107,6 FM

Ja się tak nie zachowuję

Ks. Jacek Stryczek, były prezes Stowarzyszenia Wiosna, w wywiadzie dla Wirtualnej Polski odpiera zarzuty o mobbing.

W rozmowie z Marcinem Makowskim ks. Jacek Stryczek twierdzi, że nie mobbingował swoich pracowników. "Moje zachowanie mieściło się w przyjętych normach" - mówi były prezes Stowarzyszenia Wiosna, prowadzącego projekt Szlachetna Paczka, którego  celem jest materialna i mentalna pomoc rodzinom i osobom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej. 

Ks. Jacek Stryczek złożył wczoraj rezygnację z funkcji prezesa stowarzyszenia po tym, jak portal Onet opublikował reportaż o pracownikach Wiosny, którzy czuli się przez duchownego poniżani. Zdaniem ks. Stryczka tekst ów został przygotowany w sposób nierzetelny: "Dziennikarz przepytał te osoby, one opowiedziały swoje historie, które jednak nie zostały zweryfikowane. Są to po prostu ich opowieści. Wielokrotnie proponowaliśmy Onetowi, aby sprawdził u nas, jak jest naprawdę. Bezskutecznie. Potem był wywiad ze mną. Część historii, przestawionych nam anonimowo – domyślając się, zweryfikowaliśmy jako takie, które nie miały miejsca. Nie zostało to uwzględnione w tekście" - opowiada. Dodaje, że dziennikarz nie uwzględnił też tych wypowiedzi, które były dla niego pozytywne. 

Duchowny przyznaje, że w Wiośnie miały miejsce sytuacje kryzysowe: "Mieliśmy bardzo duże problemy organizacyjne w latach 2015–17. Odeszły od nas osoby, które były filarami organizacji. Trudno było je zastąpić. Rozpadł się np. nasz dział personalny. Pojawiły się niekontrolowane rekrutacje. Nie było właściwego nadzoru np. w dziale komunikacji. (...) Jako prezes miałem wybór: wchodzę w rolę dyrektorów, których nie ma, albo organizacja się rozpadnie. I to był regres dla mnie, bo musiałem weryfikować pracę wielu osób. I rozumiem, że taka sytuacja, gdy prezes dużej organizacji, liczącej 150 osób, wchodzi na poziom operacyjny, jest trudna. Musiałem uczestniczyć w zwolnieniach. Nie ukrywam, że to był dla mnie trudny czas i zakończył się moją chorobą. W sierpniu 2017 r. sądziłem, że to koniec. I dopiero zmiana trendu, polegająca na tym, że pojawili się na rynku ludzie, którzy chcą pracować w organizacjach takich jak nasza, nas uratowała. (...) Żałuję, że był ten kryzys i rozumiem, że prócz normalnego obciążenia, które występuje w organizacji, był jeszcze dodatkowy stres. Więc tego żałuję. Natomiast nie za bardzo wiem, jak mógłbym się zachować w tej sytuacji inaczej. Oczywiście byłem wówczas dużo bardziej stanowczy w zarządzaniu kryzysem. Było dużo więcej podejścia dyrektywnego – to zwykłe w kryzysie".

Ks. Jacek Stryczek ma jednak nadzieję, że Szlachetna Paczka przetrwa obecny kryzys: "(...) ratujemy, co się da. Właśnie złożyłem rezygnację z funkcji prezesa. Odpowiedzialność za to, czy Paczka się odbędzie, czy nie, nie spoczywa już tylko na mnie. Także na mediach i partnerach. My sami tego nie zrobimy. To może być przełom. Jesteśmy organizacją obywatelską. Od początku mieliśmy założenie, że jak ludziom podoba się to, co robimy, to nas utrzymają. Teraz możemy to sprawdzić...". 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • PiotrPopławski
    25.09.2018 00:37
    Święcenia wyciskają trwałe piętno. I prezbiter winien o tym wiedzieć. Szlachetna paczka to rodzaj działalności gospodarczej, w której etyka też ma zastosowanie. Także moralny kręgosłup duszpasterza. Nie oczekuję, by w braku poczucia winy ks. Jacek szczerze przeprosił adwersarzy. Ale mnie? Nas? Tych, którzy znów wysłuchają rechotu ateistów? Kto nas przeprosi za to, że znów mamy do przełknięcia "kryzys"?
  • Aga
    25.09.2018 09:53
    Wstrzymuję się od osądzania ks. Stryczka tylko na podstawie artykuły Onetu i myślę, że będzie on impulsem do rzetelnego dochodzenia, jaka jest prawda. Artykuł czytałam z uwagą także dlatego, że przez kilka lat pracowałam z osobą na kierowniczym stanowisku, której zachowania były podobne do opisanych przez Onet.... Przedsiębiorcza, inteligentna i elokwentna, wspaniale prezentująca się wobec osób postronnych. Równocześnie - w pracy była źródłem niesamowitych napięć. Tak, łzy też były na porządku dziennym, jako wyraz frustracji, rozżalenia i wściekłej bezsilności. Potrafiła zrobić problem ze wszystkiego, reakcje także były niewybredne. Miała taż zdolność "kupowania" sobie ludzi, którzy byli jej służalczo, ale autentycznie oddani - i ona tymi ich hołdami "karmiła się". W nastrojach potrafiła przechodzić od mdłej słodyczy do cynicznego okrucieństwa. I ta nieprzewidywalność bardzo męczyła... Pod koniec liczyłam dni do jej odejścia - bo na szczęście taka była perspektywa, więc obyło się bez zmiany pracy - i teraz rozumiem, jak ktoś mówi, że dłużej NIE DA RADY. Potem na jej miejsce przyszła na szczęście inna osoba. Obowiązki są te same, efektywność nie zmniejszyła się - a ja czuję się na stanowisku pracy jak w innym świecie. Tyle, że po odejściu poprzedniej osoby przez rok potrzebowałam terapii... Bogu dzięki, to przykre doświadczenie skończyło się dla mnie dobrze. I czytając artykuł, słuchając ks. Stryczka i patrząc na niego mam wrażenie, że w tej sytuacji mogło być podobnie. Szkoda tylko - i strata dla Kościoła, że sprawa stała się "medialna", ale może zdesperowani ludzie nie widzieli innej szansy na uzdrowienie tego, co chore? Ufam, że prawda zwycięży, a ks. Stryczek też z pokorą potrafi się z nią skonfrontować, nie starając się wzbudzić poczucia winy w tych, którzy odważyli się wypowiadać.
    doceń 9
  • JP
    25.09.2018 18:31
    Co do tego wszystkiego ma Onet? Ani to portal katolicki, ani polski. Widzę potrzebę stworzenia miejsca, na którym każdy katolik, który wyczerpał oficjalne możliwości interwencji, nie doczekawszy się sprawiedliwości, mógłby „donieść Kościołowi”, czyli upublicznić dręczący daną wspólnotę problem. Bez tego skandale i pomniejsze kontrowersje „wyciekają” do mediów prowadzonych przez niedowiarków, którzy stają się naszymi sędziami.
    doceń 6
  • x
    06.02.2019 21:57
    I po co to zdjęcie? Nikogo nie obchodzi wygląd tego człowieka.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama