107,6 FM

Mistyk wyklętych

Życie duchowe ks. Władysława Gurgacza SJ ukazuje mistyka, którego zjednoczenie z Bogiem doprowadziło do ofiary życia z rąk komunistycznych zbrodniarzy.

Przyjdź, Jezu, bo tęskni za Tobą dusza moja. Dopókiż z przyjściem ociągać się będziesz?... Siebie mi odbierasz, chociaż wiesz, że stworzenia nie zaspokoją tęsknoty mej duszy. Bez Ciebie w gwarze świata czuję się samotny, a wśród przyjaciół opuszczony. Strwożone serce rozpiera tęsknota, a usta bezwiednie wypowiadają skargę – autorem tych słów, wskazujących na zażyłość z Bogiem, jest ks. Władysław Gurgacz SJ, mistyk, duszpasterz, a jednocześnie kapelan żołnierzy wyklętych, zamordowany przez komunistów w 1949 r., w wieku zaledwie 35 lat. Specjalista od duchowości katolickiej ks. prof. Stanisław Urbański tak ocenił życie wewnętrzne ks. Gurgacza: „Widzimy, że przez wiele lat był prowadzony do świętości drogą oschłości i oczyszczeń. Możemy powiedzieć, że ks. Gurgacz przeżył w największym stopniu noce ciemności oraz osiągnął mistyczne zjednoczenie z Bogiem. Jego opisy tych nocy stanowią jedną z pereł polskiej mistyki przeżyciowej”.

Kapelan wyklęty

Podobnie jak działacze antykomunistycznego podziemia w okresie PRL ks. Gurgacz skazany był na zapomnienie. Przywracanie pamięci o żołnierzach niezłomnych po 1989 r., m.in. ustanowienie Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych, który już po raz 10. będziemy obchodzić 1 marca, wyciągnęło z mroków historii także postać ks. Gurgacza. Był on przedstawiany jednak w kontekście posługi kapłańskiej w oddziale antykomunistycznego podziemia. Ten fragment życia kapłana dokładnie zbadał IPN, poświęcił mu także jedną ze swoich publikacji. Osoba kapłana wzbudzała jednak zainteresowanie także ze względu na głęboką wiarę. Podstawą do badań nad jego duchowością był życiorys, napisany przez kolegę z seminarium i przyjaciela ks. Stanisława Szymańskiego SJ w 1969 r. To na tej publikacji oparł swoją analizę, której fragment zacytowałem wcześniej, ks. prof. Urbański w artykule „Życie duchowo-mistyczne ks. Władysława Gurgacza SJ”. Artykuł ukazał się w 2016 r. w książce „Mistycy w Kościele”. W 2011 r. kustosz archiwum jezuitów w Warszawie Maria Chodyko, porządkując dokumenty – ks. Szymańskiego, odkryła karton z notatkami duchowymi kapłana, które spisywał w latach 1931–1947. Właśnie ukazały się one w wydawnictwie IPN pod tytułem „Refleksje”. Opracowała je Maria Chodyko przy współpracy o. Krzysztofa Dorosza SJ. Ukazują życie duchowe ks. Gurgacza.

Radykalna świętość

„Cel, który zawsze mam mieć przed oczyma – to świętość, brzydzić się będę wszelką połowicznością i tęsknotą”. To jeden z pierwszych zapisków „Refleksji”, które nasz bohater napisał na początku nowicjatu u jezuitów w Starej Wsi. Miał wówczas zaledwie 17 lat. Urodził się 2 kwietnia 1914 r. w galicyjskiej wsi Jabłonica Polska. W 1931 r. wstąpił do zakonu jezuitów, w 1933 r. złożył pierwsze śluby zakonne, w 1942 r. przyjął święcenia kapłańskie.

Już na samym początku swojej drogi kapłańskiej jasno określił, że jego celem jest świętość. W 1933 r. pisze: „Czuję się w głębi upokorzony liczbą i wielkością moich grzechów (popełnionych na świecie). Poznaję dokładnie moją nicość i zarazem budzi się we mnie pragnienie, ażeby przeszłość obciążoną grzechem i może bez zasługi naprawić teraz świętym życiem”.

Bóg prowadził go do siebie na drodze ogołocenia i oczyszczenia. W tym samym roku napisał: „Miałem ogromne oschłości. Zdaje się, że nie z własnej winy. Całe rozmyślanie szło z wielkim trudem. Nie znalazłem w nim żadnego materiału do rozważań. Obiecywałem sobie wczoraj wielkie pociechy na czas tej medytacji i zapewne dlatego ponoszę karę”. Już po święceniach kapłańskich, w sierpniu 1942 r., mówił do Chrystusa: „Jezu, poznałem boleśnie, co się dzieje z duszą, którą pozostawiasz w ciemnościach. Prawdziwie ogarnęły mnie nawalności i fale ich przeszły nade mną, lecz nauczyłem się jednej cennej rzeczy: wyrozumiałości dla drugich”. A rok później zanotował: „Zima grzechu wprawdzie minęła, lecz trzeba przetrwać jeszcze długą noc oczyszczenia z drobnych usterek i niewierności. Noc ta bynajmniej nie jest spoczynkiem, jest męczarnią”. W tym samym roku stwierdził: „W obecnej medytacji mam uśmiercić własne ja”.

Cierpieniom duchowym towarzyszyły cierpienia fizyczne. Od 1945 r. przez trzy lata przebywał w szpitalu w Gorlicach, lekarze zdiagnozowali owrzodzenie dwunastnicy.

Będąc w szpitalu, doznaje bardzo głębokich cierpień duchowych: „Cierpienie dosięgło szczytu. Nigdy nie przeraził mnie podobnie widok piekła, śmierci, sądu jak obecnie zło grzechu”. Płacze, ma mdłości, jest wyczerpany. Do Jezusa mówi: „Mnóstwo dusz poniosło szkodę z powodu moich grzechów. Mniej Cię znają i mniej miłują, bo ja Cię mniej miłowałem”.

Zjednoczenie z Bogiem

Oschłości towarzyszyły kapłanowi niemal do samej śmierci, ale mimo to nieustannie nosił w sobie ogromne pragnienie świętości: „Odczuwam w duszy ogromny pęd ku świętości, jakieś nieprzerwane »pchanie«, które chociaż działa ustawicznie, jednak czasami wzmaga się w dwójnasób” – pisał w 1938 r. W tej samej notatce ujawnia, że Bóg zsyła mu momenty, w których doznaje Jego obecności: „Niekiedy zupełnie niespodzianie ogarnia mnie jakaś słodka, a przepotężna siła jednocząca całą istotę najściślej z Bogiem w różnych okolicznościach: na rekreacji, wśród studium, podczas koronki, a przede wszystkim podczas modlitwy. Są to chwile rozkoszne i bolesne zarazem. Dusza odczuwa bolesność Boga, rwie się do Niego, a równocześnie przekonuje się o swojej bezsilności”. Jest to bez wątpienia opis zjednoczenia z Bogiem. W lipcu 1939 r. napisał: „Jezus jest blisko, czuję koło siebie tchnienie Jego łaski. Matko, daj, abym jak najlepiej odpowiedział pragnieniom Twojego Boskiego Syna”.

Wydaje się, że czas największych oczyszczeń zakończył się na kilka miesięcy przed śmiercią ks. Gurgacza. W liście do prowincjała ks. Wojciecha Krupy, który napisał w więzieniu tuż przed śmiercią, czytamy: „Teraz, gdy stoję przed bramą wieczności, odczuwam wielki spokój. Niedługo wypowiem swoje ostatnie »Ite, missa est!« (Idźcie, ofiara spełniona). Na ręce Przewielebnego Ojca Prowincjała składam podziękowanie Matce Towarzystwa za powołanie. Wszystko najlepsze zawdzięczam Zakonowi. Ufam, że dobry Bóg rozproszy chmury zaciemniające chwilowo moją opinię.(…)”. List nie został przez funkcjonariuszy SB przekazany prowincjałowi.

Oddanie Maryi

Ksiądz Gurgacz w swej drodze duchowej całkowicie zawierzył się Matce Bożej. W 1934 r. w Pińsku, pisząc o ścisłym zjednoczeniu z Bogiem, podkreśla: „Potrzebnych sił ku temu będę szukał w nabożeństwie do Matki Najświętszej. Jej powierzam mój cel najdroższy, urzeczywistnienie moich marzeń najdroższych, świętość. Ona mnie z pewnością do niej natchnęła i to pragnienie ożywiało mnie przez całe życie”.

Maryja była także dla niego pocieszeniem w duchowych cierpieniach. W 1937 r. w Krakowie pisał: „Maryjo, przyjmij w ofierze moje cierpienia i chociaż one nigdy nie dorównają Twoim, jednak nie przestaną być dla mnie przykre i bolesne”.

Na początku listopada 1939 r. ks. Gurgacz umieszcza w zapiskach duchowych Akt Całkowitego Oddania się Matce Najświętszej. Tekst jest zbyt długi, aby go tu cytować w całości, ale z pewnością jest przykładem mistyki maryjnej. Kapłan składa go, gdyż pragnie „najściślejszego zjednoczenia się” z Matką Bożą. Ksiądz Gurgacz tak rozumie to zjednoczenie: „Tobie całkowicie się oddaję na rzecz i własność Twoją, błagając Cię gorąco, abyś od tej chwili dowolnie mną rozporządzała. Odtąd niczego już nie chcę posiadać, co by do Ciebie nie należało; niczego nie chcę czynić, co by Tobie mogło się nie podobać; niczego nie chcę pożądać, co by choć trochę Twoim macierzyńskim względem mnie zamiarom się sprzeciwiało”.

W ramionach Boga

Ze szpitala w Gorlicach we wrześniu 1947 r. ks. Gurgacz trafił do Krynicy, gdzie pełnił posługę kapłańską w domu sióstr służebniczek. Dał się poznać jako wybitny spowiednik i duszpasterz. Na jego Msze przychodziły do kościoła takie tłumy, że część nie mieściła się w świątyni. Organizował też rekolekcje dla robotników. W kazaniach nie zajmował się polityką, lecz gorliwie mówił o istnieniu Boga, przeciwstawiając się materialistycznej wizji świata. To wszystko zwróciło na niego uwagę komunistów. Napadł go nawet pijany komendant MO z pobliskiej wioski i strzelił z pistoletu, ale chybił. W 1948 r. nawiązał kontakt z ks. Gurgaczem Stanisław Pióro, który stał na czele zakonspirowanej organizacji podziemnej Polska Podziemna Armia Niepodległościowa. Zaproponował mu wstąpienie do armii i objęcie funkcji kapelana. Ksiądz Gurgacz się zgodził.

„Refleksje” kończą się na wrześniu 1947 r., nie znamy więc szczegółów duchowych doświadczeń kapłana w ostatnich miesiącach życia. Na pewno stanął przed, być może, najpoważniejszym w swoim życiu wyzwaniem sumienia. Prowincjał jezuitów obawiał się, że jego podziemna działalność zaszkodzi zakonowi i zakazał mu pełnienia funkcji kapelana. Ksiądz Gurgacz uznał jednak, że musi pozostać z powierzonymi mu ludźmi, aby troszczyć się o ich zbawienie, co też z gorliwością robił. Prowincjał postanowił więc usunąć go z zakonu, na co zgodził się przełożony generalny. Jednak nie doszło do dopełnienia formalności – list z informacją o wydaleniu nigdy nie dotarł do adresata, nie został też spełniony warunek generała, że zwolnienie może się odbyć wówczas, gdy ks. Gurgacz znajdzie biskupa, który go przyjmie do swojej diecezji. Kapłan do śmierci uważał się za jezuitę.

Aresztowany został w lipcu 1949 r. w Krakowie. Po śledztwie, w którym był torturowany, i procesie, który był typową zbrodnią sądową, zapadł wyrok śmierci, który wykonano 14 lipca 1949 r. na dziedzińcu więzienia przy ul. Montelupich w Krakowie.

Ksiądz Gurgacz został wyklęty przez komunistów i opuszczony przez braci z zakonu. Jednak po śmierci opiekowali się jego grobem, a ks. Szymański napisał życiorys kapelana wyklętych, obecnie zaś odwołują się do jego duchowej spuścizny.

Można powiedzieć, że tragiczny koniec życia ks. Gurgacza był integralną częścią jego drogi duchowej: gdy był wyklęty i opuszczony przez ludzi, wziął go w swoje ramiona Bóg. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama