107,6 FM

Lewica ewangeliczna

To szlachetna rzecz przyjąć obcych do domu 
– ale swojego.

Lewicowo wrażliwi ludzie świetnie znają Biblię, a konkretnie: „Nie rzucajcie we mnie kamieniami” – czy jakoś tak. Albo: „Masz belkę w swoim oku, więc odczep się ode mnie” – czy jakoś tak. I świetnie znają też: „Nie sądźcie”, używając tych fraz w sytuacji, gdy ktoś krytykuje ich działania. Oni sami, owszem, mogą kogo chcą wprost nazwać nazistą (jak wydawany przez Agorę dziennik „Metro”: „Ratusz nie pozwolił na sobotnią manifestację nazistów przeciw uchodźcom”), ale to nie jest sądzenie. To jest uzasadniona krytyka, która się Polakom należy jak dziewczynkom pigułki poronne. A to dlatego, że Polacy są gorsi niż inni, zwłaszcza niż Niemcy, bo nie chcą podróżnych w dom przyjąć. To dlatego Tomasz Gross z okazji kryzysu migracyjnego napisał do niemieckiej gazety: „To ohydne oblicze Polaków pochodzi jeszcze z czasów nazistowskich”. I stwierdził, że choć Polacy szczycą się oporem wobec Niemców, to… zabili więcej Żydów 
niż Niemców. 


No, skoro tacy jesteśmy, to nie dziwota, że „postęp” musi nas pouczać słowami Jezusa: „Byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie”. 


Oczywiście trzeba przyjmować przybyszów i pomagać potrzebującym, kim by nie byli. Ale jednak to nie to samo, co uczynić kogoś domownikiem na stałe. Tu trzeba rozwagi, zwłaszcza że mamy do czynienia ze zjawiskiem społecznym na olbrzymią skalę. Tymczasem „Salon” wpada we wściekłość, gdy mowa o przyjmowaniu zagrożonych chrześcijan. I chce, żeby to było przyjmowanie „obojętnie kogo”. To zaś znaczy, że mają to być przede wszystkim niechrześcijanie. 


Wygląda na to, że „Salon” używa sprawy migracji tak, jak wcześniej używał konwencji ws. przemocy wobec kobiet: Szczytne hasła mają służyć wywracaniu świata na lewą stronę.
 Bo gdyby udało się w Polsce zorganizować choćby małe „multi-kulti”, inżynierowie społeczni wreszcie będą mogli wiarygodniej niż dotąd ująć się za „prześladowanymi mniejszościami religijnymi”. Wreszcie będzie się można oburzać, jak my to obrażamy swymi świętami żyjących w Polsce muzułmanów, buddystów i hinduistów. Łatwiej będzie toczyć bój o zdjęcie krzyża z miejsc publicznych lub utopienia go w masie innych symboli. I zacznie się to, co działa już w krajach „postępu”, gdzie funkcjonariusze „tolerancji” dostają histerii na wieść o szkolnych jasełkach, o stajenkach na placach i o choinkach w urzędach. Będzie można wreszcie zorganizować oburzonych „przedstawicieli mniejszości”, którzy poskarżą się Strasburgowi na „wyróżnianie tylko jednego światopoglądu”.


Oczywiście do tego „Salon” się nie przyzna. „Salon” po prostu zapałał ewangeliczną miłością i chce przyjmować ludzi „bez-względu-na-religię”, choć oni nawet się do nas niespecjalnie wybierają.


Cała sprawa ciekawie korespondowała z sejmową debatą ws. zniesienia aborcji. Tu akurat środowiska „postępu” jakoś nie przypomniały sobie słów Jezusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. I okazuje się, że nie trzeba przyjmować najmniejszych, chociaż już są między nami. Można ich nawet zabić.


No, ale lewicowa akceptacja dla Ewangelii ma swoje granice.


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama