107,6 FM

Covid-19 lubi zwierzęta

Lwy, tygrysy, chomiki, niektóre psie rasy, fretki i makaki oraz koty domowe i norki. Na razie tyle zwierząt – poza nietoperzami i łuskowcami – nauka złapała na gorącym uczynku w kwestii zakażenia wirusem SARS-Cov-2.

Pierwszym „medialnie zakażonym” zwierzęciem był tygrys z nowojorskiego zoo. Był koniec marca, kiedy świat obiegła wiadomość, że zwierzęta też mogą chorować na COVID-19. Choć ta informacja była bardzo nieścisła, wywołała sporo emocji. Ludzie zaczęli wtedy porzucać swoje domowe zwierzęta, nie wyłączając rybek i żółwi, mimo zapewnień weterynarzy, że to nonsensowne.

Najpierw tygrys…

Czteroletni tygrys miał dodatni wynik testu na obecność koronawirusa (SARS-CoV-2) i to był pierwszy przypadek zachorowania zwierzęcia w USA. Ale nie na świecie. Przed tygrysem musiało być nosicielem wirusa zwierzę, które przekazało go człowiekowi. Podejrzewano węże, potem nietoperze, w końcu łuskowce. Choć faktem jest, że nikt nie widział kaszlących węży czy duszących się nietoperzy. A tymczasem to właśnie kaszel i problemy z oddychaniem były przyczyną zrobienia w nowojorskim zoo testów na obecność koronawirusa dużym kotom. Choć do teraz nie ma stuprocentowej pewności, uznano, że zwierzęta zakaziły się od jednego z pracowników zoo. Do teraz nie wiadomo, czy człowiek zakaził jedno zwierzę, a to już zakażone przekazało wirusa kolejnym, czy też człowiek zakaził każde zwierzę osobno. Nie wiadomo też, czy tygrysy mogły zakazić ludzi zdrowych. Wobec braku odpowiedzi na te pytania ogród zoologiczny zamknięto. Zagrożenie życia zwierząt nie zaistniało, choć były one wyraźnie słabsze i nie miały apetytu.

Zwierzęta, przynajmniej niektóre, mogą chorować na COVID-19. Ale to jest w istocie dla nauki błogosławieństwo. Bo w badaniu każdej choroby jest potrzebny odpowiedni model zwierzęcy – stworzenie, które nie tylko da się w kontrolowany sposób zakazić wirusem, ale które będzie też miało symptomy podobne do ludzkich i w ogóle będzie jak najbardziej do nas podobne. Już od czasów epidemii SARS sprzed niemal 20 lat wiadomo na przykład, że da się tym wirusem skutecznie zakazić chomika syryjskiego. Dzisiejszy SARS-CoV-2 jeszcze bardziej sobie chomiczka upodobał. On w ogóle lubi różne zwierzęta, co jest dość dziwne, bo wirusy są na ogół gatunkowo specyficzne, albo ludzkie, albo zwierzęce. A jak zwierzęce, to albo kocie, albo psie, albo kurze. Z tym wirusem jest jednak inaczej, ten ma zdolności do zakażania wielu różnych organizmów zwierzęcych.

Klucz i zamek

W największej mierze ta zdolność zależy od podobieństwa białka ACE2, które jest receptorem na naszych komórkach, a obrazowo mówiąc – dziurką od klucza (kluczem jest sam wirus), dzięki której można otworzyć komórkowe drzwi. Wejście wirusa do komórki jest kluczowe dla jego namnażania się. Wirusy same nie potrafią się replikować. Nie są nawet organizmami żywymi. Do powielania się potrzebują żywej komórki. Ale wejście do niej nie jest proste. Chyba że wirus (klucz) dopasuje się do zamka (receptor w komórce). Na przykład ACE2 chomika różni się w swym kluczowym elemencie tylko 4 aminokwasami od białka ludzkiego, podczas gdy u myszy czy szczura tych różnic jest kilkanaście. Wirus jest kluczem, a komórki chomika mają zaskakująco dobrze pasujący do tego klucza mechanizm zamka. Podobny mechanizm komórkowego zamka mają – jak się okazuje – także koty. Najnowsze wyniki badań naukowych prowadzonych w Japonii (opublikowane w „New England Journal of Medicine”) miały za zadanie wykazać, czy koty zakażone SARS-CoV-2 są w stanie zarażać się jedne od drugich bez udziału człowieka. Było już bowiem jasne, że koty zarażały się od swoich chorych właścicieli w Nowym Jorku. Ale tutaj naukowcy znowu zostali zaskoczeni. Japońskie koty, w przeciwieństwie do nowojorskich, nie miały żadnych objawów zakażenia, ale we wszystkich trzech przetestowanych eksperymentalnie przypadkach koty zakażały się od siebie nawzajem w warunkach laboratoryjnych bez kontaktu z człowiekiem. Ich zakażenie było przejściowe, trwało najwyżej sześć dni. Wirus był obecny jedynie w jamie nosowej kota. Przeciwciała były obecne we krwi zwierząt przez 24 dni od zakażenia, a zakażenie mogło wystąpić już w tak krótkim czasie jak 24 godziny wspólnego przebywania kota zakażonego i zdrowego. Zasadniczo zatem wirus był w stanie przejściowo te eksperymentalne koty skolonizować, namnażać się w ich górnych drogach oddechowych, ale potem został trwale zwalczony przez układ odporności zwierzęcia.

Pytania i odpowiedzi

Nieco inne i mocno alarmistyczne dane przychodzą jednak dziś z Holandii, gdzie ma miejsce masowe wybijanie i palenie zwłok młodych zwierząt na licznych fermach norek. Władze sanitarne i weterynaryjne podjęły tak radykalną decyzję 6 czerwca, bo nowy koronawirus z dużą zaciekłością zaatakował liczne fermy na terenie kraju. Zwierzęta są zatem zagazowywane, aby nie stały się ponownym zagrożeniem dla ludzi – choć to bez wątpienia właśnie od nich się zaraziły. To swoją drogą jest poważny problem weterynaryjny, ekonomiczny, ale także kwestia zdrowia publicznego. Udało się bowiem poprzez analizę molekularną i epidemiologiczną wykazać bez cienia wątpliwości, że dwóch pracowników takich ferm zaraziło się od zwierząt. To byłyby jak dotąd pierwsze znane przypadki zakażenia koronawirusem z Wuhanu człowieka od zwierzęcia domowego. Co więcej, norki nie są bezobjawowymi nosicielami wirusa. Cała sytuacja została zdiagnozowana już z końcem kwietnia na dwóch fermach. Tam zwierzęta zaczęły znacznie częściej padać, miały też widoczne problemy z oddychaniem i dziwnie wyglądającą wydzielinę z nosa. Masowy ubój norek w celach sanitarnych i ograniczenia rozmiarów epidemii zaczęły się, gdy objęte COVID-19 okazało się 10 procent wszystkich farm i doszło do udokumentowanego przeniesienia wirusa ze zwierząt na ludzi. Podobnie jak fretki, norki mogą się także zakażać ludzką grypą. A w przypadku COVID-19 wykazywać objawy bardzo poważne. Na niektórych fermach dotkniętych koronawirusem śmiertelność zwierząt nie wzrosła wcale, ale inne straciły 10 proc. populacji, zanim podjęto działania sanitarne.

Wirus, o którym świat usłyszał zaledwie kilka miesięcy temu, wciąż jest dla naukowców zagadką. Nie wiadomo, dlaczego w niektórych krajach spowodowana nim śmiertelność jest dużo mniejsza niż w innych. Nie wiadomo, jak długo będzie trwała odporność na niego tych osób, które go przechorowały. Kolejnym znakiem zapytania są wspomniane wyżej zwierzęta. Jak się zakażają? Czy mogą być niebezpieczne dla ludzi? Które są tylko nosicielami i wirus nie wyrządza im żadnej szkody, a które w mniej lub bardziej uciążliwy sposób chorują? Minie sporo czasu, zanim odpowiemy na te wszystkie pytania.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama