107,6 FM

Co znaczą łzy Marii Magdaleny?

Niewiasto, czemu płaczesz? Odpowiedziała im: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono”. J 20,13

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień od niego odsunięty.

Maria stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa: jednego w miejscu głowy, a drugiego w miejscu nóg.
I rzekli do niej: „Niewiasto, czemu płaczesz?”
Odpowiedziała im: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono”.
Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus.
Rzekł do niej Jezus: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?”
Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę”.
Jezus rzekł do niej: „Mario!”
A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: „Rabbuni”, to znaczy: „Nauczycielu”.
Rzekł do niej Jezus: „Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: «Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego»”.
Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: „Widziałam Pana i to mi po wiedział”.

J 20,1.11-18


Maria Magdalena płacze dziś, ponieważ utraciła swego Pana. Nie może już być blisko Niego. Co oznaczają łzy Marii Magdaleny? Są to łzy miłości, łzy smutku rozstania z ukochaną osobą. Czyż chłopak, którego opuściła ukochana dziewczyna, nie płacze? Czy dziecko, które utraciło matkę, nie płacze? Jeśli się kocha, rozstanie, a zwłaszcza rozstanie, które wygląda na ostateczne, musi wywołać łzy. Jednak rozstanie chrześcijanina z Jezusem nie miało miejsca tylko w czasach Magdaleny. Dzieje się także dzisiaj. Każdy grzech ciężki jest rozstaniem z Jezusem. Żal po grzechu jest tym większy, im bardziej ktoś Jezusa kocha, im bardziej przeżywa utratę ukochanego Pana. Dlatego też im bardziej się kocha, tym mniej grzech wydaje się atrakcyjny. Tym bardziej moje serce samo dąży do bycia razem z Panem. Może więc po raz kolejny trzeba stwierdzić, że miłość jest najlepszym antidotum na grzech. Nie tyle trzeba się skupiać na unikaniu grzechu, co raczej na kochaniu Jezusa. Wówczas grzech zwyczajnie straci swój urok.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • Gabriela
    22.07.2016 12:31

    „Nie dotykaj Mnie” (J 20, 17). Jezus wstępuje do Ojca w ciele. Zmartwychwstałym, ale jednak Jego własnym ciele. I nie pozwala się dotykać - nawet kipiącej emocjami Marii Magdalenie. Na dotknięcie siebie pozwolił tylko „niewiernemu” Tomaszowi. Ot, i logika Bożej miłości. Ale to właśnie ów „niewierny” apostoł pod wpływem dotknięcia Pana wypowiada słynne zdanie będące zarazem najpiękniejszym wyznaniem: - Pan mój, i Bóg mój!
    Apostoł Tomasz (bliźniak) za prawdę o Jezusie poniósł męczeńską śmierć - nie w Jerozolimie, jak pragnął, lecz w Indiach, zaś jego „niewierne” ciało spoczywa w Turcji. Maria Magdalena została pustelnicą i do końca życia pokutowała za grzechy. Jej „grzeszne” ciało spoczęło we Francji. A dziś? Czytamy i słyszymy, że „nie trzeba skupiać się na unikaniu grzechu”. No tak, zawsze przecież można grzech zalegalizować, a nawet uzasadnić, że był (jest) potrzebny i w gruncie rzeczy grzechem wcale nie jest. Ot, logika ludzkiej miłości (czytaj: przewrotności).
     

    doceń 0
Dyskusja zakończona.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamów newsletter