107,6 FM

W Jego ranach nasze zdrowie

Niektóre sceny z „Pasji” są nie do wytrzymania. Widz zamyka oczy. Izajasz ma rację: „tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd… Jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa”. Po co to wszystko? 


Medycyna opisuje przypadki tzw. haematidrosis (krwawego potu). Noc z czwartku na piątek Jezus spędził w lochu. Jego organizm był z pewnością odwodniony. Po przesłuchaniu i procesie nastąpiła egzekucja. Biczowanie zgodnie ze zwyczajem bywało „wstępem” do ukrzyżowania. Skazańca obnażano, przywiązywano do słupa z rękami wzniesionymi do góry. Razy zadawali dwaj żołnierze. Od ich nastawienia do ofiary i tężyzny fizycznej zależała ilość oraz intensywność uderzeń. Całun pokazuje 121 ran. Uczeni z układu ran wywnioskowali, że Jezus był pochylony, a biczowały Go dwie osoby, wyższa i niższa. Uderzenia spadały na plecy, klatkę piersiową, szyję, kończyny. Bicze zakończone były metalowymi kulkami lub kośćmi zwierzęcymi, dlatego wyrywały kawałki ciała, aż do kości. Między żebrami przebiegają nerwy, żyły i tętnice, które były narażone na uszkodzenie.

Biczowanie powodowało potworny ból, utratę krwi, mogło prowadzić do pourazowego zapalenia płuc lub opłucnej. Koronowanie cierniem było „przywilejem” samego Chrystusa. Korona miała kształt czepca na całej głowie. Całun pokazuje 13 przekłuć głowy z przodu i 20 z tyłu, nie pokazuje tych z boków. W sumie mogło ich być około 50. Mogły zostać uszkodzone gałązki nerwu trójdzielnego, co powoduje jeden z najbardziej trudnych do zniesienia bólów. Całun świadczy też o tym, że twarz Jezusa była zmasakrowana. Miał złamany nos, ranę idącą od nosa do oczodołu, z krwiakiem uniemożliwiającym widzenie na jedno oko, pękniętą żuchwę. To mógł być efekt uderzenia kijem w twarz lub upadków w drodze na Golgotę. 
Prawdopodobnie krzyż Jezusa miał kształt litery T, pionowa belka wysokości ok. 2,4 m oraz pozioma ok. 1,8 m. Cały krzyż mógł ważyć ok. 150 kg. Nikt zdrowy by go nie uniósł, dlatego skazańcy dźwigali samą belkę poziomą.

Całun pokazuje liczne ślady głębokich ran na ramionach, zwłaszcza na prawym, co sugeruje niesymetryczne umocowanie belki ważącej około 60 kg. Skazaniec nie mógł amortyzować upadku ani podpierać się ręką, upadał na kolano lub na twarz. Epizod z Szymonem z Cyreny dowodzi, że Jezus nie był zdolny donieść krzyża na miejsce straceń. Prawdopodobnie na ostatnim odcinku drogi był wleczony.
W 1968 r. odnaleziono koło Jerozolimy szkielet osoby ukrzyżowanej kilkadziesiąt lat po Chrystusie. Zauważono ślady po gwoździach, długości ok. 14 cm i średnicy ok. 1 cm. Tak potężne gwoździe wbijano w nadgarstki. Być może oszczędzały kości, ale naruszały okostną i gałązki nerwu pośrodkowego. Urażenie tego nerwu powoduje rozrywający ból ramion sięgający kręgosłupa. Wykrzywione palce ukazane na słynnym obrazie Grünewalda to prawdopodobny skutek takiego urazu. Stopy przybijano do przedniej części belki, nogi musiały być zgięte w kolanach, a stopy zgięte na bok. Gwoździe prawdopodobnie uszkadzały zarówno nerw strzałkowy, jak i gałązki nerwu podeszwowego, co powodowało rozdzierający ból, który jest trudny do opanowania nawet środkami narkotycznymi.


Śmierć krzyżowa była torturą rozciągniętą w czasie, bo konanie mogło trwać nawet trzy dni. Zwisanie ciała powodowało ustawienie klatki piersiowej w pozycji wdechowej. Aby wykonać wydech, skazaniec musiał się unieść, opierając się na nogach. To powodowało przeszywający ból przebitych stóp i nadgarstków. Unoszenie ciała było ograniczone. Skazaniec oddychał płytko, powoli się dusił. Następowało zwiększenie stężenia dwutlenku węgla we krwi, co prowadziło do kwasicy, która z kolei powodowała ból mięśni całego ciała. Skazaniec wznosząc się, tarł poranionymi plecami o nieociosane drewno belki. Wykonawcy egzekucji musieli potwierdzić śmierć. Agonię skracano, łamiąc nogi poniżej kolan. Ponieważ zbliżał się szabat, tak się właśnie stało w Wielki Piątek. Jezusa to ominęło, bo już nie żył. Potwierdzeniem śmierci był cios włócznią. Dlaczego ślad rany na wszystkich wizerunkach widoczny jest po prawej stronie, skoro serce jest po lewej? Serce jest chronione mostkiem, więc łatwiej dosięgnąć je z boku po skosie. Święty Jan pisze, że z boku wypłynęła krew i woda. Z medycznego punktu widzenia było raczej odwrotnie, najpierw wypłynął płyn wodnisty gromadzący się w opłucnej, a później krew z prawej komory albo z osierdzia.


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama