107,6 FM

Podwójna ciągła

Kiedy jadę do Katowic, często przejeżdżam koło szkoły podstawowej z oddziałami integracyjnymi. Znajduje się ona przy dość wąskiej drodze.

 Przed godziną ósmą niejednokrotnie cały pas ruchu w jedną stronę blokuje na kilka chwil busik, którym przywożone są dzieci z niepełnosprawnościami, między innymi takie, które poruszają się na wózku. Pojazd zwykle zatrzymuje się z włączonymi światłami awaryjnymi bardzo blisko przejścia dla pieszych usytuowanego naprzeciw furtki prowadzącej na szkolne podwórko.

Trudno się dziwić, że kierowca busa staje właśnie tutaj, to logiczne, że usiłuje zminimalizować drogę, którą muszą pokonać jego pasażerowie. Co prawda zasłania widok na zebrę jadącym tym samym pasem, ale po obu stronach przejścia dla pieszych na sporym odcinku namalowana jest podwójna linia ciągła. Wiadomo, co to oznacza. Zero wyprzedzania na tym kawałku jezdni.

No tak, zasady, zasadami, ale niemal zawsze, gdy tamtędy jeżdżę, okazuje się, że komuś na starcza cierpliwości i wyrywając się z niedługiej kolejki pojazdów czekających, aż pasażerowie busa bezpiecznie dotrą na chodnik po drugiej stronie jezdni, wyprzedza tych, którzy rozumieją co się dzieje. Jednak nigdy wcześniej nie byłem świadkiem takiej sytuacji, do jakiej doszło kilka dni temu. Jak zwykle już z daleka zobaczyłem mrugające migacze małego autobusu.

Właśnie po prowizorycznej pochylni wyjeżdżał jakiś uczeń na wózku. Stanąłem więc, aby jak zwykle poczekać na zakończenie całej operacji wysiadania. Ledwo się zatrzymałem, zza mojego bagażnika wyskoczył dość duży samochód osobowy. Nawet nie przyhamował. Jeszcze nie ochłonąłem, gdy dokładnie tak samo zachowało się trzech następnych kierowców. Ten czwarty, jadąc nieco później niż trzej pozostali, o mało nie potrącił dzieci maszerujących po przejściu dla pieszych. Nie mógł ich zobaczyć wcześniej, bo widok zasłaniał mu busik. Dzieciaki zatrzymały się w ostatniej chwili. Jeszcze ułamek sekundy i samochód by w nie uderzył.

Od kilku dni usiłuję zrozumieć postępowanie tych czterech kierowców. Próbuję pojąć, dlaczego widząc z daleka busa z włączonymi światłami awaryjnymi i otwartymi szeroko tylnymi drzwiami, widząc szkołę, no i mój samochód, nawet nie zwolnili. Zastanawiam się, jak blisko jest im do tych kilku Polaków, którzy w Słowacji urządzili sobie na jednopasmówce wyścigi drogimi autami i zabili przypadkowego człowieka oraz ranili jego rodzinę. I nie umiem się oprzeć narastającemu przekonaniu, że niewiele ich różni. Zarówno jedni, jak i drudzy, są skupieni na sobie, na swoich sprawach i kompletnie lekceważą innych. Do tego stopnia, że są w stanie ich pozbawić życia.

 

« 1 »

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama