107,6 FM

Lewa wolna

Platforma Obywatelska stała się partią nowej lewicy. 
I ten model będzie obowiązywał w rozpoczętym właśnie 
sezonie wyborczym.


Po siedmiu latach kluczenia i puszczania oka do wyborców, zarówno z lewa, jak i z prawa, Platforma Obywatelska nabiera wyrazistych kolorów. To już nie tylko kwestia słów, lecz i czynów. Projekt ustawy o in vitro, domknięcie sprawy konwencji wprowadzającej do polskiego prawodawstwa pojęcie „płci kulturowej”, sprzedaż bez recepty pigułki wczesnoporonnej – to dokonania PO tylko z ostatnich tygodni. Konia z rzędem temu, kto wskazałby w tym czasie jakiś gest w stronę konserwatywnych wyborców. Politycy formacji rządzącej coraz odważniej określają swoją „postępową” tożsamość. – Niestety to, co kiedyś było skrzydłem konserwatywnym w PO, dzisiaj jest już tylko garstką piórek – mówi Jarosław Gowin.
Zdecydowany zwrot w lewo zapowiadała już w swoim exposé Ewa Kopacz i słowa dotrzymuje.

Mowa o zwrocie obyczajowym, bo lewicowość obecnego rządu idzie za europejską modą. I choć oceny pani premier są niskie, to sama Platforma ma wciąż wysokie notowania. Zaskakująco wysokie, biorąc pod uwagę kolejne fale protestów i aferę podsłuchową, w którą zamieszanych jest wielu jej liderów. Rodzi się więc pytanie, czy przypadkiem punkty w sondażach to nie premia od wyborców właśnie za ów zwrot w lewo? I czy nie jest to także znak jakiejś poważniejszej zmiany w społeczeństwie, uważanym dotąd w swej większości za tradycyjne i niechętne obyczajowej rewolucji?


Medyczne podejście


Partia ma twarz swego lidera. Donald Tusk kojarzył się z liberałem dbającym jedynie o „ciepłą wodę w kranie”. Co prawda deklarował też, że „nie będzie klękał przed księdzem”, ale w tym samym czasie starał się o prywatną audiencję u papieża Franciszka oraz unikał wchodzenia w spory światopoglądowe. Był politykiem bez właściwości. Ewa Kopacz natomiast te właściwości posiada. Tylko przez krótki czas sprawiała wrażenie osoby starającej się w podobny sposób jak Tusk godzić wodę z ogniem. Deklarowała nawet, że dla niej „jako kobiety” będzie to kurs naturalny. Ale szybko zmieniła zdanie. Może zadecydowali o tym jej doradcy, a może po prostu tak wyszło. Miotając się w nie swoim kostiumie uznała w końcu, że lepiej, gdy będzie sobą. A twarz Ewy Kopacz należy do lekarki o skrystalizowanych poglądach i konkretnej historii, do pani minister zdrowia „ponoszącej osobistą odpowiedzialność za obniżenie poziomu ochrony życia poczętego w Polsce” (cytat z Marka Jurka). Osoba z takim właśnie bagażem doświadczeń objęła kierownictwo partii i rządu.
Poglądy Ewy Kopacz dały o sobie znać przy okazji wprowadzenia do aptek pigułki wczesnoporonnej. „Ona jest lekarką i na wiele spraw patrzy w sposób medyczny, bez ideologicznej nadbudowy” – zachwycała się „Gazeta Wyborcza”. Okazało się, że owo „medyczne podejście” pani premier polega na wyłączeniu moralnej i etycznej odpowiedzialności za podejmowane decyzje. „Skoro jesteśmy w UE, to mamy przepisy, które mówią o tym, że ta tabletka ma być bez recepty” – tłumaczyła dziennikarzom rezygnację z jakichkolwiek konsultacji, nie tylko społecznych. Ma być i już. „Nie mówmy tu w kategoriach ideologicznych, tylko mówmy, czy to jest bezpieczne, czy też niebezpieczne. Pamiętajmy, że po to będą sięgać również młode dziewczyny, więc dlatego to musi być bezpieczne” – mówi pani premier i jest to zaprawdę logika zwalająca z nóg. Podobnie jak interpretacja sprawy prof. Chazana: „Odłóżmy na bok sumienie. Jeśli sumienie nie pozwala mi służyć zgodnie z prawem, na rzecz dobra pacjenta, to wybieram inny zawód” – komentowała doktor Ewa.


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama