Czy hutnictwo w Rudzie Śląskiej ma przyszłość? Pytaliśmy o to w Radiu eM szefa hutniczej Solidarności Andrzeja Karola. Rudzcy samorządowcy napisali ostatnio list do premiera, w którym apelują o ratunek dla hut.
Z szefem hutniczej Solidarności rozmawialiśmy o obecnej sytuacji branży. Szef Krajowej Sekcji Hutnictwa NSZZ Solidarność Andrzej Karol zwrócił uwagę na przyjęte przez Parlament Europejski narzędzie, które ma chronić unijny rynek przed napływem taniej stali. - To postulaty obecne od wielu lat. Szkoda tylko, że Unia potrzebowała na to tak dużo czasu i doprowadzono do sytuacji, gdy hutnictwo znalazło się pod ścianą – mówił Andrzej Karol. - Zmniejszono m.in. limity tzw safeguardów (kontyngentów ochronnych) do 18,3 mln ton i nałożono 50-procentowe cło. To nie jest pomysł tylko Unii Europejskiej, bo takie rozwiązania są na całym świecie. Europa była ostatnim bastionem, który nie potrafił chronić własnego rynku – mówił nasz gość dodając, że nowe przepisy mają wejść w życie od 1 lipca.
Pytaliśmy też o inicjatywę władz Rudy Śląskiej, które apelują do premiera o ratunek dla tamtejszego hutnictwa. - Specyfika Rudy Śląskiej jest taka, że trzeba tam wyłożyć pieniądze, które jeszcze rząd PiS przeznaczył na hutnictwo będące w grupie kapitałowej Węglokoks. Wiem, że koledzy byli u ministra Wojciecha Bałczuna i dostali zapewnienia, że wreszcie rozpoczną się inwestycje, na które czekamy bardzo długo – powiedział Andrzej Karol. Dodał, że bez inwestycji w unowocześnienie produkcji w Hucie Pokój, zakład nie będzie miał łatwej sytuacji na rynku.
Czy rudzkie huty mogą też pracować dla przemysłu zbrojeniowego? - Nie wszyscy mogą dla niego pracować, choćby ze względu na to, że zdobycie certyfikatów nie jest łatwą drogą. Bardziej bym się zastanawiał nad innymi możliwościami. Rząd zapowiada 120 mld złotych na inwestycje infrastrukturalne, jak kolej czy budowa elektrowni atomowej. Tort jest olbrzymi – mówił Andrzej Karol.