107,6 FM

Nie pękam na robocie

Świadectwo. Kiedyś jego widok wzbudzał strach w mieście. Wystarczyło powiedzieć: „Znam Maxa z Giszowca” i najwięksi gangsterzy tracili pewność siebie.

Drzwi otwiera potężnie zbudowany mężczyzna na wózku inwalidzkim. – Mów mi Max, to mnie wyszczupla – żartuje przy powitaniu. Człowiek legenda. Rzeczowy, nawet lekko surowy w obyciu, o Bogu mówi z czułością: „Tata”. Historia jego życia jest dowodem, że Bóg wyciąga swoje dzieci z największego bagna i troszczy się dosłownie o wszystko.

– Chłopcem byłem grzecznym, bardzo pobożnym. W kościele spędzałem chyba więcej czasu niż we własnym domu. W 6. roku życia uparłem się, że chcę przyjąć Komunię św. Potem natychmiast zostałem ministrantem, lektorem, kantorem, animatorem…

Kiedy miałem 12 lat, po raz pierwszy oddałem swoje życie Jezusowi. Mimo że byłem taki młody, zrobiłem to całkiem świadomie, a Jezus wziął moje słowa poważnie. Od przyjaciela baptysty otrzymałem wtedy w prezencie pierwszą Biblię. Później miałem jeszcze wiele innych egzemplarzy Pisma Świętego, ale ten okazał się w moim życiu szczególny…

Wciągnęła mnie oaza. I tu znowu zaangażowałem się na 100 proc. Byłem animatorem muzycznym, prowadziłem scholę. Razem z moim przyjacielem ks. Markiem Ziętkiem i z kilkoma innymi osobami wydaliśmy śpiewnik „Czy wybrałeś już drogę?”, znany w środowisku oazowym jako „Giszowiec”. Do dzisiaj jest wznawiany. Relację z Bogiem miałem, choć na pewno inną niż teraz. Uważałem, że wszystko to robię dla Jezusa, ale bazowałem na własnych siłach, na jakimś aktywizmie. Na pewno budowałem na piasku i to musiało runąć…

Z Maxem się nie zadziera

W tym czasie byłem naprawdę szczęśliwy. Miałem pracę, która była moją pasją, miałem pieniądze, przyjaciół, wspólnotę. Grałem w zespole. I miałem dziewczynę. Piękną kobietę, która była miłością mojego życia, z którą planowałem wziąć ślub, założyć rodzinę. Byliśmy ze sobą 10 lat. I nagle zerwała ze mną. Tak wyszło. To nie była niczyja wina, ale moje życie runęło jak domek z kart.

Zacząłem o wszystko obwiniać Pana Boga. Nie! Ja Mu wydałem regularną wojnę. Od tego momentu Bóg stał się moim wrogiem numer jeden. Odtąd robiłem wszystko, by sprawić Mu ból. Przestałem chodzić do kościoła. Stałem się zagorzałym antyklerykałem. Zacząłem bluzgać na Boga, bluźnić. Robiłem tylko to, co wydawało mi się, że jest złe w Jego oczach.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama