107,6 FM

Debata widmo

Myśl wyrachowana: Wymiany logicznych argumentów unika ten, kto wie, że takowe ma tylko przeciwnik.

Słuchałem wykładu ks. dr. hab. Dariusza Oko, wygłoszonego przed tygodniem dla Mężczyzn św. Józefa. Dotyczył ideologii gender. Nie będę go tu opowiadał, można – i warto – posłuchać go na YouTubie. Chcę tylko zwrócić uwagę na jedną rzecz, która przykuła moją uwagę. Otóż wykładowca powiedział, że Magdalena Środa nie chce z nim rozmawiać. Mówić o nim źle, drwić z jego słów, zaocznie wydziwiać nad jego poglądami to, owszem, bardzo chętnie – tu na panią etyk zawsze można liczyć. Ale stanąć do debaty? Za nic! „Nie chce stanąć oko w oko z ks. Oko” – zażartował naukowiec, zaznaczając, że dawał jej po temu wielokrotnie sposobność. No właśnie: dlaczego? Przecież to taka piękna okazja, żeby wykazać błąd w rozumowaniu przeciwnika gender. Taka możliwość przedstawienia własnych argumentów i obalenia ciemnogrodu. Ksiądz Oko nie bije, wyraża się kulturalnie, uważnie słucha i rzeczowo odpowiada. Oboje mają doświadczenie w publicznym mówieniu, obycie z kamerą, a nawet podobne tytuły naukowe, więc nie może pani Środa mówić, że brak symetrii czy coś. Tyle przecież w jej środowisku mówi się o dialogu, o poznaniu inności, o oswojeniu nieznanego. No to o co chodzi? Innym wytykać homofobię, a samemu hodować Okofobię? Ładnie to tak?

Tu nie chodzi tylko o Magdalenę Środę. Ta drobna z pozoru sprawa jest znacząca: właśnie tak działa propaganda gender, LGBT i pokrewne. Istotą strategii tego środowiska jest głośne trąbienie o otwartości – trąbienie tak ogłuszające i bezustanne, żeby nie było możliwości czegokolwiek powiedzieć. Ideolodzy z tej stajni z zasady unikają konfrontacji, chyba że z kimś niekompetentnym, o kim wiedzą, że sobie nie poradzi. Dyskusji bezpośredniej, na równych warunkach, unikają jak ognia. Jeśli zostaną zaskoczeni jakimś pytaniem, odmawiają rozmowy albo odpowiadają coś w rodzaju: „W tym miejscu się nie spotkamy” – i koniec rozmowy.

Więcej: ci ludzie nie tylko unikają bezpośredniej publicznej rozmowy – oni nie tolerują nawet cudzych wykładów i debat, gdy te kolidują z ich przekazem. To dlatego tak często utrącają publiczne konferencje na uczelniach, które mogłyby jasno wykazać fałszywość głoszonych przez nich tez. Nie liczą się wtedy uniwersyteckie ideały, które każą wysłuchać i zbadać, zanim się oceni. Oni już ocenili. Oni już rozstrzygnęli. „Te rzeczy są już przedyskutowane i zamknięte” – to częsty argument płynący z tych środowisk, choć doprawdy nie wiadomo, kto i kiedy to dyskutował, a tym bardziej zamykał.

Właśnie na tym rzecz polega, że tego się nie dyskutuje. To się narzuca, przemyca do szkół, wstawia do książek, puszcza w filmach, a gdy już tego wszędzie pełno, mówi się oponentowi: „Jak to? Przecież wszyscy uważają inaczej!”.

W tej sytuacji publiczna debata typu Środa–Oko byłaby niweczeniem długiej i ciężkiej pracy. Dlatego do niej nie dojdzie. No chyba że jednak się mylę. Oby. Niech nam pani da szansę, pani doktor.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama