Andrzej Corsini, karmelita i biskup Fiesole. Julian i Bazylissa, małżonkowie i męczennicy z Antiochii.
Andrzej Corsini, karmelita i biskup Fiesole. Julian i Bazylissa, małżonkowie i męczennicy z Antiochii. Rafaela Porras y Ayllón, hiszpańska zakonnica, założycielka Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego. Wszyscy oni narodzili się dla nieba 6 stycznia. Wszyscy są uznanymi przez Kościół świętymi. I jednocześnie każdy z nich ustępuje dziś miejsca przed wspomnieniem wydarzenia, które zostało opisane w Nowym Testamencie tylko raz, u św. Mateusza i bibliści do dzisiaj spierają się o jego historyczność. Oto do nowonarodzonego Jezusa przybywają jacyś magowie lub mędrcy i składają mu przyniesione z sobą dary. Nie wiemy ilu ich było, jak się nazywali i skąd przybyli. Może więc szkoda zawracać sobie głowę tym symbolicznym być może obrazem i wybrać opowieść o ludziach z krwi i kości, którzy swoje życie oddali Bogu? Otóż nie, bo gdyby nie dokonało się to, co obraz ten nam próbuje przedstawić, nie byłoby również całego świętego wysiłku przywołanych na wstępie: biskupa Andrzeja, małżonków Juliana i Bazylissy oraz siostry Rafaelii. Po cóż mieliby się oni bowiem trudzić, gdyby Chrystus nie objawił się im niczym Trzem Królom? Gdyby poszukiwanie Prawdy, Dobra i Piękna nie doprowadziłoby ich do Wcielonego Bożego Syna? Gdyby nie oddali w darze Zbawicielowi tego, co uważali za najcenniejsze? To dlatego właśnie uroczystość Epifanii, Objawienia, ma pierwszeństwo przed każdą jednostkową historią, każdego ucznia Chrystusa. Bo stanowi ona - w połączeniu z tajemnicą Zmartwychwstania Pańskiego - najgłębszy fundament ich świętego życia.