107,6 FM

W eter po ojcowsku?

O zadaniach i kształcie radia publicznego z Rafałem Porzezińskim, nowym dyrektorem radiowej Jedynki rozmawia Agata Puścikowska


Agata Puścikowska: Pierwszy Program Polskiego Radia będzie…


Rafał Porzeziński: Obiektywny, profesjonalny, ciekawy, polski, rodzinny. 


Rodzinny w kontekście radia?


Radio publiczne ma służyć pozytywnym celom – ze społecznego punktu widzenia. Ma być rodzinne w bardzo prostym sensie: ma oswajać, gasić strach przed dziećmi. Szczególnie kolejnymi w rodzinie. Powinno w sposób nowoczesny promować wartość, jaką jest rodzina, a szczególnie wielopokoleniowa i wielodzietna. Opisywać rodzinę jako rzeczywistość naturalnie otwartą na życie. Obecnie wielu naszych słuchaczy to osoby starsze. Ich nie trzeba przekonywać, że rodzina to skarb. Jednak chcemy również docierać do młodszego pokolenia, które boi się sformalizowanych związków, boi się nawet pomyśleć o pierwszym dziecku. 


Single się u was nie odnajdą…


Przeciwnie. Może właśnie singlom pomożemy pokonać strach przed związkami, relacjami. Chcemy „oswoić” wybory, które niegdyś były oczywiste i pozwalały na osiągnięcie szczęścia osobistego, a dziś postrzegane są przez młodych ludzi jako dziwactwo. Jeśli większość młodych ludzi, Polaków, deklaruje, że chciałaby założyć szczęśliwą rodzinę, a jednocześnie boi się i nie realizuje tych marzeń, to rolą mediów publicznych, w tym radia, jest dawanie pozytywnego wsparcia. Ręczę własnym przykładem: rodzina to najlepsze, co może spotkać człowieka. 


Co to znaczy: Polskie Radio?


A to akurat moje dwa ukochane wyrazy: „radio” i „polskie”. Jestem związany z radiem od 1992 roku. To moja życiowa pasja i moje wyzwanie. Staram się od dłuższego czasu kierować w życiu zasadą „rób to, co kochasz”. Wróciłem do radia publicznego, by programować najważniejszą antenę w Polsce, wziąć odpowiedzialność za jej tworzenie. Co może być bardziej radosnego dla osoby, która radiu poświęciła znaczną część zawodowego życia? A co do przymiotnika „polskie”: chcę, by Polskie Radio było polskie nie tylko z nazwy, ale przede wszystkim z istoty i treści. Rozumiem to dosłownie i symbolicznie. Dosłownie – poprzez emitowanie dobrej, polskiej muzyki w proporcjach nie mniejszych niż 50 proc. dobowej playlisty, przypominanie klasyki polskiej literatury w opracowaniu Teatru Polskiego Radia czy opowiadania wciąż nie dość znanej, najnowszej historii Polski, choćby losów żołnierzy wyklętych. Musimy budować zbiorowe i indywidualne poczucie wartości, pokazując że „Polak potrafi”. To coś więcej niż slogan gierkowskiej propagandy. Robienie Polskiego Radia rozumiem też jako misję odszukiwania tych rodaków, którzy osiągnęli światowe sukcesy, i opowiadania o nich. Chcę ich pokazywać i promować: jesteśmy z nich dumni, a oni stanowią wzór dla ludzi młodych. Ważne, by docierać do polskich imigrantów: powojennych, z lat 80., późniejszych – typowo zarobkowych. Ważni będą dla nas także ci, którzy zostali w swoich domach, ale historia przesunęła granice, zmieniając im obywatelstwo. Chcę, by zarówno nasza Polonia na świecie, jak i Polacy na Wschodzie mieli świadomość, że Polska o nich nie zapomniała i czeka. 


Cytat z internauty: „Do radia i telewizji wkroczą funkcjonariusze rządzącej partii”. Jesteś funkcjonariuszem?


Nigdy nie byłem i nie będę związany z żadną partią. Choć dostałem kiedyś legitymację Partii Dobrego Humoru. Co niestety nie oznacza, że zawsze mam dobry humor. Niemniej, ponieważ legitymacja zobowiązuje, pozostaję w pogodzie ducha nawet przy tak absurdalnych zarzutach jak powyższe. Oczywiście, gdyby bardzo się postarać i rozpocząć śledztwo w poszukiwaniu funkcjonariuszy partyjnych w publicznym radiu, być może ktoś by się znalazł. Ale zapewniam, że nie będą to osoby nominowane po ostatnich wyborach. Myślę, że intuicja mnie nie zawodzi i etaty w radiu nadal dzierżą nominowani przez partie do zadań politycznych. I nie mam na myśli jedynie ostatnich 8 lat, ale także czasy znacznie wcześniejsze. Takie osoby są i… tkwią. 


Bezproduktywnie?


Kiedy pytano Jana Pawła II, ile osób pracuje w Watykanie, odpowiedział, że najwyżej połowa. Wierzę, że u nas ta proporcja jest większa. Ale jest dla mnie również zupełnie jasne, że potrzeba konkretnego rozpoznania, kto dla radia pracuje, a kto w nim zimuje. Jest wiele bardziej odpowiednich miejsc do zimowania niż publiczne radio. Kto nie ma ochoty pracować, wcale nie musi.


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama