107,6 FM

Kogel-mogel

Dzisiaj kilka luźnych uwag na różne tematy, taki sobie kogel-mogel.

Ludzie listy piszą – a potem ktoś po długim, długim czasie wyciąga z nich jakąś z lekka kompromitującą uwagę: Pisał Karol Marks do Fryderyka Engelsa.  „Możliwe, że zrobię z siebie osła. Ale wtedy zawsze mogę się z tego wykręcić dzięki odrobinie dialektyki. Zbudowałem swoje twierdzenia w taki sposób, żeby w każdym przypadku były prawdziwe”, Karol Marks w liście do Fryderyka Engelsa (1857). No proszę, a dzisiaj dialektyka filozofa z Trewiru znowu wraca do łask.   

Z wydanej w 1965 (sic!) roku powieści Stanisława Dygata „Disneyland”: „słowo kobieta nie oznacza w dzisiejszych czasach płci, ale raczej coś w rodzaju rasy albo klasy społecznej, albo jakiegoś uciskanego do niedawna ludu, który szczyci się zarówno tym, że był kiedyś uciskany, jak i tym, że uciskany już nie jest, i z tej racji czuje się bardzo pewny i zadziera nosa”. No proszę - ponad pół wieku temu pisząc powieść pisarz naprawdę nie wiedział o czym pisze.

Pisał Stanisław Lem: „Oglądałem te straszliwe sceny [w Osetii 2004] na dwóch kanałach, niemieckim i polskim. Prezenterka telewizji niemieckiej długi czas trzymała się nuty moskiewskiej i wersji oficjalnej: ośmiu do dziesięciu zabitych, podczas kiedy prezenterka polska mówiła już, opierając się na relacji obecnego na miejscu dziennikarza, o stukilkudziesięciu ofiarach. Dziś wiemy już, że było ich ponad trzysta, a około czterystu leży w szpitalach”. I wierz tu człowieku mass-mediom.

„Konserwatysta jest wrogiem radykalizmu, zarówno prawicowego, jak i lewicowego. Konserwatysta jest patriotą, ale nie jest nacjonalistą. Konserwatysta jest zwolennikiem autorytetu i poszanowania władzy, ale jest wrogiem despotyzmu, wszystko jedno czy tym despotą jest absolutny satrapa czy wszechwładny i nieokiełzany demos” przekonywał Janusz ks. Radziwiłł. W pełni się z nim zgadzam.

„Żyj i pozwól umrzeć” – to tytuł pierwszego „Bonda”, w którym agenta 007 zagrał Roger Moore. „Żyj i pozwól umrzeć” dobry tytuł sensacyjnego filmu. Przykuwa uwagę. Stefan Kisielewski, legendarny Kisiel ze starego „Tygodnika Powszechnego” wielokrotnie przywoływał w swoich felietonach inną regułę  „Leben und Leben lassen”. Żyj i pozwól żyć innym – po latach dowiedziałem się, że to jedna z mądrości Reinlandu. Mniej sensacyjna, bardziej życiowa. Czy może się mylę? 

Przeczytałem w Internecie: „6 września do kin trafi nowy film Vegi. Obraz będzie zatytułowany >>Polityka<<. Reżyser kręcił go pod innym tytułem, aby jak najmniej informacji na jego temat wyciekło przed premierą. – Wyjechałem z moim montażystą do Azji. Aktualnie składam ten film w Tokio po to, żeby nic nie zakłóciło jego premiery – mówi reżyser. – Składano mi intratne propozycje, żebym przesunął premierę, bo może mieć on wpływ na wynik wyborów – mówi Patryk Vega w rozmowie zamieszczonej na portalu Onet. Ponoć scenariusz, który dostał się w ręce polityków PIS, wywołał w partii rządzącej prawdziwe przerażenie”. Kino to najważniejsza ze sztuk przekonywał Lenin. Miał oczywiście na myśli propagandę. Ale to jednak zadziwiające, że Patryk Vega – socjolog z wykształcenia nie bierze pod uwagę,  że filmy odpalane przed ostatnimi wyborami  jakoś nie wypaliły i wpływu na wyniki wyborów raczej nie miały.  Może Vega aż tak bardzo wierzy w siebie? Bo chyba nie w swój reżyserski talent?

W czasie wakacji trafiła na księgarskie lady ostatnia (jak zapowiada autor) powieść Fredericka Forsytha „Fox”. Jako wielbicielowi „Dnia szakala” i „Psów wojny” jest mi przykro, że to ostatnie już dzieło Mistrza. Przyznaję jednak, że – zwłaszcza jak na Forsytha – dzieło to może nie jest najlepsze, ale i tak znalazłem parę fragmentów może nie tyle godnych uwagi, co jednak wartych zastanowienia. Ot choćby pyta premier Wielkiej Brytanii jednego z głównych bohaterów powieści: - Skąd o tym wszystkim wiesz?  I słyszy w odpowiedzi - Te informacje są powszechnie dostępne, jeśli ktoś wie, gdzie ich szukać”.

Wszyscy porządni ludzie narzekają (bądź narzekać powinni) na jakość debaty publicznej w Polsce. Zwykle narzeka się na medialną logikę – ale może nie tylko media są winne?  „Nie jest to wina szorstkości mediów, bardziej tego, że wszyscy w momencie wypowiedzi już myślą, jak przedstawią to media, ale z pewnością można dzisiaj odnieść wrażenie, że podczas wielu dyskusji /…/ nikt nie owija w bawełnę, mówi się niedyplomatycznie, a niektóre słowa mają lekkość kamieni”, (Umberto Eco, Pape Satan Aleppo. Kroniki płynnego społeczeństwa, Poznań 2016, s.297).

I to byłoby dzisiaj na tyle.

« 1 »

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama