107,6 FM

Wierni i gotowi do działania

Rycerze Kolumba to świecki zakon katolickich mężczyzn. Idea zapoczątkowana w 1882 r. w Stanach Zjednoczonych została rozpropagowana na całym świecie i zrzesza ponad 2 miliony członków.

Henryk Grzywna, delegat rejonowy zakonu, wyjaśnia, że w określeniu, kim są Rycerze Kolumba, pomocą może być wyjaśnienie nazwy. – Pierwszy człon odnosi się do ideałów rycerskich – szlachetności, bogobojności, prawdomówności, uczciwości, miłosierdzia, szacunku dla ludzi i wiary. Drugi nawiązuje do Krzysztofa Kolumba, który w USA jest symbolem chrześcijaństwa, bo przyniósł wiarę katolicką na kontynent amerykański – zwraca uwagę.

W Polsce Rycerze Kolumba funkcjonują od 2006 r., a na terenie archidiecezji wrocławskiej od 10 lat. – Przyczyniła się do tego moja żona. Szukała w internecie męskiej organizacji katolickiej, do której mogłaby mnie „wypchnąć”. Trafiła na Rycerzy Kolumba i zaczęła wiercić mi dziurę w brzuchu. Zmusiła mnie do pierwszego kontaktu – wspomina z uśmiechem Piotr Malinowski, były wielki rycerz wrocławskiej rady zakonu.

Razem możemy więcej

W całym kraju funkcjonują 33 rejony zrzeszające łącznie ok. 6 tys. mężczyzn. – Do naszego rejonu należą cztery rady z terenu metropolii wrocławskiej i poznańskiej: Milicza, Wałbrzycha, Wrocławia i Poznania. Są jeszcze mniejsze jednostki – tzw. okrągłe stoły w Głogowie (diecezja zielonogórsko-gorzowska) i w Witkowie (archidiecezja gnieźnieńska). W sumie ok. 200 rycerzy. Moim zadaniem jest koordynowanie działań lokalnych i ogólnokrajowych oraz wszelka pomoc w sprawach formalnych i nieformalnych – zaznacza H. Grzywna.

Krzysztof Sietczyński, wielki rycerz rady wrocławskiej pw. św. Michała Archanioła działającej przy parafii pw. św. Franciszka z Asyżu, zwraca uwagę, że celem, jaki przyświeca członkom organizacji, jest wzrastanie w miłosierdziu, jedności, braterstwie i patriotyzmie. Takie są również kolejne cztery stopnie formacji, która jest drogą do pełni rycerskości. – Cała formacja polega na tym, by poprzez wejście na drogę wspólnego działania i realizacji dzieł miłosierdzia poczuć siłę jedności. Dlaczego? Bo w pojedynkę zawsze zrobimy mniej niż razem. Jeśli poczujemy tę jedność i zobaczymy, ilu nas jest chcących stać w obronie wiary, rodziny, życia od poczęcia po naturalną śmierć, będzie nas to wszystko prowadziło do prawdziwego i żywego braterstwa – przekonuje.

Aktywność przede wszystkim

Piotr Malinowski, obecnie kustosz wrocławskiej rady, zaznacza, że Rycerze Kolumba nie są grupą modlitewną, choć modlitwy w niej nie brakuje. Przy każdej radzie jest też kapłan. – Raczej skupiamy się na aktywności przez pracę, działanie i dawanie świadectwa. Niemniej wielu z naszych braci potrzebuje czegoś jeszcze. Dlatego wielu rycerzy to członkowie różnych innych wspólnot. Jedno drugiego nie wyklucza, a wręcz jest wskazane – tłumaczy. H. Grzywna dodaje, że formacja w zakonie opiera się na haśle „wiara przez uczynki”. – Nasze kierunki działania dotyczą kilku aspektów – wiary, społeczności, rodziny i ochrony życia – wymienia.

Jako przykład podaje najgłośniejszy w ostatnim czasie, waszyngtoński marsz życia, w którym brał udział m.in. prezydent USA Donald Trump. Organizatorami wydarzenia byli właśnie Rycerze Kolumba. Kustosz rady przyznaje, że wszelkie działania są zaplanowane centralnie przez radę stanową. – Są to zarówno akcje charytatywne, jak i organizowane przez nas peregrynacje relikwii i obrazów. Nie są to tylko nasze inicjatywy, bo często przyłączamy się do różnych organizacji, które funkcjonują przy Kościele. Najczęściej lokalnie wspieramy na wielu płaszczyznach działania Caritas – wyjaśnia. Podkreśla, że rada stanowa dba, by poszczególne aktywności nie wy- chodziły poza charyzmat organizacji.

Nie oznacza to, że lokalne rady nie mają autonomii. – Staramy się być aktywni zwłaszcza w parafiach, w których funkcjonujemy. Jesteśmy do dyspozycji proboszcza. Nam daje to spełnienie w ramach działania w zakonie, a na zewnątrz daje konkretną pomoc Kościołowi – przekonuje i dodaje, że to właśnie rada lokalna ma za zadanie rozeznać, jakie są potrzeby w jej najbliższym otoczeniu.

Iloczyn kwadransów

Krzysztof Sietczyński zwraca uwagę na jeszcze jeden bardzo ważny aspekt. – Rycerze Kolumba nie chcą zabrać mężczyzn z domu, ale uczynić ich jeszcze lepszymi mężami i ojcami. I to się dzieje. Mamy mnóstwo świadectw. Stąd wiele akcji przeprowadzamy przy udziale całych rodzin – podkreśla. Dodaje również, że wszyscy rycerze są wolontariuszami. – Nie dajemy tego, co nam zbywa, ale przede wszystkim pracę naszych rąk – dopowiada H. Grzywna.

Oznacza to jedno. Rycerze zakasują rękawy i fizycznie włączają się do różnych akcji. – Dziś nikt nie ma czasu. Spełniając wymogi funkcjonowania w tym świecie, musimy poświęcić czas na pracę zawodową, na opiekę nad dziećmi i tak naprawdę zostaje go niewiele dla innych – zwraca uwagę K. Sietczyński. Jest na to rozwiązanie. – Jeśli mam 15 minut w tygodniu, to rzeczywiście jest to niewiele, ale jeśli 50 mężczyzn ma po 15 minut, to jest już czym gospodarować. Działając razem, stajemy się efektywniejsi – zaznacza. Henryk Grzywna podkreśla, że wchodząc do danej parafii, Rycerze Kolumba nie dają złotego rozwiązania, jak naprawić świat. – Dajemy pewne know-how, czyli schemat działania, który pozwala najefektywniej wykorzystać czas, który ci mężczyźni mają, lub usprawnić to, co już przy parafiach robią.

Szata też zdobi

Rycerze Kolumba wyróżniają się nie tylko swoją działalnością. Są elementy, po których łatwo ich poznać choćby podczas liturgii. – Najbardziej charakterystyczna jest szarfa w kolorach białym i żółtym z wyraźnym logo. Często mamy wpięty w klapę marynarki znaczek, który każdy z członków dostaje w momencie włączenia do zakonu – mówi Piotr Malinowski. Rycerze mają też korpus reprezentacyjny, który ubiera się w specjalne stroje. Jego członkowie zakładają peleryny, pióropusze, a w rękach mają szpady. – Występy takiego korpusu nie są częste, ale na pewno efektowne – dodaje.

Dlaczego Rycerze Kolumba chcą się wyróżniać również wyglądem? Wytłumaczenie jest dość proste. – Chodzi o świadectwo. Dla mnie noszenie znaczka Rycerzy Kolumba w klapie jest jawnym przyznaniem się do tego, że jestem katolikiem, wyznaję katolickie wartości i się tego nie wstydzę. Poza tym jest to w jakimś sensie znak rozpoznawczy. Nawet jeśli widzę się z innym rycerzem pierwszy raz, to od razu nasza znajomość jest na innym poziomie – podkreśla K. Sietczyński. Są też mniej widoczne znaki rozpoznawcze. Podczas włączenia do zakonu nowi członkowie dostają „miecz i tarczę”. – Rycerz powinien mieć jakiś oręż. Każdemu wręczamy więc miecz w postaci różańca, który ma obowiązek nosić i jak najczęściej się na nim modlić. Tarczą są natomiast dobre uczynki, do których każdy rycerz jest zobowiązany – opowiada H. Grzywna.

Droga dla każdego

Henryk Grzywna mówi ze śmiechem o bardzo wyśrubowanych wymogach dla tych, którzy chcą dołączyć do organizacji. – Powtarzamy sobie często, że każdy katolicki mężczyzna w tym kraju jest Rycerzem Kolumba, ale jeszcze o tym nie wie. My jesteśmy po to, by mu to uświadomić – wyjaśnia. Zaznacza jednak, że warunki są trzy: trzeba być mężczyzną, trzeba być osobą pełnoletnią oraz trzeba być katolikiem pozostającym w jedności ze Stolicą Apostolską.

Rycerze cały czas zapraszają w swoje szeregi. – Nie trzeba się specjalnie przygotowywać. Ceremonia przyjęcia jest tak naprawdę wejściem na ścieżkę, na której mamy się rycerzami w pełnym tego słowa znaczeniu stawać – zaznacza K. Sietczyński. Panowie podkreślają, że bardzo ważną rolę w pozyskiwaniu nowych Rycerzy Kolumba odgrywają… kobiety. – Około 80 proc. braci przystąpiło do zakonu za namową żon. Często zwracamy się właśnie do nich z pytaniem, czy chcą mieć w domu rycerza, czy kanapowca; czy chcą mieć mężczyznę, który daje przykład swoim postępowaniem, czy może dyskutanta, który od czasu do czasu powie, że pewne rzeczy zrobiłby lepiej – zauważa Piotr Malinowski.

W życiu chcę czegoś więcej

Michał Bartoszko jest adwokatem. Ma żonę i dwoje dzieci. Od urodzenia jest związany z parafią pw. św. Franciszka z Asyżu. Od blisko 30 lat służy do Mszy św. Dziś do ołtarza przyprowadza swojego starszego syna, a młodszy dołączy do nich lada chwila. – To chyba moja najważniejsza formacja życiowa. Obecnie w parafii podczas niektórych niedzielnych Eucharystii służy więcej ojców z synami. To pewne świadectwo, że ministrantem nigdy nie przestaje się być – zauważa. Po drodze były jeszcze inne wspólnoty, które miały wpływ na dojrzewanie w chrześcijaństwie. Michał wielokrotnie uczestniczył w Pieszej Pielgrzymce Wrocławskiej na Jasną Górę i do grobu św. Jadwigi w Trzebnicy. Przez kilka lat był też członkiem grupy modlącej się śpiewami z Taizé, z którą wyjeżdżał na Europejskie Spotkania Młodych.

Mecenas Bartoszko za kilkanaście dni (21 lutego) zostanie włączony podczas specjalnej ceremonii do Rycerzy Kolumba. Dlaczego zdecydował się na ten krok? – Zaczęło się od… Twittera. To właśnie w sieci poznałem wielkiego rycerza rady wrocławskiej, Krzysztofa Sietczyńskiego. Ponieważ organizacja zaczęła działać w mojej parafii, mieliśmy okazję poznać się w realu – opowiada. Przyznaje jednocześnie, że patrzył na inicjatywę z dystansem, ale półtoraroczne namowy w końcu przyniosły skutek. – Przekonałem się, że warto, bo jak mawiał mi wielokrotnie wielki rycerz, katolicki mężczyzna nie może dziś siedzieć w domu. Jego głos w świecie jest konieczny. Trzeba, byśmy dawali świadectwo, że nie zajmujemy się czymś archaicznym i skostniałym, ale że nasza wiara przez uczynki jest czymś żywym. Na pewno zadaniem jest też walka o wartości, które w dzisiejszym świecie podlegają ogromnemu relatywizmowi. Musimy pokazywać dobro – puentuje przyszły rycerz.

Więcej o Rycerzach Kolumba i podejmowanych przez nich inicjatywach można poczytać na stronie www.rycerzekolumba.com. Można też przyjść na spotkanie do kościoła pw. św. Franciszka z Asyżu we Wrocławiu (trzeci piątek miesiąca o 18.30) lub do kościoła pw. św. Andrzeja Boboli w Miliczu (ostatni piątek miesiąca o 18.00).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama