107,6 FM

Węgierskim tropem

Dotąd PiS-em straszono wyborców. Ale tak na serio rządów tej partii powinni się bać głównie bankowcy i zagraniczne sieci handlowe.

Prawo i Sprawiedliwość zadbało, by na niedawnej konwencji programowej składać nie tylko obietnice, ale i wskazywać źródła, z których pochodzić będą pieniądze na ich realizację. O ile hasło „uszczelnienia systemu podatkowego” może brzmieć dość ogólnikowo i trudno odpowiedzialnie przeliczyć je na złotówki, o tyle opodatkowanie banków i hipermarketów to konkret. W dodatku przetestowany już przez Viktora Orbána na Węgrzech. Choć na początku odbywało się to przy wtórze ostrych sprzeciwów Brukseli i europejskich instytucji finansowych, to w tegorocznym raporcie Międzynarodowy Fundusz Walutowy pochwalił Węgry za „skuteczną politykę makroekonomiczną”. Ten stosunkowo niewielki kraj od wprowadzenia we wrześniu 2010 r. podatku bankowego tylko z tego tytułu uzyskał przychody w wysokości równej kwocie 11,5 mld zł. W Polsce szacunki mówią o takich wpływach już po dwóch latach. Viktor Orbán specjalną daninę nałożył na większość zachodnich korporacji. Oprócz banków i hipermarketów opodatkowane zostały firmy energetyczne i telekomunikacyjne. PiS – wbrew obiegowym opiniom o radykalizmie tej partii – zachowuje tu większy umiar. A propozycje nie służą jedynie pozyskaniu pieniędzy potrzebnych na bonusy dla rodzin, ale „wyrównaniu szans na rynku dla polskich podmiotów” – jak wyjaśnia poseł Paweł Szałamacha, jeden z autorów ekonomicznego programu partii.

Klient będzie chroniony

Oczywiście inne zdanie mają na ten temat zarówno premier Ewa Kopacz, jak i opozycyjna konkurencja. Szefowa PO na gorąco skomentowała, że propozycje będą skutkowały podniesieniem cen i droższymi kredytami. Ryszard Petru, prezes Towarzystwa Ekonomistów Polskich i lider Nowoczesnej.pl, skomentował propozycje PiS w podobnym stylu: „Za dodatkowe opodatkowanie banków zapłacą przede wszystkim emeryci”. Jego zdaniem banki zrezygnują z przerzucania strat na zamożnych klientów, natomiast odbiją je sobie na setkach tysięcy rachunków prowadzonych przez emerytów. – Banki podniosą opłaty po złotówce to tu, to tam – ostrzega Petru.

Paweł Szałamacha uspokaja, że w przygotowanej przez PiS ustawie będzie zapisany mechanizm chroniący klientów. – Jeśli banki w reakcji na nowe prawo podwyższą opłaty i prowizje, będą zobowiązane odprowadzić odpowiednio wyższy podatek. Zatem nie będzie im się to opłacać – mówi. Banki będą miały z czego zapłacić daninę. Na koniec ubiegłego roku (w którym wciąż dawały się odczuć skutki kryzysu) sektor zarobił w sumie 16,2 mld zł, pobijając w tej kategorii kolejny rekord. Aktywa w polskim systemie bankowym wynoszą ponad 1,5 bln zł. Szacuje się, że po wprowadzeniu w Polsce „węgierskiego wariantu” banki dostarczą do budżetu od 3,4 do 5,1 mld zł rocznie. Obniży to mniej więcej o jedną trzecią zyski banków, które i tak trudno zestawiać z jakąkolwiek inną branżą. Obawy o przerzucenie kosztów nowego podatku na obywateli mają więc raczej charakter piarowskiej akcji prewencyjnej. Z niewielkimi szansami powodzenia, bo trudno będzie wykrzesać wśród wyborców jakiejkolwiek partii współczucie dla banków, klientów zaś chronić będą nie tylko zapisy w ustawie, ale przede wszystkim bardzo silna konkurencja na rynku. Nawet na Węgrzech, gdzie jest on o wiele mniejszy, po wprowadzeniu podatku bankowego nie doszło ani do podwyżki cen usług, ani ucieczki kapitału. Osłabła jedynie „akcja kredytowa”, ale to miało związek głównie z recesją.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama