Kropka, czyli między miłością a nienawiścią

dodane 01.03.2018 09:30

Ks. Artur Stopka

Przy okazji obchodzonego niedawno Dnia Języka Ojczystego przypomniano w mediach sporo wiedzy w kwestii interpunkcji. Wiedzy naprawdę potrzebnej, zwłaszcza tym, którzy zajmują się międzyludzką komunikacją.

Kropka, czyli między miłością a nienawiścią   ks. Artur Stopka

Nie tylko moją uwagę tego dnia przykuła kropka. Wcale nie ta nad „i”. Ta kropka, której najczęstszym zastosowaniem w piśmie jest zakończenie zdania lub równoważnika zdania. Okazuje się, że przesłanie, jakie kropka może nieść ze sobą, znacząco wykracza poza te proste funkcje. Bardzo znacząco.

Jednym z tematów poruszanych tego dnia w mediach był język, którym posługują się krajowi urzędnicy. Okazało się, że językoznawcy z Wrocławia przeprowadzili kompleksową analizę tekstów urzędowych umieszczonych w internecie. Dr Grzegorz Zarzeczny i dr Tomasz Piekot z Pracowni Prostej Polszczyzny, działającej w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, opracowali raport zatytułowany „Przystępność tekstów urzędowych w internecie”. Jednym z głównych elementów branych przez nich pod uwagę była długość zdań. Na stronie jednego z ministerstw znaleźli zdanie liczące dokładnie 113 wyrazów. Podczas jego lektury naprawdę trzeba się nagimnastykować, zanim się dobrnie do kropki. Wręcz czeka się na nią z utęsknieniem.

I tu właśnie można się przekonać, na czym polega nieuświadamiana często funkcja kropki. Dla autorów tego typu wyczerpujących czytelnika zdań dr Piekot ma wskazówkę. „Najważniejsze zalecenie, to jest kropka miłości” - podpowiada, dodając zachęcająco: „Nie bójmy się kropek”. „Najlepiej kropkę stawiajmy co piętnaście, co dwadzieścia wyrazów, już będzie dobrze” - zapewnia.

Otóż rzecz w tym, że niekoniecznie. Pochylone nad kwestią interpunkcji media przypomniały bowiem tego samego dnia całkowicie odmienny aspekt kropki. Tu również zaangażowane zostały naukowe autorytety. Ponad dwa lata temu badacze jednego z amerykańskich uniwersytetów dowiedli, że ten z pozoru niewinny znak interpunkcyjny, jakim jest kropka, wzbudza czasami w odbiorcach nieprzyjemne doznania. Ustalili, że sms-y zakończone kropką sprawiają wrażenie mniej szczerych. Mało tego. Posłane komuś jedno słowo „Tak” lub „Nie” nabiera zupełnie innej wymowy, zależnie od tego, czy jest za nim kropka, czy nie. Naukowcy wykryli, że kropka na końcu krótkiej wiadomości odbierana jest jako wyraz niechęci, braku sympatii, a nawet definitywnego zakończenia konwersacji lub... relacji. Tego typu użycie pospolitego znaku interpunkcyjnego nazwane zostało „kropką nienawiści”.

Tak skrajne zastosowanie i odbieranie zwyczajnej kropki pokazuje, w jak bardzo skomplikowanych czasach żyjemy. Więc aby ich bardziej nie komplikować, starajmy się używać wyłącznie kropek miłości. Nie tylko w tekstach urzędowych.

 

«« | « | 1 | » | »»