107,6 FM

Centymetr wiary, nadziei i miłości

Tomkowi już w brzuchu mamy nie dawano wielkich szans. Według rokowań lekarskich powinien nie żyć… ale Bóg chciał inaczej.

O kłopotach w rozwoju syna Alicja i Michał Zyznarscy dowiedzieli się w 16. tygodniu ciąży. Lekarz poinformował ich o podejrzeniu wodogłowia. Dwie kolejne wizyty u specjalistów nie pozostawiły żadnych złudzeń. Tomek miał stanowczo za dużo wody w czaszce, a mózgu zdecydowanie za mało. Lekarze przedstawili rodzicom najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń: chłopiec umrze przed porodem, zaraz po nim albo maksymalnie dwa miesiące później. Dzisiaj prawie roczny chłopiec normalnie się rozwija, zalicza kolejne etapy rozwojowe tak jak jego rówieśnicy. Jest wspaniałym, uśmiechniętym urwisem.

– Nikt nam nie dawał nadziei, ale my również rozumieliśmy to doskonale, widząc na USG prawie pustą czaszkę. Lekarze zgodnie z prawem musieli nas zapytać, jaka jest nasza strategia postępowania, mając na myśli aborcję. Tej opcji w ogóle nie braliśmy pod uwagę. Nie chcieliśmy pozbawiać życia naszego dziecka – przyznaje Alicja Zyznarska. Pamięta moment, kiedy jej i mężowi przedstawiono najczarniejszy scenariusz. Poczuli silny ból i bezsilność. Do sprawy podeszli jednak zadaniowo i szybko uruchomili machinę ratunkową – dzwonili, pytali, czytali z nadzieją na znalezienie rozwiązania. – Przez cały czas tliła się w nas nadzieja, że być może zdarzy się jeszcze jakiś cud i Pan Bóg nas zaskoczy. Od kilku lat formujemy się i posługujemy we Wspólnocie Przymierza Rodzin „Mamre”. Byliśmy więc bardzo blisko różnych historii działania Bożej mocy, ale również przedziwnej tajemnicy cierpienia, które w planie zbawczym też ma swoje miejsce – opowiada Michał Zyznarski. Jak podkreśla, pierwszą znaczącą ulgę poczuli, gdy zaopiekowało się nimi hospicjum perinatalne, do którego trafili poprzez Fundację Evangelium Vitae. W ciągu kilku dni odbyli spotkania z ginekologiem, genetykiem i neonatologiem. Spadł z nich wówczas ciężar, że pozostali sami z problemem.

Cud, który wciąż zaskakuje

Najszczęśliwsza zazwyczaj dla par chwila stała się dla państwa Zyznarskich smutnym oczekiwaniem na najgorsze: odejściem syna zanim na dobre zagości na tym świecie. – Przeżyliśmy czas naszej małżeńskiej samotności, który trudno opisać. Zbliżyliśmy się do siebie w trudzie, przedefiniowaliśmy priorytety, oswoiliśmy się z cierpieniem i śmiercią, przed którymi przecież nie uciekniemy. Obecnie mija prawie rok od urodzenia Tomka, my jesteśmy wciąż w komplecie. Przecieramy oczy ze zdumienia, jak wiele naszych obaw i czarnych scenariuszy się nie spełniło. Dzisiaj żyjemy jak normalna rodzina. Cieszymy się sobą i tym, co mamy – podkreśla mąż i ojciec. Ostatecznie dziecko urodziło się z poważną wadą mózgu, którego rozmiar wynosił około 1 cm. Takich przypadków jak u Tomka jest na świecie bardzo mało. Patrząc na wcześniejsze rokowania, trudno uwierzyć, że codzienność rodziny Zynarskich niewiele różni się od zwyczajnego rodzicielstwa. Tomek samodzielnie oddycha, je, widzi i słyszy. Interesuje się zabawkami. Nawiązuje kontakt, śmieje się i zaczepia rodziców oraz rodzeństwo, gdy mu się nudzi. Denerwuje się, gdy starszy brat wyrwie mu zabawkę z ręki. – W porównaniu ze starszym rodzeństwem wydaje się spokojniejszy i bardziej refleksyjny. Jego rozwój ruchowy jest nieco opóźniony, bo ze względu na cięższą główkę długo nie potrafił jej podnieść. Sami jesteśmy ciekawi, czym nas jeszcze zaskoczy. Obecnie jest na etapie pełzania i pierwszych prób podnoszenia się – opowiada z pasją pani Alicja.

Każdy dzień to wielki skarb

Stan Tomka jest stabilny, mimo tego rodzina jest gotowa na różne scenariusze. Z jednej strony zauważalny jest bowiem nieustanny rozwój chłopca, z drugiej może nadejść moment, gdy niewielki mózg przestanie sobie dawać radę z coraz większym ciałem. Istnieje ryzyko niedowładów czy padaczki. Państwo Zyznarscy są pod opieką Hospicjum dla Dzieci Dolnego Śląska „Formuła Dobra”. Dwa razy w tygodniu do rodziny przychodzi pielęgniarka, raz na dwa tygodnie – lekarz, trzy razy w tygodniu – rehabilitantka. – W takim towarzystwie nie sposób poczuć się samotnym z chorobą. Ekipa z hospicjum to taka nasza poszerzona rodzina, z którą przeżywamy katarki, rozwój diety czy nabite guzy. Na razie obiecaliśmy sobie nie martwić się na zapas – podsumowuje wrocławianka. Pani Alicja i jej mąż przede wszystkim są Bogu wdzięczni za życie trojga swoich dzieci. – Wiadomo, że prosimy Go o więcej, a nawet o pełne uzdrowienie Tomka na Bożą chwałę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama