107,6 FM

Modlitwa to jest bomba

Chcesz pokoju – szykuj się do modlitwy.

Po zamachach w Paryżu ktoś napisał pod depeszą serwisu gosc.pl o reakcji papieża: „Czas modlitwy i pojednania minął. Czas użyć skutecznych metod”. I dołączył obrazek przedstawiający wybuch bomby.

Aha, czyli modlitwa jest nieskuteczna, a bomba skuteczna. Doprawdy? Jan Paweł II, który zawsze miał świeże myślenie, bo się modlił, rozumiał coś dokładnie przeciwnego. I dlatego 5 marca 2003 roku, gdy zanosiło się na drugą wojnę w Zatoce Perskiej, po wielu nieskutecznych apelach wysłał do Waszyngtonu kard. Pia Laghiego – osobistego znajomego George’a Busha – w ostatniej nadziei, że odwiedzie prezydenta od planów uderzenia na Irak.

To nie było popularne myślenie – świat tylko czekał, aż wreszcie dorwą tę kanalię Saddama. Zabiegi papieża nic nie dały. Więc wystartowały bombowce, zagrzmiały działa, ruszyły czołgi. Iracka armia poszła w drzazgi i wkrótce Bagdad został zdobyty. Telewizje pokazały padający pomnik Saddama, po którym skacze wściekły tłum Irakijczyków. Wydawało się, że opcja militarna była słuszna – ale to trwało krótko. Potem były lata krwi i chaosu oraz miliardy dolarów utopionych w utrzymanie Iraku we względnym porządku.

Aż wreszcie zobaczyliśmy wyłaniającą się z tego bestię – ISIS, „Państwo Islamskie”. Szatańska struktura, z którą nie równają się ani afgańscy talibowie, ani Al-Kaida. Zakopywanie żywcem dzieci czy zarzynanie bezbronnych kozikami to tylko medialna wizytówka potwora, który sięga mackami już niemal wszędzie i terroryzuje świat. A jednocześnie inspiruje rozsianych po świecie ludzi islamu, pokazując im, jaki można dać wycisk „niewiernym” i jak wysoko da się wznieść sztandar Proroka.

I co dały tamte bomby? Co można zrobić, gdy w miastach Zachodu istnieją muzułmańskie enklawy, do których policja się nie zapuszcza, a z których wyruszają opętańcy obwieszeni bombami właśnie? Kto ich powstrzyma? Na te dzielnice też poślemy bombowce?

„Tu już została tylko modlitwa” – mówi się, gdy chce się powiedzieć, że już nic nie zostało. Modlitwa jest uważana za synonim niemocy, a za mocne uchodzi to, co potrafi komuś uciąć głowę. Ale taka „moc” działa na krótką metę – a potem są łańcuchy nieszczęść, które można rozerwać… tylko modlitwą. Pewnego dnia Jezus zapłakał na widok Jeruzalem. I powiedział: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi” (Łk 19,42).

Świat znów, jak wtedy, nie poznaje tego, co służy pokojowi. A i samego pokoju nie poznaje, myląc go ze świętym spokojem. Znaczek z wieżą Eiffla, stylizowany na pacyfę, dowodzi tylko tego, że ludzie nie rozumieją, co się naprawdę dzieje. Wydaje im się, że wystarczy spleść razem ręce w marszu protestu przeciw przemocy albo jeszcze głośniej wołać „pokój”. A to bzdura, bo w istocie nie ludzie kręcą tym ciemnym interesem, tylko „rządcy świata tych ciemności”.

I co to da, że będziemy jeszcze dumniej wyprężać pierś przeciw nadchodzącej burzy? Co da pokrzykiwanie, gdy idzie nawałnica? No chyba że krzyczymy o ratunek do Tego, który nawałnicę potrafi uspokoić jednym słowem. Ale to jest właśnie modlitwa.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama