107,6 FM

Mariacki, ale śląski

W drzwiach katowickiego kościoła Najświętszej Maryi Panny stanął proboszcz. Spojrzał na chłopca, wchodzącego z ciocią, i powiedział: „Co za fajny synek!”. Malec odpalił: „Ja nie jestem żaden synek, ja jestem Karol!”. – Nikt by nie pomyślał, że po latach ten Karolek będzie beatyfikował tego proboszcza, którym był ks. Emil Szramek – komentuje obecny proboszcz.

Mało kto wie o tym przelotnym spotkaniu przyszłego błogosławionego z przyszłym świętym papieżem. Doszło do niego w Katowicach, w drzwiach kościoła Mariackiego, świętującego dziś swoje 150-lecie. Opisała je w pamiętnikach Stefania Wojtyła, jedyna, ukochana, ciocia Karola Wojtyły. Gdy chłopiec stracił matkę, ciocia pomagała w opiece nad bratankiem.

– Kiedyś, prawdopodobnie po I Komunii Świętej Karola, ojciec odprowadził go na dworzec w Krakowie, wsadził do pociągu, a w Katowicach ciotka czekała, żeby go odebrać – mówi ks. Andrzej Suchoń, proboszcz kościoła Mariackiego w Katowicach. – Ponieważ mieli jeszcze czas do odjazdu ich pociągu, a był maj, poszli na majowe do kościoła Mariackiego. To wtedy, jak opisała Stefania, gdy się zbliżali, w drzwiach ukazał się dostojny proboszcz, czyli ks. Emil Szramek – opowiada.

Miasto z chatami

Kościół Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Katowicach został poświęcony 150 lat temu. W centrum młodego miasta, w cieniu nowych, wysokich kamienic, stały wtedy jeszcze wiejskie chaty o bielonych wapnem ścianach, otoczone drewnianymi płotami.

Budowla powstała w latach 1862–1870. Architekt Alexis Langer przygotował neogotycki projekt, który nawiązuje do słynnej katedry w Kolonii – choć katowicka świątynia ma tylko jedną wieżę. Kamień na budowę – piaskowiec – pochodził z pobliskiego kamieniołomu w Katowickiej Hałdzie. Przywozili go chłopi z Katowic i Brynowa.

Na placu przed kościołem siedzieli artyści, którzy rzeźbili w piaskowcu m.in. rzygacze, maszkarony, postacie rozwścieczonych zwierząt. Te straszne wizerunki, przywodzące na myśl demony, trafiły na zewnętrzne mury świątyni. W symboliczny sposób pokazują, że to, co złe, zostaje na zewnątrz, nie ma przystępu do świętości, która czeka na nas wewnątrz tego gmachu.

Z jedną z tych postaci o wybałuszonych z wściekłości oczach wiąże się zdarzenie, które zdecydowanie straszne nie jest. Kiedyś pod murem katowickiego kościoła Mariackiego stał mężczyzna, który nie umiał przestać się śmiać. – Co panu tak wesoło? – zainteresował się jeden z księży. Zapytany wyjaśnił: „A bo jak patrzę na tego lwa, to mi się przypomina moja matematyczka”.

Mariacki, ale śląski   Na zewnętrznych murach kościoła widać m.in. gargulce. Przemysław Kucharczak /Foto Gość

Bratku na urzędzie

Pierwszym budowniczym tego kościoła był ks. kuratus Theodor Kremski. Gdy w 1866 r. wygłaszał kazanie wielkanocne w kościele tymczasowym, niespodziewanie… stracił głos. Mógł mówić tylko szeptem. – Był dość zamożny, więc leczył się po różnych światowych sanatoriach. Bezskutecznie. Wrócił do Katowic na jakąś uroczystość i tam wzniósł toast. W tej chwili głos mu wrócił. Nie wiem, co to był za trunek – komentuje proboszcz.

Czytaj dalej na następnej stronie

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama