107,6 FM

Bł. Henryk Krzysztofik

Właściwie o dzisiejszym patronie można by opowiedzieć poprzez wypowiedziane za życia słowa, które na zawsze utkwiły w sercach jego rozmówców. Na przykład zwyczajne "Amen",

Bł. Henryk Krzysztofik   Właściwie o dzisiejszym patronie można by opowiedzieć poprzez wypowiedziane za życia słowa, które na zawsze utkwiły w sercach jego rozmówców. Na przykład zwyczajne "Amen", gdy zgadzał się zostać kapucynem, a następnie przyjmował z rąk biskupa święcenia kapłańskie. Choć to słowo było fundamentalne dla życiowej drogi tego zwyczajnego chłopaka spod Opoczna, wiem, że nie spełnia ono wymogów medialności. Co innego takie zdanie : „Lepiej krótko płonąć, niż długo kopcić". Dzisiejszy patron wypowiedział je do garstki kleryków w październiku 1939 roku jako rektor seminarium w Lublinie, otwierając wbrew wszystkiemu nowy rok akademicki. „Póki mamy trzeźwy umysł, zróbmy dobrą intencję. Cokolwiek nas w przyszłości spotka, niech każdy ofiaruje to Bogu w jakiejś intencji”. Takie słowa padły z ust dzisiejszego patrona pod koniec stycznia 1940 roku, gdy on sam, jego współbracia i jego studenci, zostali aresztowani i uwięzieni przez gestapo na Zamku Lubelskim. „Nie wierzysz w Opatrzność Bożą? Franciszkanin tak nie robi. Nie bójcie się, nie zginiemy z głodu”. To usłyszeli jego podopieczni w obozie koncentracyjnym Dachau, gdy podjęli rozpaczliwe próby ukrycia pajdy chleba na później. Ale nie było w tych słowach nagany, tylko potęga ufności. Potęga, której wyrazem było kupienie za otrzymane skądś środki 2 bochenków chleba i rozdzielenia na 25 części – dla każdego współbrata po jednej. "Drodzy bracia! Jestem w rewirze, strasznie schudłem, każda kość boli. Leżę na łóżku jak na krzyżu z Chrystusem. I cierpienia swoje Bogu za was ofiaruję. Spotkamy się w niebie." Tych słów dzisiejszego patrona nie usłyszał jednak żaden z jego kleryków, ani braci zakonników, z którymi trafił do Dachau z Lublina. Nie usłyszeli ich, bo skreślił je tuż przed śmiercią, 4 sierpnia 1942 roku, po dwuletniej gehennie. Jednak najpiękniejsze jest to, że ofiara tego człowieka nie poszła na marne. Od tego bowiem momentu nie zginął w obozie żaden z braci i kleryków kapucyńskich, za których poczuwał się on do odpowiedzialności. Dosłownie na prośbę tego niezwykłego gwardiana i rektora „Bóg wyprowadził ich z obozu” jak oni sami o tym mówili. Czy wiecie państwo, kogo dzisiaj wspominamy? Błogosławionego kapucyna, Henryka Krzysztofika.

 

 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama