Kaja Godek: Posłowie wiedzą, że robią źle, i boją się o tym usłyszeć

dodane 03.07.2018 09:59

Wojciech Teister

Komentarz po obradach sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny ws. projektu „Zatrzymaj aborcję”.

Kaja Godek: Posłowie wiedzą, że robią źle, i boją się o tym usłyszeć   Roman Koszowski /Foto Gość

W poniedziałek, po kilku miesiącach zwłoki, posłowie z sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny zajęli się obywatelskim projektem ustawy „Zatrzymaj aborcję”, pod którym swój podpis złożyło 830 tys. Polek i Polaków. Posłowie zdecydowali, że projektem zajmie się nadzwyczajna podkomisja w dziewięcioosobowym składzie. Do głosu nie dopuszczono pełnomocniczki projektu – Kai Godek. W związku z tym poprosiliśmy ją o komentarz w tej sprawie:

„Powołano podkomisję, w skład której wchodzą posłowie, którzy w ostatnich miesiącach opowiadali się przeciwko temu projektowi. To jest jednoznacznie zły prognostyk. Może to oznaczać, że chodzi tylko o to, by projekt przepadł na zawsze. Zastanawiam się, po co zastosowano takie rozwiązanie. Nadzwyczajne podkomisje powołuje się w przypadku rozpatrywania szczególnie skomplikowanych projektów ustaw, które wymagają wielu ekspertyz i analiz. My złożyliśmy prosty, jednozdaniowy projekt nowelizacji ustawy, w którym trzeba jedynie odpowiedzieć na pytanie, czy polskie prawo ma umożliwiać zabijanie chorych dzieci, czy nie?” – komentuje Godek.

Odnosi się również do uniemożliwienia jej wystąpienia przed komisją:

„Uzasadniono to tym, że projekt znajduje się w komisji i to komisja go rozpatruje. Rzecz w tym, że ja nie przychodzę do Sejmu jako osoba prywatna, ale jako przedstawiciel 850 tys. obywateli, którzy podpisali się pod wnioskiem. Uniemożliwiając mi zabranie głosu komisja zablokowała prawo głosu tych ludzi. Dlaczego to zrobiono? Moim zdaniem posłowie wiedzą, że robią źle blokując ten projekt i boją się o tym usłyszeć”.

«« | « | 1 | » | »»
Przeczytaj komentarze | 23 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 Dremor 04.07.2018 17:24
Zagraniczne adopcje praktykuje się od kilkudziesięciu lat i nigdy nie było z nimi problemów, skąd opinia, że są "bardzo problematyczne"?

W przypadku krajowych adopcji też nie ma "realnej kontroli" nad losem dziecka, bo w chwili prawnego przekazania dziecka rodzicom ośrodek adopcyjny nie ma prawa ingerować w prywatne życie dziecka i jego nowych rodziców. W przypadku, gdy dziecko doznaje krzywdy procedura jest identyczna jak z każdym innym dzieckiem, sprawą zajmuje się policja, pogotowia opiekuńcze i opieka społeczna, krajowa lub zagraniczna. Ośrodek adopcyjny nie ma tu nic do gadania, niezależnie czy w kraju, czy poza nim.
Plusów: 0 sp 04.07.2018 11:22
Niezalogowany użytkownik Piszesz o uchodźcach, czy o "uchodźcach"? Piszesz o osobach, które chciały osiedlić się w Polsce, przyjąć naszą kulturę, by nasz kraj stał się dla nich drugą ojczyzną, albo przynajmniej mieli zamiar wrócić do siebie, gdy tylko stanie się to możliwe, czy też o takich, dla których Polska miała być jedynie obszarem tranzytowym na Zachód, po życie na koszt bogatszych? W którym z państw-sąsiadów Polski jest wojna, a my nie przyjmujemy z niego uchodźców?
Plusów: 0 sp 04.07.2018 11:13
Niezalogowany użytkownik Zagraniczne adopcje są bardzo problematyczne, bo brak jest realnej kontroli nad losem dziecka. Nie wiadomo do kogo rzeczywiście tam trafi, zwłaszcza jeśli pierwsza z adopcji okaże się nieudana, i czy nie doznaje tam krzywdy.
Plusów: 0 @jasne jak słońce 04.07.2018 11:09
Niezalogowany użytkownik Naprawdę sądzisz, że wystarczy nie zabrać swoich biologicznych dzieci na wakacje np. za uzbierane 500+, a to już rozwiążę wszelkie problemy i droga do adopcji (zwłaszcza dziecka z ciężką chorobą) zostanie szeroko otwarta? Czy rozważałeś kiedyś realnie i odpowiedzialnie choćby możliwość adopcji "zdrowego" dziecka? Bo jakoś nie sądzę po tym, co powyżej napisałeś...

wszystkie komentarze >