107,6 FM

Polityka katolika

Polityka jest niechrześcijańska, gdy chrześcijanie są niepolityczni.

Przed wyborami otrzymałem listy m.in. od osób oburzonych, że media katolickie zajmują się wyborami. Pani Beata, na przykład, chciała przeczytać tekst o różańcu, więc odpaliła gosc.pl, a tu tekst „Jak głosować”, „Ewa kontra reszta świata” i inne takie.

„Jestem zbulwersowana, że katolicka gazeta zajmuje się wszystkim, czym obecnie teraz żyje Polska, a mianowicie wyborami. Czy Kościół nie ma ważniejszych spraw niż polityka?” – napisała. I nieco dalej: „Czemu Wy nie zajmujecie się nawracaniem młodych, próbą zachęcania ich do kościoła i modlitwy? Czy Wy już naprawdę macie wszelkie problemy z wiarą narodu rozwiązane, żeby zajmować się polityką? A jak nie potraficie się pohamować to weźcie sobie różaniec do ręki, on Was wyciszy”.

Przytaczam te fragmenty, bo pogląd, że wszystko, co z Kościołem związane, powinno obracać się wyłącznie wokół spraw stricte religijnych, jest popularny. Wedle tej wizji polityka jest brudna z definicji, więc Kościół ma się do tego w ogóle nie zbliżać.

Przy takim zaangażowaniu Kościoła w ludzkie sprawy nie byłoby sporu, gniewu, ognia – niczego by nie było (że sparafrazuję klasyka), poza nobliwą i stateczną nudą. Osiąga się ten ideał przez omijanie tematów, którymi żyją ludzie, i skupienie się na tym, co nie wywołuje emocji. Po co emocje. Bądźmy razem, uśmiechajmy się do siebie, „zachęcajmy do kościoła i modlitwy”. I co z tego, że Polska żyje wyborami? A niech sobie żyje. „Gazeta katolicka” nie może o tym pisać! Jest ponad tym.

A gdzie katolicy mają czytać o sprawach, którymi żyją? No jak to! W mediach do tego przeznaczonych. Od wyborów jest „Gazeta Wyborcza”, od polityki „Polityka”. A w „Gościu” niech czytają o Gościu, który gości w sercach naszych.

Jasne – ale ten Gość chce, żeby jego obecność w sercach przekładała się na każdą sferę życia. My, chrześcijanie, mamy wnosić Ewangelię także do polityki, a nie zamykać się z nią w kościele wystylizowanym na lukrowaną kapliczkę. Separowanie się sugeruje, że są takie sfery życia – i to te najbardziej pochłaniające społeczną uwagę – z którymi chrześcijaństwo nie ma związku.

Tymczasem chrześcijaństwo ma związek z wszystkim, co ma związek z człowiekiem. Gadanie, że wybory są czymś odrębnym od zaangażowania ochrzczonych, to w najlepszym razie dowód ignorancji. Wszelkie nieszczęścia, w jakie wpadła Europa – a z nią świat – wzięły się z tego, że chrześcijanie zawiedli w polityce. A zawiedli, choć ich kościoły były pełne. W efekcie pobożni Niemcy musieli uczestniczyć w budowie „przestrzeni życiowej” dla nazistowskiej pychy, a stłamszeni chrześcijanie ze Wschodu wznosili gmach bolszewickiego Imperium Zła.

To oczywiście prawda, że katolik ma brać do ręki różaniec (skąd założenie, że ci, co angażują się w politykę, tego nie robią?), ale nie dla „wyciszenia się”, lecz przeciwnie: po to, aby Ewangelia była głoszona na dachach, nie wyłączając dachów urzędów publicznych.

Wybory dla wierzącego powinny być aktem wiary – jak zresztą wszystko inne.

Polityka to zbyt poważna sprawa, żebyśmy ją mieli zostawiać w rękach ludzi niewierzących.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama