107,6 FM

Swoje dzieci uczyła w domu

Sto lat kończy dziś Danuta Boba, która w czasach PRL mimo prześladowań prowadziła edukację domową pięciorga swoich dzieci.

Ta cicha bohaterka mieszka teraz wprawdzie w Bielsku-Białej, jest jednak rodowitą krakowianką. Kraków opuściła wraz z mężem w wieku 27 lat, następnie długo mieszkała w podbielskich Kozach (należących wówczas do archidiecezji krakowskiej). Tam też w domu uczyła swoje dzieci.

Urodziła się 27 stycznia 1921 r. w mieszczańskiej rodzinie Vasinów. - Mama od najmłodszych lat miała inklinacje pedagogiczne. Ukończyła z wyróżnieniem Liceum im. Adama Mickiewicza przy ul. Starowiślnej w Krakowie. Już jako 10-latka z powodzeniem udzielała korepetycji. Została przyjęta na wymarzone studia do krakowskiej Akademii Górniczej, lecz ich rozpoczęcie uniemożliwił wybuch wojny - opowiada Bożena Boba-Dyga, najmłodsza córka jubilatki, znana krakowska konserwatorka dzieł sztuki, poetka, wokalistka i projektantka mody.

W trakcie kampanii wrześniowej 1939 r. pni Danuta pomagała opatrywać rannych w szpitalu polowym w Krakowie. Później, w czasie okupacji niemieckiej, udzielała korepetycji osobom uczestniczącym w tajnym nauczaniu. By uniknąć wywózki na roboty do Niemiec, zaczęła pracować u zegarmistrza. W 1944 r. poślubiła w kościele pw. Bożego Ciała inż. rolnika Bartłomieja Bobę (1899-1984), nauczyciela rodem z Białej Krakowskiej (od 1951 r. dzielnicy miasta Bielsko-Biała). Był absolwentem studiów rolniczych, studiował niegdyś także w Poznaniu na Wydziale Prawno-Ekonomicznym, a do tego posiadał dużą erudycję polonistyczną i filozoficzną. Udzielał się społecznie, spotykał z przywódcą ludowców Wincentym Witosem oraz filozofem Wincentym Lutosławskim. Uczył przede wszystkim w szkołach rolniczych, choć zdarzyło mu się także w trakcie pobytu w Stanach Zjednoczonych wykładać język i literaturę polską w polonijnym kolegium w Cambridge Springs. Zgromadził wielotysięczną bibliotekę, gdzie było wiele dzieł z klasyki literatury polskiej oraz myśli filozoficznej. Przydały się potem, gdy przyszło uczyć dzieci w domu, by uniknąć indoktrynacji komunistycznej.

W 1948 r. małżeństwo Bobów wraz z trójką swoich dzieci: Bogumiłą oraz Bogusławem i Bogdanem (bliźniaki) przeniosło się do Kóz pod Bielskim, gdzie pan Bartłomiej pełnił obowiązki dyrektora Liceum Rolniczego. Niedługo zresztą, gdyż odmówiwszy polecenia zdjęcia krzyży ze ścian klas szkolnych, został karnie przeniesiony do szkoły na drugim końcu Polski. Później za swoją niepokorną postawę był jeszcze wielokrotnie zwalniany z pracy. Do domu często zaglądała bieda.

Państwo Bobowie byli ludźmi o mocnej wierze. Pani Danuta należała niegdyś do Sodalicji Mariańskiej, pan Bartłomiej zaś prowadził m.in. wykłady dla członków Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej. Gdy w 1952 r., w apogeum represji komunistycznych i ofensywy laicyzacyjnej w szkołach, najstarsza córka miała pójść do I klasy szkoły podstawowej, rodzice zdecydowali, że będą ją uczyć w domu, by jej nie narażać na ateizację. Rozpoczęła się "walka o duszę dziecka", jak to określił niegdyś pan Bartłomiej. W rezultacie wszystkie z pięciorga ich dzieci (bo z czasem urodziły się jeszcze Bolesława i Bożena) uczyły się w domu, pod kierunkiem matki wspieranej przez ojca. Najstarsza Bogumiła, przeszła w ten sposób cały cykl szkolny, aż do zdawanej eksternistycznie matury. Pani Danuta uczyła swoje dzieci z państwowych podręczników, zdając sobie sprawę, że będą musiały zdawać egzaminy przed komisjami państwowymi. Do tego doszło wychowanie humanistyczne, nauka wiary, moralności i dobrych manier. Jedna z córek, Bolesława Habdank-Wojewódzka, wspomina, że rodzice, a z czasem i najstarsza siostra, czytali im utwory Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego i Wyspiańskiego, a także zapoznawali z treścią dzieł filozoficznych zarówno filozofów starożytnych, jak i filozofów polskich, m.in. Cieszkowskiego i Trentowskiego.

Edukacja domowa Bobów wywołała furię władz komunistycznych. W latach 1952-1962 ich dom w Kozach nachodzili funkcjonariusze bezpieki, strasząc małżeństwo pozbawieniem praw rodzicielskich i odesłaniem dzieci do domów dziecka. Wtórowali im urzędnicy administracji lokalnej. Na groźbach się nie kończyło, gdyż wielokrotnie rodzice byli karani mandatami, włóczeni po sądach. Odbyło się 18 rozpraw, w trakcie których musieli udowadniać swoje prawo do edukacji domowej dzieci "wolnością wyznania i sumienia". W trakcie jednej z nich zapadł nawet wyrok odbierający Bobom prawa rodzicielskie, na szczęście nie wszedł on w życie. Bardzo groźnie było w styczniu 1955 r., gdy do domu wpadli uzbrojeni ubowcy, robiąc brutalną rewizję i strasząc dzieci. Zdesperowany ojciec rodziny wysłał 3 lutego 1955 r. depeszę do Rady Ministrów w Warszawie. "Prowincjonalne »kacyki« partyjno-administracyjne u nas dopuszczają się na osobowości mojej krzywd i gwałtów, wołających o pomstę do Wszechmogącego Boga, usiłują ukraść mi moje, małe dzieci. Niesłychane! Dzieciokrady! Proszę o natychmiastową interwencję i ochronę, bo nie mam już sił czuwać we dnie i w nocy, z siekierą u nogi, na straży moich dzieci" - napisał pan Bartłomiej. Ta interwencja poskutkowała na jakiś czas. W czasie pobytu w Kozach Bobowie stykali się w latach 1950-1956 z młodym wówczas wikarym w parafii pw. Świętych Szymona i Judy Tadeusza ks. Franciszkiem Macharskim, późniejszym metropolitą krakowskim i kardynałem.

- Mimo szykan, rodzice dopięli swego. Wszyscy z mojego rodzeństwa "wyszli na ludzi". Bogumiła jest lekarzem chirurgiem, Bogusław artystą malarzem i grafikiem, Bogdan nauczycielem rzemiosł artystycznych, absolwentem kilku fakultetów studiów wyższych, Bolesława m.in. nauczycielem dyplomowanych plastyki i wiedzy o kulturze. Przy dzisiejszej okazji dziękuję mamie, pamiętającej zawsze o swoim mieście rodzinnym, gdzie teraz mieszkają niektóre z jej dzieci, za staranne wychowanie, za rozbudzanie sumienia, za wzór kultury osobistej, rzetelności, uczciwości, odpowiedzialności i zamiłowania do nauki - powiedziała Bożena Boba-Dyga.

- Warto dodać, że zainteresowania artystyczne przejawiają także mieszkający w Krakowie moi kuzyni, zarówno ze strony ojca, jak i mamy. Jan Boba jest znanym muzykiem jazzmanem, Dariusz Vasina zaś artystą plastykiem, profesorem ASP - dodała B. Boba-Dyga.

Swoje dzieci uczyła w domu   Kraków 1944 r. Danuta i Bartłomiej Bobowie po ślubie w kościele Bożego Ciała. Archiwum rodzinne
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

h