107,6 FM

Dzieci to łaska

Katarina Toljanić to piękna Chorwatka, która zaprzecza obiegowym opiniom o matce wielodzietnej rodziny.

Rodzina Katariny jest naprawdę wielodzietna, bo dzieci w niej aż dwanaścioro. Plus jedno w niebie. Niedawno rodzina Toljanić otrzymała tytuł Europejskiej Dużej Rodziny Roku (wybrano ją z tysiąca kandydatów). W zeszłym roku ten tytuł przyznano polskiej rodzinie Brodów.

Bez żalu do Boga

Katarina i Franjo mieli wiele okazji, żeby nauczyć się cenić wartość życia. Jednak strach związany ze śmiercią czy chorobą dotyczył raczej dzieci i kolejnych ciąż, a nie ich samych. – Nigdy nie pomyślałam, że z najtrudniejszą życiową lekcją przyjdzie nam się zmierzyć tak szybko – opowiada Katarina. Pół roku temu w wypadku Katarina straciła męża, a dzieci tatę. – To się stało tu, niedaleko naszej winnicy. Mieliśmy to szczęście, że mogliśmy się pożegnać z Franjem. Wszyscy klęczeliśmy wokół niego, trzymaliśmy się za ręce i modliliśmy się. Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę z tego, że to było błogosławieństwo. Przecież ludzie giną nagle w wypadkach i umierają zupełnie sami. Nam Bóg pozwolił się pożegnać – opowiada Katarina.

To był moment, kiedy rodzina na własnej skórze doświadczyła tego, że Bóg daje życie i je zabiera. Wtedy stał się drugi cud, bo – jak twierdzi Katarina – ani ona, ani dzieci nigdy nie mieli żalu do Pana Boga z powodu tej straty. – Nie potrafię tego zrozumieć. Przyjmuję to jako łaskę – wyznaje kobieta.

Ale najpierw był strach, nieprzespana noc, lęk przed przyszłością – jak sobie poradzimy sami. – Do tej pory sprawami firmy zajmował się tylko mąż, ja dbałam o dom i dzieci. W życiu nie zapłaciłam ani jednego rachunku, nawet nie wiedziałam, jak to robić. Wtedy mój brat, który jest księdzem, odprawił Mszę św. w naszym domu, a słowa z Ewangelii dnia najpierw wbiły nas w ziemię, a potem rozlały się jak miód na wszystkie nasze rany: „Nie zostawię was sierotami”. Rany zaczęły się goić. Tego dnia przestałam się bać śmierci – opowiada Katarina.

Bóg zna moje cierpienie

– Uratowała nas praca, a tej w winnicy jest mnóstwo. I wspomnienia. Żyliśmy tymi wspomnieniami, bardzo dużo się śmialiśmy i doceniliśmy, że je mamy. Z tempem, które jest nam dziś narzucone, tak wiele może nas ominąć, a to są ważne chwile. My mamy zdjęcia, filmy, a czasami śni nam się Franjo. Czekamy na te sny co wieczór. To są dobre sny, a dla nas pociecha, że jest tam, gdzie my zmierzamy. Lżej dziś przeżywać tęsknotę za mężem i ojcem być może dzięki temu, że zawsze uczyliśmy dzieci, że modlitwa to rozmowa z Bogiem, która jest nam na co dzień bardzo potrzebna. I że cierpienie to nieodłączny element życia – mówi Katarina.

To proste rozumowanie. Katarina jest pewna, że kiedy żona zostaje bez męża, Bóg patrzy na nią w szczególny sposób, otacza ją specjalną opieką. – Bóg zna moje cierpienie i wiem, że mnie chroni. Dzieci to moje błogosławieństwo. To daje mi pokój, a jestem pewna, że mój mąż na mnie patrzy i że jest ze mnie dumny – przekonuje. I dodaje: – Dopiero po śmierci Franja popatrzyłam na siebie jego oczami, do końca siebie zaakceptowałam. I przestałam się bać.

Brak strachu to łaska, tak jak dzieci, które podarował im Bóg. – Nie zasłużyłam na nie, a z dwunastki dzieci zaplanowane jest tylko jedno – opowiada mama. – Mieliśmy już czworo, nasi przyjaciele dwoje, a ponieważ nie stosowaliśmy antykoncepcji, szybko zaszłam znowu w ciążę. Przez trzy dni leżałam w łóżku i płakałam. Mąż prosił, żebym już przestała, bo straci i mnie, i dziecko, a czwórka dzieci – mamę. Zaczęłam się przyzwyczajać i pokochałam to dziecko. I wtedy poroniłam. Pocieszał mnie lekarz, pocieszały pielęgniarki. Wtedy miałam wrażenie, że mówi do mnie sam Bóg: dałem ci drogocenny skarb, ale go nie chciałaś. Wtedy postanowiłam, że nigdy nie będę żałować nowego życia i nowej ciąży.

Życie to nie kara

Katarina udzieliła wielu wywiadów. Przed świętami Bożego Narodzenia rodzinę chętnie pokazywały chorwackie media. Bo Katarina jest pogodna i z radością opowiada o swojej wielkiej rodzinie. Smutnieje, gdy proszę o komentarz do niedawnych protestów kobiet w Polsce. – Kiedy myślę o tych kobietach, przychodzi mi do głowy, że jeśli ktoś kocha innych – kocha również siebie. Myślę, że większość z tych kobiet jest mocno zraniona. Kobiety, które doświadczyły wielkiego cierpienia, nie potrafią przekazać radości życia innym. A na takie cierpienie pomoże tylko modlitwa – mówi. Dlaczego dziś na nowe życie, które jest konsekwencją naszych wcześniejszych wyborów, patrzymy jak na karę? Dlaczego odpowiedzialność za aborcję ponoszą głównie kobiety? Przecież te poczęte dzieci mają też ojców… I dlaczego szatan uderza właśnie w życie? – zastanawia się Katarina. – Bo nowe życie to największy skarb, a w przekazywaniu go jesteśmy podobni do samego Boga – dodaje.

Franjo czeka w niebie

U Toljaniciów w Vrbiku na Krku Boże Narodzenie obchodzone jest bardzo tradycyjnie. W Adwencie są Roraty, uroczysta Msza św. w Boże Narodzenie, rozgardiasz przedświąteczny, adoracja tradycyjnego żłóbka, obiad, trochę wina, jak na właścicieli jednej z najlepszych winnic w Chorwacji przystało. – To jest Boże Narodzenie – śmieje się Katarina i dodaje: – Najbardziej śmierć męża dotknęła mnie, bo byliśmy przecież jednym ciałem, a teraz została połowa tego ciała. Zawsze powtarzałam, że Franjo mnie nosił przez tyle ciąż, połogów, depresję poporodową, zmiany hormonalne, i zawsze był optymistyczny. Na wiosnę, już podczas pandemii, trochę z nudów, ponieważ nie było pracy w winnicy, postanowił posadzić 400 kg ziemniaków. Szwagrowie śmiali się, że wystarczy ich dla całej wyspy. Teraz, kiedy go nie ma, śmiejemy się z tego z dziećmi. Wiem, że Franjo jest w niebie, bo kiedy moja córka miała sen, widziała tatę, który przyszedł do nas i powiedział: Co byłby ze mnie za ojciec, gdybym pierwszy nie poszedł, nie sprawdził, jak tam jest, i nie czekał tam na was... •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama