby byli tak mądrzy, a w zasadzie sprytni jak Pis-owcy, to by do urn się pofatygowali. No właśnie i tym samym przechodzę ostatniego wątku felietonu. Do kwestii wykorzystania czynnego prawa wyborczego, czyli skorzystania z możliwości głosowania. Kubły pomyj wylewają rozczarowani wyborcy Koalicji Europejskiej na tych, którzy do wyborów nie poszli. Emocje są w tej sprawie bardzo mocne. Tylko skąd przekonanie, że gdyby do wyborów poszło więcej obywateli, to wynik Koalicji Europejskiej byłby lepszy? A może byłby jeszcze gorszy?

 

 

« 1 »

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama