107,6 FM

Sekularyzacja zależy też od Kościoła

O danych wskazujących na dynamiczny proces sekularyzacji wśród młodzieży i powodach tego zjawiska mówi dyrektor Centrum Badania Opinii Społecznej prof. Mirosława Grabowska.

Bogumił Łoziński: W czasie prezentacji raportu o Kościele autorstwa KAI powiedziała Pani Profesor, że laicyzacja młodzieży w Polsce nie tyle pełza, co przeszła w kłus. Jest aż tak źle?

Prof. Mirosława Grabowska: Jest źle, ponieważ gwałtownie spadają odsetki młodych ludzi praktykujących regularnie, a jednocześnie szybko rosną odsetki młodych w ogóle niepraktykujących.

Jak duże są te odsetki?

Z danych z 2018 r. wynika, że w kategorii wiekowej 18–­24 lata praktykuje mniej niż 45 proc., a w ogóle nie praktykuje więcej niż 20 proc. Dziś mają oni 21–27 lat. Przypuszczam, że u młodszych, których w 2018 r. CBOS nie badał, jest jeszcze gorzej. ­

Jeśli chodzi o deklaracje wiary, to zmiany są znacznie powolniejsze we wszystkich grupach wiekowych poza najmłodszymi. O ile w starszych pokoleniach deklaracje te nie spadają poniżej 90 proc., o tyle w najmłodszej grupie w 2018 r. było to 82 proc., a niemal 18 proc. deklarowało się jako w ogóle niewierzący.

Zatem proces sekularyzacji w wymiarze międzygeneracyjnym, czyli z pokolenia na pokolenie, przebiega w Polsce powoli. Jednak w pokoleniu najmłodszych sekularyzacja wewnątrzgeneracyjna przebiega bardzo dynamicznie. Kiedy zaczynaliśmy ich badać w wieku 18 lat, to więcej niż 55 proc. deklarowało, że regularnie uczestniczy w praktykach religijnych, a po ośmiu latach już tylko 35 proc. składało taką deklarację. W ciągu ośmiu lat różnica wyniosła więcej niż 20 proc. Gdyby taki trend się utrzymał, to kolejne pokolenia w znacznym stopniu odchodziłyby z Kościoła.

Z tego, co Pani Profesor mówi, wynika, że w ciągu pokolenia kościoły mogą opustoszeć?

Gdyby ta tendencja miała się utrzymać, to w perspektywie 20, 30 lat rzeczywiście mogłoby do tego dojść. Już w 2018 r. w pięciu największych miastach w Polsce połowa uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych w ogóle nie praktykowała.

Czy młodzi odchodzą od Kościoła czy też w ogóle porzucają wiarę?

Raczej nie jest to całkowita ateizacja. Zgodnie z deklaracjami, bo na nich opieramy wnioski z badań, mamy do czynienia z odejściem od Kościoła przy pewnym pozostawaniu przy wierze religijnej.

Warto zwrócić uwagę, że dość mocno „trzymają się” obyczaje religijne, głównie związane z Bożym Narodzeniem i Wielkanocą. Ludzie Kościoła to lekceważą, uważają, że to tylko obyczaj, że nie ma w tym treści autentycznie religijnych. Nie do końca bym się z tym zgodziła. Jeśli ktoś śpiewa kolędy, a na wigilijnym stole zostawia puste nakrycie dla nieobecnych lub niespodziewanych gości, to jednak ma to wymiar religijny. Te obyczaje są bardzo powszechne i moim zdaniem zawierają treści religijne.

Ze strony duchownych pada najczęściej diagnoza, że spadek religijności to efekt działań wrogów Kościoła. W czasie wspomnianej prezentacji Pani Profesor wskazała jako jeden z głównych powodów brak przekazu wiary w rodzinie.

Proces sekularyzacji jest bardzo złożony, ma wiele przyczyn. Ja wskazałam trzy instytucje, w których dzieje się coś, co wskazuje na osłabienie wychowania, edukacji i formacji religijnej. To rodzina, szkoła i Kościół. Badania CBOS nie koncentrują się na religijności młodzieży, ale są wyniki, na podstawie których można pewne wnioski sformułować. Rodzicom w mniejszym stopniu niż kiedyś zależy na przekazaniu wiary, na tym, by ich dzieci chodziły do kościoła. W 1996 r. 50 proc. badanej młodzieży mówiło, że rodzicom na tym zależy, a 22 lata później już tylko 30 proc. Oczywiście potrzebne są dalsze badania, dlaczego tak się dzieje: może rodzice więcej czasu poświęcają własnej pracy zawodowej, może w rodzinach brakuje babć, które przekazują wiarę wnukom…

Może rodzice mają inną hierarchię wartości?

Możliwe, że skupiają się na tym, aby dzieci osiągnęły sukces edukacyjny, zawodowy i materialny. Na pewno w rodzinach jest problem z przekazem wiary.

A gdzie są babcie?

Babcie pracują zawodowo albo mieszkają gdzie indziej i widują wnuki od wielkiego dzwonu, w święta, może w czasie wakacji.

Edukacja religijna w szkole nie zdała egzaminu?

Lekcje religii nie są uważane za atrakcyjne. Albo mówi się o nich wprost, że są nudne, albo że są takie jak inne, nie wyróżniają się niczym szczególnym. W efekcie coraz mniej uczniów w nich uczestniczy. W 2018 r. prawie jedna trzecia młodych ludzi nie chodziła na te lekcje, a jeszcze dekadę wcześniej chodziło 90 proc.

Zawodzi rodzina, szkoła, a Kościół?

Młodzież ma słaby kontakt z Kościołem, bo nie chodzi na Msze. A nie chodzi, bo rodzinie na tym nie zależy, a szkolna edukacja religijna do tego nie zachęca. Jednocześnie jest mnóstwo czynników, które młodych od tego odciągają – internet, media społecznościowe itp. Można więc powiedzieć, że rodzina i szkoła w pewnym stopniu zawodzą. A Kościołowi młodzież, nie chodząc do świątyni, nie daje szansy. Jak zatem, „z czego” ci młodzi ludzie mają budować swoją religijność?

A może Kościół powinien szukać nowych sposobów dotarcia do młodych, wyjść do nich, poszukać ich?

Problem w tym, że Kościół, parafie nie mają pomysłu, jak przyciągnąć młodzież. Wiemy, że działają organizacje, ruchy i wspólnoty religijne, ale skupiają one zdecydowaną mniejszość. Większość zaś młodych ludzi nie ma osobistych, indywidualnych kontaktów z duchownymi. Nie wiem, jakie działania, jakie inicjatywy mogłyby to zmienić. Wystąpiłam o grant, którego częścią ma być właśnie badanie parafii na szczeblu lokalnym, czy i jaką mają ofertę dla młodzieży.

Może jedną z przyczyn laicyzacji młodych jest brak kapłanów, którzy byliby dla nich autorytetami duchowymi?

To na pewno jest jednym z czynników. Dwie–trzy dekady temu byli wybijający się duchowni, którzy trafiali do ludzi. Nie mówię tylko o Janie Pawle II, ale np. o ojcu Jacku Saliju czy ks. Józefie Tischnerze. Problem w tym, że charyzmatyczni kapłani nie pojawiają się na zawołanie, nie da się ich wykształcić, albo są, albo ich nie ma. Być może gdzieś w parafiach, na szczeblu lokalnym, są takie osoby, tylko my o tym nie wiemy. Jednak biorąc pod uwagę dane, które przytoczyłam, najwyraźniej jest takich kapłanów mało.

Laicyzacja w Polsce przybiera coraz bardziej radykalne formy. Zaskoczyła Panią Profesor agresja wobec kościołów i duchownych ze strony uczestniczek proaborcyjnych manifestacji, do jakich doszło jesienią ubiegłego roku?

Te wydarzenia miały głównie miejsce w największych miastach i mimo że udział w nich był liczny, to jednak w skali społeczeństwa jest to kilka procent. Nie jest tak, że wszystkie kobiety popierają manifestacje czy postulaty Strajku Kobiet. Warto jednak zdać sobie sprawę z tego, że agresja wobec katolików i Kościoła nie zaczęła się teraz. Przypomnijmy np. krzyż z puszek po piwie na Krakowskim Przedmieściu w 2010 r., małpowanie księży czy Jana Pawła II. Tabu nakazujące szacunek dla religii, dla Kościoła zaczęło pękać już wtedy, w pewnej mierze za sprawą Ruchu Palikota. Obecnie to się powtarza w bardziej brutalnych formach. Sam trend mnie nie zdziwił, ale brutalizacja form była dla mnie zaskoczeniem. Wchodzenie do kościoła i zakłócanie Mszy św. to coś, czego do tej pory nie mogłam sobie wyobrazić, ale już sobie wyobrażam.

Jako powód odejść z Kościoła, nie tylko ludzi młodych, często wskazuje się pedofilię wśród duchownych. W krajach zachodnich, np. w Irlandii, sprawa nadużyć seksualnych kapłanów doprowadziła do potężnego kryzysu Kościoła katolickiego. Czy w Polsce ten problem jest istotnym czynnikiem laicyzacyjnym?

Na pewno ma to wpływ na proces sekularyzacji, ale siły tego wpływu nie potrafię określić. Badania pokazują, że ostatnio Kościół traci na społecznym zaufaniu. Kiedyś pozytywne oceny działalności Kościoła były na poziomie 90 proc., w tej chwili spadły poniżej 50 proc. Skandale pedofilskie z duchownymi w roli głównej na pewno oddziałują. Jednak jeśli chodzi o Irlandię, to tam był problem nie tylko z pedofilią. W ciągu bardzo krótkiego czasu nastąpił dynamiczny rozwój i bezprecedensowe wzbogacenie się społeczeństwa. Państwo, które było biedną kolonią brytyjską, w ciągu mniej niż pokolenia osiągnęło dochód na głowę wyższy niż w Wielkiej Brytanii. To tak, jakbyśmy w Polsce w ciągu 15 lat stali się bogatsi od Niemiec. Taka zmiana pociągnęła głębokie przemiany społeczne, w stylu życia, przyspieszając proces sekularyzacji.

Z tego wynika, że im bardziej będziemy zamożni, tym mniej religijni?

Taką zależność pokazują badania międzynarodowe. Pewien poziom zamożności, dostatku, bezpieczeństwa sprawia, że nie tyle od razu tracimy wiarę, ile zaczynamy zajmować się czym innym, zmieniamy styl życia. Pewien profesor ekonomii powiedział, że gdyby Francuzom odebrać samochody, to może by w niedzielę chodzili do kościoła.

Kościół w Polsce jest też oskarżany o upolitycznienie, o bliskie związki z obecnym obozem rządzącym. Lewica twierdzi, że to jest jeden z powodów laicyzacji. Czy religijność pokrywa się z preferencjami partyjnymi?

Na całym świecie religijność przekłada się na wybory polityczne, w Polsce również. Wszędzie osoby bardziej religijne głosują na partie prawicowe, no bo niby na kogo miałyby głosować? U nas religijność, zwłaszcza wyższy poziom praktyk religijnych, sprzyja głosowaniu na Prawo i Sprawiedliwość. To łączy się też z innymi cechami: ze starszym wiekiem, zamieszkiwaniem w bardziej tradycyjnych regionach. Dlatego nie powinno dziwić, że ludzie o religijnym światopoglądzie i prawicowych przekonaniach głosują na prawicową partię. Problemem jest sposób wyrażania przez polityków związków z Kościołem. Nie jest zręczne to, że przemawiają od ołtarza, że telewizja wychwytuje najważniejszych polityków w religijnych okolicznościach. Z drugiej strony, czy proboszcz ma wypraszać polityków z kościoła? Tu by się jednak przydało trochę mniej ostentacji.

Patrząc na przebieg laicyzacji w krajach Europy Zachodniej i trendy w Polsce, można przewidzieć, jaki będzie dalszy przebieg tego procesu w naszym kraju?

Socjologowie unikają przewidywania, bo przebieg jakiegoś procesu zależy od wielu czynników. Jeśli Kościół znajdzie środki, pomysły, świeższy język, który byłby akceptowalny i zrozumiały dla ludzi młodych, to proces sekularyzacji będzie co najwyżej pełzał. Jeśli tak się nie stanie, a zostanie zaakceptowany i utrwalony wizerunek Kościoła jako „jądra ciemności”, to będzie gorzej. W Irlandii i Hiszpanii proces sekularyzacji przebiegał gwałtownie, we Włoszech on również postępuje, ale znacznie mniej gwałtownie. Przypuszczam, że Polska pójdzie raczej drogą włoską niż irlandzką. •

Prof. Mirosława Grabowska

jest socjologiem, nauczycielem akademickim. Na Uniwersytecie Warszawskim uzyskała doktorat i habilitację. Od 2008 roku jest dyrektorem Centrum Badania Opinii Społecznej. Specjalizuje się w socjologii polityki i socjologii religii

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama