107,6 FM

Stonoga i (nie)przyjaciele

Ujawnił akta śledztwa w sprawie afery taśmowej. Bezkarnie wygrażał prokuratorom, z ich szefem Andrzejem Seremetem na czele, a także politykom. Jedni mu kibicują, inni nazywają go wielkim szkodnikiem. Wielu pyta, kim tak naprawdę jest Zbigniew Stonoga i kto za nim stoi.

Zeznania kelnerów, nagranych polityków, notatki szefa warszawskiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, protokoły z zatrzymania osób i przeszukania miejsc związanych z aferą i „nagrywaczami”. A wszystko to z wrażliwymi danymi, takimi jak np. adres domowy szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Taki materiał, prawie rok od wybuchu afery taśmowej, pojawił się na facebookowym profilu „Gazety Stonoga”, dwutygodnika, który zaczął się ukazywać zaledwie miesiąc wcześniej. Zanim internetowe konto zostało zablokowane na wniosek prokuratury, zdążyło je polubić 450 tys. internautów.

Od takiego show rozpoczęła się kolejna „wojna” przedsiębiorcy Zbigniewa Stonogi z fiskusem, policjantami, prokuratorami i politykami. Nieoficjalnie wiadomo, że śledczy z Policji i ABW sprawdzają, jak Stonoga zdobył dane w sprawie afery taśmowej.

Materiały, które zaczął publikować w internecie, krążyły w wąskiej grupie dziennikarzy. Nikt jednak nie decydował się na ich publikację czy nawet omówienie. Fotokopię akt śledztwa miał zrobić ktoś z kręgu obrońców Marka Falenty, przedsiębiorcy, który według zeznań kelnerów organizował podsłuchowy proceder. Rzecznik warszawskiej Prokuratury Okręgowej Przemysław Nowak przyznaje, że są materiały i przesłanki wskazujące na to, czyja fotokopia została ujawniona.

Adwokaci Marek Małecki i Grzegorz Radwański na pytania dziennikarzy portalu Tvn24.pl, czy któryś z nich lub aplikant zatrudniony w ich kancelarii zrobił zdjęcia akt, opublikowanych później w sieci, odpowiedzieli krótko: „W żadnej mierze nikt z pracowników bądź współpracowników kancelarii nie przyczynił się w najmniejszym stopniu do udostępnienia akt jakiejkolwiek sprawy nieuprawnionym osobom”. Sam Stonoga twierdzi, że komplety zdjęć znalazł na jednym z chińskich serwerów i jego rola polegała wyłącznie na ich nagłośnieniu. Podczas gdy śledczy badają, w jaki sposób Zbigniew Stonoga pojawił się w aferze taśmowej, coraz więcej osób pyta, skąd w ogóle wziął się ten kontrowersyjny przedsiębiorca, zachowujący się tak, jakby wiedział, że nic poważnego mu nie grozi.

W kręgu Samoobrony

Biznesmen dużo mówi o swojej aktywności, nie stroni od dziennikarzy. Nie jest już jednak tak wylewny, gdy chodzi o jego przeszłość i historię. Wspominał o tym zaledwie kilku dziennikarzom. Pochodzi z małej wsi na Opolszczyźnie, z rodziny wielodzietnej. Urodził się w 1974 roku. W domu było biednie. Skończył technikum elektromechaniczne, z zawodu jest tokarzem.

Pieniądze miał zacząć zarabiać razem z sąsiadem, który otworzył sklep z elektroniką. Widząc, że radzi sobie w handlu, rozwijał kontakty, zaczął sprowadzać z zagranicy podzespoły dla polskich fabryk. Drukował też ulotki i plakaty. Studiował prawo na UW, ale studiów nie skończył. Już od lat 90. trwa „boksowanie się” Stonogi z wymiarem sprawiedliwości.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama