107,6 FM

Samotni wśród swoich

Polska dawno nie była w tak niekorzystnej sytuacji międzynarodowej. A raczej dawno nie było to tak bardzo widoczne. Polskie sojusze kolejny raz rozbijają się o „warunki geograficzne”.

Optymizm, jaki dominował w ostatnich dwóch dekadach w polskiej polityce zagranicznej, wynikał z wiary, że po raz pierwszy od wieków bezpieczeństwo Polski jest zagwarantowane przynależnością do najsilniejszych bloków, gospodarczego i wojskowego, na świecie – UE i NATO. I nie można tego lekceważyć, bo nie wiemy, w jakim miejscu bylibyśmy dziś, gdyby nie konsekwentna prozachodnia orientacja w polityce zagranicznej. Jednocześnie nie można też tego przeceniać, nie uwzględniając realiów szerszych niż formalna przynależność do sojuszy. Czy zabiegalibyśmy o dodatkowe gwarancje od USA w relacjach dwustronnych, gdyby wystarczyło nam samo członkostwo w Unii czy NATO? Czy szukalibyśmy innych formatów współpracy, takich jak projekt Trójmorza – równoległego wobec integracji w ramach Unii? A w ostatnich tygodniach kolejny raz przekonaliśmy się, że nawet te równoległe „alternatywy” zbudowane są na dość kruchych podstawach. Zielone światło, jakie nowy prezydent USA dał Rosji i Niemcom na dokończenie gazociągu Nord Stream 2, popchnęło nas w ramiona Turcji, która z dnia na dzień stała się dla nas „nową alternatywą” w polityce bezpieczeństwa. A czeski upór w sprawie kopalni Turów otrzeźwił wszystkich wierzących ciągle we „wspólny front” państw regionu. Wszystko to można by uznać za niewiele znaczące okoliczności, gdyby nie fakt, że korzysta na nich wyraźnie państwo, które takie „drobne” incydenty i klimat potrafi wpleść w swój konsekwentnie realizowany program odbudowy strefy wpływów. Rosyjskie testowanie Zachodu jeszcze nigdy nie zawiodło Moskwy.

Europa wedug Bidena

Zacznijmy od Nord Stream 2 – bo choć dla wielu może się to wydać odgrzewanym i nadmiernie pompowanym tematem, w rzeczywistości stosunek do rosyjsko-niemieckiego projektu jest papierkiem lakmusowym nie tylko europejskiej (nie)solidarności, ale i szerzej, transatlantyckich gwarancji bezpieczeństwa. Moskwa, Berlin i Warszawa – te trzy stolice do ostatniej chwili czekały na decyzję Waszyngtonu w sprawie ewentualnych nowych sankcji na głównego wykonawcę gazociągu. Gdyby Biden zrealizował to, co zapowiadał, będący niemal na ukończeniu projekt mógłby zostać ostatecznie pogrzebany lub co najmniej zatrzymany. Jeszcze w kwietniu nowy prezydent mówił o potrzebie „unicestwienia” Nord Stream 2. Co sprawiło, że USA nie zdecydowały się jednak na żaden radykalny krok?

Najwięcej mówią o tym nie oficjalne oświadczenia Białego Domu, ale wypowiedzi Bidena w spontanicznej rozmowie z dziennikarzami.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama