107,6 FM

Szemrany sukces

Narzekanie to organizowanie sobie tego, czego się nie chce.

W rozmowach podczas minionych świąt często powtarzało się narzekanie pod tytułem: „Co to za święta bez śniegu”. Tymczasem gdy nadeszła pełnia czasu, w Betlejem też nie było śniegu, a jednak ani Jezus, ani Maryja z Józefem nie marudzili, że co to za Boże Narodzenie. W ogóle nie marudzili. Nie marnowali słów na jałową gadkę o tym, jak jest źle i jak mogłoby być lepiej, że ludzie w Betlejem to chamy nieużyte i że gdyby nie było zimno, toby było ciepło, a gdyby nie było mokro i ciemno, toby było sucho i jasno.

Maryja nie skarżyła się na warunki, w których musiała rodzić. Nie utyskiwała na Cezara Augusta, że co on za głupotę wymyślił, żeby każdy musiał telepać się do swego miasta, żeby się tam dać zapisać. Nie skarżyła się też na to, co nastąpiło potem, choć poniewierać się z niemowlakiem po obcych krainach to nie jest coś, co młode matki lubią najbardziej.

Skoro Maryja uwierzyła, że „spełnią się słowa powiedziane od Pana”, i spełnione Słowo kołysała już w ramionach, musiała wiedzieć, że nic nie dzieje się przypadkiem i wszystko jest pod kontrolą Boga. Absolutnie wszystko – każdy oddech i każdy krok. Nie narzekała choćby dlatego, że każde narzekanie jest – uwaga – aktem nieufności względem Boga. Narzekanie na to, co nas spotyka, zawsze jest zakamuflowaną pretensją pod adresem Boga, że „ja bym to lepiej urządził”.

Ale właśnie w tym rzecz, że to my, ludzie, już się urządziliśmy – i stąd nasze problemy. To, co się z nami dzieje, to Boży plan ewakuacyjny z bagna – jak nas za uszy wyciągają, to uszy trochę bolą, ale chwalić Boga, że bolą, bo to znaczy, że nas wyciągają.

Narzekanie jest jak rzucanie przekleństw na siebie i na wszystko, co ma nam pomóc. To jest zaraźliwe, to zatruwa umysły i sprawia, że ludzie ze strachu odmawiają przyjęcia pomocy i sami pakują się w to, czego się boją. Biblia nazywa to szemraniem, a perfekcję w tej dyscyplinie osiągnęli Żydzi wędrujący po pustyni. Widzieli cuda, jakich nikt przed nimi nie widział, a jednak zwątpili, że Ten, który przeprowadził ich suchą nogą po dnie morza, zadba o nich w każdej sytuacji. A to chleba nie dowieźli, a to mięsa brakło, a to wody nie było – i zaraz gadka, że w Egipcie było lepiej. Podobnie zachowywali się Polacy, którzy w latach 90. bluźnili hasłem „komuno, wróć”.

Uderzające jest, że Żydzi z pozoru mieli powód do narzekania, bo na pustyni naprawdę nie było wody i jedzenia – a jednak było to szemranie i zapłacili za to 40-letnią poniewierką. Powinni byli zaufać, że Bóg da im to, co trzeba, gdy naprawdę trzeba. Bo Bóg czeka na krok wiary, gdy pod nogami jeszcze nie widać gruntu, na wdzięczność, gdy jeszcze nie widać pomocy, na rezygnację z grzesznych rozwiązań, gdy nie widać dobrych rozwiązań. To jest zaufanie.

„W każdym położeniu dziękujcie” – pisze św. Paweł. Jak w każdym, to w każdym. Pisze też: „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra”. Jak we wszystkim, to we wszystkim.

Dzięki Ci, Boże, za bezśnieżne święta. I za nadchodzący rok, jakikolwiek będzie.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama