bł. Józefa Naval Girbes

Małe rolnicze hiszpańskie miasteczko, 8 tysięcy dusz, jeden kościół, jeden kapłan.

Wszystko działa od wieków swoim własnym monotonnym rytmem. Rytmem przyrody i kościelnych świąt. Ale Pan Bóg chce więcej. Dlatego w sercu tej tradycyjnej parafii stawia ją. Dzisiejszą patronkę. A ona nie robi żadnej rewolucji. Poddaje się duchowemu prowadzeniu proboszcza, pomaga w domu przy młodszym rodzeństwie, uczy się haftu w szkole dla biednych dzieci. Jedyną ekstrawagancją na jaką sobie pozwala jest ta, że kiedy dorasta postanawia nie wychodzić za mąż. Zamiast jednemu mężczyźnie swoje serce i dziewictwo oddaje Bogu. Nie idzie jednak do zakonu. Nie szuka odosobnienia. Ona jest stąd. Z jej miasteczka. Tutaj mieszka. Tutaj się modli w swoim parafialnym kościele. Tutaj uczy haftu młode ubogie dziewczynki. Nawet to, czego uczy, nie jest niczym nadzwyczajnym. Przecież haft to najmniej skomplikowana technika robótek ręcznych. A jednak bez żadnych rewolucyjnych zmian coś w jej rodzinnym miasteczku się zmienia. Jej uczennice wybierają życie zakonne, ludzie z którymi się styka stają się lepsi, godzą się ci, którzy są zwaśnieni. Kiedy umrze w wieku 73 lat, w roku 1893, ludzie idąc za jej prostą trumną powiedzą o niej po prostu: wychowywała dla swojej parafii dobre matki i porządnych obywateli. I aż cud, że w tej zwyczajności nie umknęło nam jej imię: to błogosławiona Józefa Naval Girbes.

« 1 »

Zapisane na później