Każdy z nas potrafi grzeszyć. Ale już pokuta za grzechy przychodzi nam z niejaką trudnością.
I nie jest to wcale jedynie choroba współczesności, o czym uczy nas historia dzisiejszego patrona. Św. Marceli I był kapłanem rzymskim w niespokojnych czasach prześladowań chrześcijan. Gdy któraś z kolei fala tej zorganizowanej przemocy zabrała papieża, św. Marcelina, to właśnie Marceli był tym, który najpierw przez 3 lata pełnił kluczową rolę w Kościele pozbawionym zwierzchnika, a potem został prawomocnie wybrany przez lud nowym biskupem Rzymu. Jako papież od maja 306 roku do 16 stycznia roku 307 podjął w zasadzie tylko trzy kluczowe decyzje. Dwie dotyczące administracji kościelnej i jedną, która kosztowała go życie. Te dwie pierwsze wyznaczały w udręczonym zamieszkami Rzymie parafie, przydzielając im prezbiterów, a także organizowały zasady i miejsce pochówku chrześcijan. Ta trzecia odnosiła się natomiast do osób, które w czasie prześladowań wyparły się wiary. Zezwalała na powrót do Kościoła po wcześniejszym odbyciu dotkliwej i publicznej pokuty, na co nie zgadzali się sami zainteresowani zwani powszechnie 'lapsi', to jest 'upadli'. Nie zgadzali się tak bardzo, że wzniecili rozruchy skierowane przeciw papieżowi. Cesarz oczywiście skwapliwie wykorzystał tę okazję i skazał św. Marcelego I na wygnanie, gdzie ten dotychczasowy pasterz owczarni Chrystusa, zmuszony był zostać pasterzem bydła. Bydła, które paradoksalnie okazało mu więcej pokory niż wierni z Wiecznego Miasta.