107,6 FM

Byłem głodny

Pokojowy Nobel dla Światowego Programu Żywnościowego przypomniał, że skrajny głód jest dziś największą hańbą ludzkości.

Nikt za bardzo nie stawiał na taki werdykt. Przyznajmy, zdziwienie wywołane tegorocznym pokojowym Noblem jest wprost proporcjonalne do naszej niewiedzy i obojętności na problem, którym zajmuje się laureat.

Głód jako broń

Pokojowa Nagroda Nobla od pewnego czasu budzi mieszane uczucia. Już sam fakt, że można zgłosić do niej takie postacie jak z jednej strony Władimir Putin czy – z drugiej – słynna szwedzka aktywistka Greta Thunberg, każe zastanowić się nad powagą i sensem takiej nagrody. Na szczęście w tym roku nie doszło do kolejnego osłabienia jej prestiżu przez trudny do zrozumienia wybór. Od paru lat mamy do czynienia z mniej ideologicznym kluczem przyznawania pokojowego Nobla. Tak jest również w tym roku: działalność Światowego Programu Żywnościowego przypomina światu o największej hańbie ludzkości, jaką jest śmierć głodowa milionów ludzi. Nagroda została przyznana za „pracę na rzecz zwalczania głodu i wkład w możliwość zaistnienia pokoju na obszarach objętych konfliktem”. Przewodnicząca Norweskiego Komitetu Noblowskiego Berit Reiss-Andersen trafnie zauważyła, że istnieje związek między „głodem a konfliktem zbrojnym” i że „głód jest wykorzystywany jako broń”.

Chrzest ognia

Trzeba przyznać, że tegoroczny zbiorowy laureat w pierwszym odruchu budzi pewien dystans: powodem jest fakt, że to jedna z wielu agend coraz mniej szanowanej Organizacji Narodów Zjednoczonych. Nie miejsce tu na szczegółową analizę kryzysu ONZ, której racja bytu jest coraz częściej podważana, choćby ze względu na brak sprawczości w zapobieganiu konfliktom zbrojnym, ale warto podkreślić, że właśnie Światowy Program Żywnościowy (WFP) jest jednym z chlubnych wyjątków w tym międzynarodowym biurokratycznym molochu. Początki działalności WFP sięgają roku 1961, gdy decyzją prezydenta USA Dwighta Eisenhowera powstaje „eksperyment”, który kanałami ONZ ma dostarczać pomoc żywnościową potrzebującym w różnych częściach świata. Kluczowy dla rozwoju inicjatywy okazuje się wrzesień 1962 roku: na północy Iranu dochodzi do silnego trzęsienia ziemi, ginie ponad 12 tys. osób, tysiące domów ulega zniszczeniu. WFP istnieje dopiero od kilku miesięcy, więc nie dysponuje jeszcze ani odpowiednim zapleczem, ani środkami. Mimo tych ograniczeń irański kataklizm jest dla organizacji – jak sami mówią na swojej stronie internetowej – „chrztem ognia”. Udaje się wysłać ocalałym 1500 ton pszenicy, 270 ton cukru i 27 ton herbaty.

W miarę pojawiania się kolejnych kryzysów „eksperyment” Eisenhowera sprawdza się i udowadnia swoją wartość: tak dzieje się w Tajlandii, do której dociera tajfun, podobnie w Algierii, która musi wyżywić uchodźców wojennych. Warto dodać, że od samego początku misją WFP była nie tylko doraźna pomoc – choć dostarczenie żywności „na już” jest kluczowe – ale również stopniowa rehabilitacja dotkniętych kataklizmem społeczeństw, czyli uruchamianie specjalnych programów pomocowych. Pierwszy został zainicjowany już w 1963 roku i obejmował Nubijczyków w Sudanie. W tym samym roku, w Togo, powstaje pierwszy projekt posiłków szkolnych fundowanych przez WFP. W krótkim czasie pomoc żywnościowa zostaje uznana przez ONZ za podstawę pomocy kryzysowej i rozwojowej – w 1965 r. WFP staje się pełnoprawnym programem ONZ.

Wielbłądy i samoloty

Kolejne dekady i kryzysy w różnych częściach globu umacniają pozycję Światowego Programu Żywnościowego. Wykorzystuje on wszystkie możliwe środki transportu, by dotrzeć z pomocą do potrzebujących – od wielbłądów po samoloty, które zrzucają tony paczek do trudno dostępnych terenów. Podczas głodu w Etiopii w 1984 r. WFP dostarczyła 2 miliony ton żywności. W 1989 r. podczas operacji Lifeline Sudan WFP zrzuciło 1,5 miliona ton żywności. Zrzuty trwały od świtu do zmierzchu, 20 samolotów wykonywało trzy loty dziennie. Dzięki nim setki tysięcy ludzi miało realną szansę przeżyć. WFP był obecny również podczas ludobójstwa w Rwandzie, a także podczas wojny w byłej Jugosławii.

Z każdym rokiem misja WFP ewoluuje. Powstaje pierwsza na świecie regularna lotnicza służba humanitarna, UNHAS. Nowe, zintegrowane systemy monitorowania umożliwiają WFP ocenę zagrożenia głodem z niespotykaną dotąd dokładnością. W sytuacjach kryzysowych WFP zapewnia wsparcie logistyczne wszystkim agendom ONZ i organizacjom pozarządowym. Opracowane platformy cyfrowe poprawiają wydajność operacyjną, co było widoczne zwłaszcza podczas trzęsienia ziemi w Nepalu w 2015 roku – potrzebujący otrzymali żywność w ciągu kilku godzin, a nie – jak często bywa – po paru dniach. Dziś WFP dostarcza pomoc prawie 100 mln ludzi na świecie w 88 krajach. To i tak, mimo gigantycznego przedsięwzięcia, okazuje się kroplą w morzu potrzeb w sytuacji, gdy liczbę ludzi cierpiących stale głód ocenia się na ok. 700–900 mln (według raportów FOA, czyli Organizacji ds. Wyżywienia i Rolnictwa przy ONZ).

Kto oddłuży biednego?

Nie ma wątpliwości, że działalność WFP jest niezbędna. Z drugiej zaś strony każdy zdaje sobie sprawę, że zarazem jest to syzyfowa praca – w tym sensie, że nie jest w stanie zapobiec temu wszystkiemu, co stwarza warunki do pogłębiania się zjawiska skrajnego głodu. WFP nie jest przecież w stanie zapobiec wojnom, które są ciągle główną przyczyną wszelkich nieszczęść. Ale nie leży w jej mocy również zmiana mentalności w społeczeństwach zachodnich, które również przyczyniają się do pogłębiania klęski głodu w krajach Trzeciego Świata. I nie chodzi bynajmniej o żadne „lewackie” narzekanie na złych kapitalistów. Chodzi o brak decyzji, które mogłyby przynajmniej wyzwolić pewne procesy, dające nadzieję na zmniejszenie skali głodu w świecie. Od dawna nawet najbardziej liberalni ekonomiści przyznają, że przepaść między bogatą Północą a biednym Południem wynika także z tego, że brakuje radykalnych kroków zmierzających do oddłużenia krajów afrykańskich. W tym roku dług państw Afryki Subsaharyjskiej (tzw. Czarna Afryka) na rzecz innych państw wynosi w sumie 365 mld dol., z czego 145 mld to wierzytelność na rzecz Chin (podaję za Polskim Instytutem Spraw Międzynarodowych).

Teraz, gdy kryzys związany z pandemią może jeszcze bardziej pogrążyć Afrykę, prezydent Francji wezwał do radykalnego oddłużenia kontynentu. Pytanie, dlaczego dopiero teraz. Trudno przecież oczekiwać od biednego, że będzie zaspokajał swoje podstawowe potrzeby, w tym związane z żywnością, o rozwoju nie mówiąc, jeśli 25 proc. dochodów musi przeznaczać na spłatę długów. Tak właśnie jest w przypadku wielu afrykańskich dłużników Zachodu. Ocenia się, że kraje Trzeciego Świata płacą rocznie Zachodowi sumy trzykrotnie wyższe niż udzielana w tym czasie przez Zachód pomoc! Jeffrey Sachs, amerykański ekonomista z Uniwersytetu Columbia, w swojej książce „Koniec nędzy” napisał, że redukcja długów byłaby „rozwiązaniem rąk” ubogim krajom.

Dać ludziom zarobić

Drugim warunkiem zaradzenia kryzysowi głodu byłoby szerokie otwarcie zachodnich rynków na produkty z krajów Trzeciego Świata. To wydaje się najtrudniejsze. Dużo łatwiej bowiem jest wyciągnąć z kieszeni 50–100 euro rocznie (tyle mniej więcej każdy mieszkaniec Unii płaci za pomoc dla Afryki od 2010 roku) niż powiedzieć: zgadzamy się na dostęp waszych produktów na nasze rynki. A więc zgadzamy się na ryzyko, że wygracie w konkurencji z nami. Obecnie pszenica czy bawełna z Afryki nie ma szans startować w konkursie. Cena europejskich produktów zawsze będzie atrakcyjniejsza, bo państwa Unii ładują olbrzymie pieniądze w każdą tonę zboża czy innych towarów. Większość krajów afrykańskich żyje lub mogłaby żyć z rolnictwa. Jedni mają bawełnę, inni kawę, kakao czy pszenicę. Gdyby podnieść ceny produktów przeznaczonych na eksport, byłby to duży zastrzyk dla tamtejszych gospodarek.

Zachód nie lubi również przypominania mu o jeszcze innej przyczynie głodu w krajach biedniejszych: produkcji biopaliw. Podyktowana rzekomo względami ekologicznymi, nie dość, że nie jest ani trochę ekologiczna (wytwarza się przy okazji ogromne ilości dwutlenku węgla), to jeszcze odbywa się kosztem głodujących ludzi. Jeśli pojawia się dylemat – wyprodukować z rośliny paliwo czy żywność – wybiera się to pierwsze. Według różnych organizacji humanitarnych z powodu takiej logiki około 30 milionów ludzi pozbawionych jest podstawowej ilości jedzenia potrzebnej do przeżycia. Na skok cen żywności, wywołany produkcją biopaliw, wskazuje zarówno Bank Światowy, jak i Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Dobrze zatem, że istnieją takie organizacje jak Światowy Program Żywnościowy. I dobrze, że Pokojowa Nagroda Nobla pozwala przypomnieć światu o skali problemu głodu. Tyle tylko, że to raczej krzyk bezradności wobec systemowej niesprawiedliwości.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama