107,6 FM

Piękno katolicyzmu: cnoty długodystansowca

Czy ma jeszcze sens być kapłanem w świecie, w którym liczy się tylko postęp społeczny i techniczny? Czy wiara ma przyszłość?

„Będziesz teraz zarzucał Boże sieci w morze świata. Ludzi, którzy stawiają opór i zamykają się w ułudzie pozornego szczęścia, masz wyciągać z powrotem na brzeg wieczności. Będziesz to robił w posępną noc wielu niepowodzeń. Będziesz to robił niestrudzenie i bez szemrania, również w gorzkich godzinach dnia, w których wszystko wyda ci się niepotrzebne, a dzieło twojego życia zmarnowane”. Trudno w to uwierzyć, ale te depresyjne zdania – wypowiedziane i zapisane jakby w ostrej fazie kryzysu życiowego, jakby pochodzące z doprawionych mocną dawką goryczy pism powojennych egzystencjalistów – są fragmentem kazania prymicyjnego wygłoszonego na początku lata w przepięknym podalpejskim Berchtesgaden. Kaznodzieja ma 27 lat, prymicjant dwa lub trzy mniej. Jest rok 1954. Młody Ratzinger w ten sposób mówi młodszemu, świeżo wyświęconemu, o kapłańskim losie: poczucie niepotrzebności i zmarnowanego życia, posępne noce, gorzkie dni. Podkreślmy dla jasności: on nie mówi, że tak jest, on mówi, co czuje ten, którego boli. Jakże mi jest bliski w tym młodzieńczym cierpieniu… I jak wielką jest tu pociechą dla wielu. W innym kazaniu prymicyjnym, o kilkanaście lat późniejszym, współczesnego księdza porównuje do Jeremiasza (por. Jr 20,7-9) i każe mu „Jeremiaszem” odczuwać i mówić: „Wprowadziłeś mnie w błąd, Boże, woła w swej rozpaczy, zostaw mnie w spokoju! Najchętniej pozbyłby się słowa, które uczyniło go samotnikiem, głupcem, naznaczonym, z którym nikt nie chce mieć nic do czynienia. Ale musi dźwigać ciężar słowa. I właśnie tak służy ludziom, którzy nie chcą go zrozumieć”. Tu też fraza ostra, gorzka jak piołun: „Cienie stają się dłuższe, samotność głębsza, a pytania tych, którzy pozostają [w stanie kapłańskim! – J. Sz.], trudniejsze”. Jakie to pytania? Między innymi takie: „Czy ma jeszcze sens być kapłanem w świecie, w którym liczy się tylko postęp społeczny i techniczny?

Czy wiara ma przyszłość? Czy warto postawić całe swoje życie na jedną kartę?”. Jednocześnie jest w tych ciemnych zdaniach jakaś tajemna siła, jakaś niezłomność; przeczytajmy uważnie: „bez szemrania”, „niestrudzenie”, „właśnie tak służy ludziom”, „będziesz to robił”. W długim cieniu i głębokiej samotności. Ale przecież dźwigając ciężar słowa, nie pozbywając się go dla jakiejś złudnej lekkości. To światło, skąd jest? Z Boga. „Kto zna Ciebie w Chrystusie, napotykając ciemność, zawiłości tego świata i nierozwiązalne problemy, wie, którą drogą ma iść”. Chmura życia bywa ciemna, zdaje się nieskończenie, po dostępny nam horyzont, po kres. Ale Bóg rozdziera i rozedrze jej mrok swoim niezwyciężonym światłem. Które dobywa się z Chrystusa jako źródła: „Krzyż stał się Ewangelią. Oczywiście tylko z perspektywy biurka wszystko to stanowi piękną harmonię. W rzeczywistości Krzyż jest rozdarciem człowieka. I także kapłan będzie stale doświadczał Ewangelii jako próby rozdarcia swojego życia. Jednak tylko przez rozdarcie człowiek może dojść do swojej pełnej wielkości. Nie wolno nam się łudzić, rozdarcie jest straszne, ale jest także owocne. Otwiera szczelinę, która pozwala na spojrzenie w nieskończoność”.

• • •

Niezwykłe zdania, prawda? To właśnie tam – w tych przełomowych miejscach, w których otwarte rany życia spotykają się z bandażem wiary – najjaśniej przebłyskuje geniusz katolicyzmu. Głębia teologiczna łączy się tu z najgłębszym wymiarem duchowym, a obie dotyczą istoty życia i jego najtrudniejszych doświadczeń. Sztuka chrześcijańskiego życia… Czym właściwie jest? Fundamentem jest łaska, rzecz jasna, a z nią cnoty teologalne – wiara, nadzieja i miłość. Z nich zaś wyrastają te, które nie pozwalają zapomnieć ani udawać, że życie i byt człowieczy podobne są do bojowania (por. Hi 7,1): cnoty „twarde”, cnoty „długodystansowca” – cierpliwość, wytrwałość, odwaga, umiarkowanie, systematyczność i pokrewne.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama