Droga do świętości, za każdym razem jest inna. Nie ma dwóch takich samych, bo ludzie się od siebie różnią. I paradoksalnie wspominani dzisiaj razem święci Tymoteusz i Tytus, są tego najlepszym przykładem.
Tymoteusz pochodził z Listry i był synem Żydówki Euniki. Tytus natomiast pochodził z rodziny grecko-rzymskiej, zamieszkałej w okolicy Antiochii Syryjskiej. Tymoteusz był młodzieńcem świetnie wykształconym i doskonale znającym Pismo święte. O wykształceniu Tytusa trudno cokolwiek powiedzieć. Po przyjęciu chrztu życie obu uległo przemianie. Stali się gorliwymi uczniami i naśladowcami Chrystusa. Pierwszy z nich poddał się obrzezaniu, żeby z Dobrą Nowiną trafić do pobożnych Żydów. Drugi obrzezaniu się nie poddał bo jego grecko-rzymskie pochodzenie wskazywało, że lepiej przemawiać będzie do pogan. Tymoteusz został wybrany biskupem w Efezie, Tytus został ustanowiony przełożonym gminy chrześcijańskiej na Krecie. Według tradycji Tymoteusz zginął męczeńsko z rąk tłumu, Tytus zaś zmarł jako wiekowy starzec. Dwa różne życiorysy, dwie odrębne drogi do świętości, a jednak wspominamy ich dzisiaj razem. Dlaczego? Bo to uczniowie św. Pawła. To on przekazał im Dobrą Nowinę, on ochrzcił, to z nim współpracowali niemal przez całe swoje życie. Był z nich dumny. Napisał nawet bezpośrednio do nich listy, które weszły do kanonu Nowego Testamentu. Dwa do św. Tymoteusza i jeden do św. Tytusa.