W momencie opisywanych tutaj wydarzeń Franciszek miał ledwie 9 lat, a jego siostra Hiacynta 7. Byli szóstym i siódmym dzieckiem ubogiego małżeństwa Manuela Pedro Marto i Olímpii de Jesus z nikomu nie znanej maleńkiej portugalskiej miejscowości.
Nie potrafili czytać ani pisać, a ich głównym zajęciem było wypasanie owiec. A jednak to do tych dzieci właśnie 13 maja 1917 roku przyszła Maryja. To im ukazała się w okolicach rodzinnej Fatimy aż 6 razy. To je pierwsze poprosiła, by codziennie odmawiały różaniec. I to je także zapytała, czy chcą ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On ześle na nie jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest codziennie obrażany. Kto z nas dorosłych, mający się za roztropnego i pobożnego, zgodziłby się na to wszystko bez wahania, bez cienia wątpliwości, z całkowitym zaufaniem? A one się zgodziły. I to pomimo tego, że Franciszek Maryję jedynie widział, ale nie słyszał Jej słów, a Hiacynta, choć widziała Ją i słyszała, to nie mogła z Nią rozmawiać, to bowiem było udziałem tylko ich kuzynki Łucji dos Santos. Oboje, Franciszek i Hiacynta, umarli stosunkowo szybko po tych wydarzeniach, w 1919 i 1920 roku, ale zmiana która w nich zaszła, nie uszła uwagi otoczenia. Odchodziły z tego świata rozmodlone, nie bojąc się śmierci, swoje cierpienie ofiarując Bogu za grzeszników. Dlatego Kościół wspomina Franciszka i Hiacyntę Marto jako najmłodszych w historii świętych, którzy zostali wyniesieni do chwały ołtarzy nie za męczeńską śmierć, tylko za świadectwo życia. Krótkiego, ale spełnionego.