107,6 FM

Papież robi przelew

Po urodzeniu okazało się, że Julka Piskorska ma bardzo poważną chorobę nóżek. Rodzice od lekarzy w Polsce usłyszeli, że konieczna będzie amputacja. Szansą jest operacja w USA, której koszt wynosi 350 tys. dolarów. Kwotę udało się zebrać dzięki pospolitemu ruszeniu serc. Kropkę nad i postawił papież Franciszek.

W Lubartowie, niewielkim powiatowym miasteczku na Lubelszczyźnie, wielkie święto. Mieszkańcy zaangażowali się w akcję pomocy małej Julce, która potrzebuje operacji, leczenia i rehabilitacji w USA. Większość pieniędzy udało się zebrać w niespełna rok, a brakującą kwotę pokrył przelew, który z Watykanu, przez nuncjaturę apostolską w Warszawie i Caritas w Lublinie, wpłynie na konto Instytutu Wydłużania Kończyn w West Palm Beach na Florydzie. Wszystko za sprawą listu, który Dorota Piskorska, mama Julki, napisała do papieża Franciszka. Pod koniec maja dziewczynkę czeka operacja, która będzie dla niej pierwszym krokiem na drodze do normalnego chodzenia.

Ludzka solidarność

Gdy 19 miesięcy temu pani Dorota trafiła na lubartowską porodówkę, niczego się nie spodziewała. Wizyty u lekarza, badania robione zgodnie z zaleceniami nie wskazywały, że mogą być jakieś problemy. – Od razu jak urodziłam Julkę i zobaczyłam te nóżki, wiedziałam, że coś jest nie tak. Na początku szok. Co to znaczy, że moja córka ma tylko trzy paluszki? Czy ona będzie chodzić? – wspomina mama. Nazwa hemimelia kości strzałkowych zbyt wiele państwu Piskorskim nie mówiła. – Ta choroba zdarza się raz na 250 tys. urodzeń. A przypadki, gdy dotyka ona obu nóżek, tak jak u Julki, są jeszcze rzadsze – dopowiada tata dziewczynki. U jego córki oznacza to tyle, że dziewczynka w obu nóżkach nie ma kości strzałkowych, skokowych i piętowych. Do tego podkurcz i złe ustawienie stóp, a także zagięcie kości piszczelowej. Julka ma 19 miesięcy, ale nóżki tak krótkie, że mama zakłada jej spodenki na 9-miesięczne maleństwa. Gdy szok opadł, przyszła pora, żeby podjąć walkę z niewiedzą. Rodzice zaczęli się konsultować z wieloma różnymi lekarzami, m.in. w Lublinie, Poznaniu, Warszawie. – Amputacja i protezy. Tak w skrócie mogę zrelacjonować to, co usłyszeliśmy – mówi Dorota Piskorska. Rodzice Julki nawiązali kontakt z rodzicami innych dzieci, które urodziły się z taką wadą. Podkreślają, że szczególnie pomogła im rodzina ze Śląska. – Ci rodzice podpowiedzieli nam, od czego zacząć. Zwrócili uwagę, że ważne są takie rzeczy jak orzeczenie o niepełnosprawności, zapisanie Julki do jakiejś fundacji, która pomaga zebrać środki na leczenie – opowiada pani Dorota. To oni wskazali również na klinikę dr. Drora Paleya w USA. Mama Julki napisała do niego, a po dwóch dniach otrzymała odpowiedź z prośbą o przesłanie dokumentacji medycznej. Był gotowy do operowania dziewczynki i podkreślał, że pierwsza najważniejsza operacja powinna odbyć się między 18. a 24. miesiącem życia dziecka. Optymistyczne przewidywania znany amerykański lekarz potwierdził podczas konsultacji, na które zaprosił Julkę podczas swojego pobytu w Polsce w październiku ub. roku. Pierwsza operacja będzie polegała na rekonstrukcji stawu skokowego, odpowiednim ustawieniu stóp, wyprostowaniu piszczeli i pierwszym wydłużeniu kości. Rodzina Piskorskich cieszyła się, że jest szansa. Radość mącił jedynie koszt leczenia. Ponad milion złotych, zależnie od kursu dolara. Pomoc w zebraniu pieniędzy zaoferowali rodzina i przyjaciele, ale także ludzie nieznajomi, którzy historię Julki poznawali z internetu czy mediów. Do akcji włączyła się Caritas z Lublina. Mama dziewczynki zaczęła też wysyłać prośby o wsparcie do różnych firm i przedsiębiorstw. Pospolite ruszenie serc wyszło też poza granice Polski. – Odezwała się pani z Kanady, która tam zorganizowała wsparcie, potem napisał ktoś z Dubaju. Odezwały się Hiszpania i Szwajcaria – wylicza wyraźnie wzruszona D. Piskorska.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama