107,6 FM

Rachunek

Obyś żył w ciekawych czasach – mawiali Chińczycy, ale tylko wówczas kiedy komuś źle życzyli. I niewątpliwie jest coś w tym przekleństwie niezwykle prawdziwego. Nie przypadkiem wszak marzeniem bardzo wielu ludzi jest przysłowiowy święty spokój. Tyle o sobie wiemy – ile nas sprawdzono – pisała Wisława Szymborska, a ciekawe czasy jak lakmusowy papierek człowieka sprawdzają.

Cóż, nie każdy musi marzyć o tym, by się sprawdzić.  Na dodatek sprawdza się człowiek nie tylko w swoich własnych oczach – wielu zresztą ma na wyniki takiej próby oczy szeroko zamknięte. Ale sprawdzają człowieka nie tylko bezosobowe „czasy”, o specyficznym sprawdzianie, klasówce „ciekawych czasów” często przypominają   człowiekowi inni ludzie. Przypominają z dobrą, ale niekiedy i ze złą wiarą. I tak w Polsce ostatnimi czasy wielką popularność zyskał – brzmiący jak groźne memento - cytat z Dantego: „Najmroczniejsze czeluście piekieł zarezerwowane są dla tych, którzy zdecydowali się na neutralność w dobie kryzysu moralnego”…

Mniejsza o to, że cytat ów rozpropagowała ostatnio sensacyjna powieść Dana Browna „Inferno” i stąd bierze się pewnie niezwykła popularność fragmentu „Boskiej komedii” autorstwa florenckiego klasyka. Moja propozycja na dzisiaj jest nieco inna – proponuję mianowicie przyglądnąć się moralnym dylematom z czasów nieporównywanie – by tak rzec – „ciekawszych”, a w rzeczywistości niepomiernie mniej spokojnych i nad wyraz ciężkich. Niektóre z tych dylematów zajmowały filozofów, inne konstruowali literaci. Dylematy te podają w wyostrzonej formie próby, przed którymi stawiają nas – czy to fatalny zbieg okoliczności – czy, właśnie, owe nieszczęsne „ciekawe czasy”, których oby dobry Bóg nam, współczesnym oszczędził. Podam Państwu trzy warianty takich dylematów. Dwa pierwsze zaczerpnąłem z dopiero co wydanej książki Sarah Bakewell [zatytułowanej] „Kawiarnia egzystencjalistów”, trzeci – tak jak go zapamiętałem z powieści Johna Fowlesa „Mag”.

Pierwszy dylemat – opisuje go i analizuje Jean Paul Sartre – to wojenny dylemat młodego człowieka, Francuza, którego brat zginął w jednej z bitew  roku 1940, ojciec poszedł na kolaborację z Niemcami. Ów młodzieniec postał jedynym wsparciem swojej matki i… No właśnie i co miał dalej robić? Walczyć z okupantem, tym samym pozbawiając samotną matkę pomocy, a nawet narażając ją na możliwe represje hitlerowców? Pomagałby wówczas na swój, pewnie raczej skromny, sposób w walce z nazistami, działał dla dobra wspólnoty, ale… Ale co w takim razie z matką? Przypadek młodego Francuza zaczerpnął Sartre z własnego życiowego doświadczenia, właśnie do niego, filozofa miał się zgłosić jeden z uczniów, który stanąwszy przed dylematem - matka czy walka nie wiedział co ma wybrać. I do swego nauczyciela, filozofa udał się po radę. „Jesteś wolny, a więc wybieraj” oparł mu Sartre. Drugi dylemat to eksperyment myślowy, zwany przez filozofów dylematem wagonika. Oto ktoś widzi odczepiony wagonik, który turla się po torach siłą inercji. Jeśli wagonik potoczy się dalej – zabije pięć przywiązanych do torów osób.  Ale można temu zapobiec – przestawiając dźwignię i kierując wagon na inne tory. Tyle, że wówczas zginie jedna osoba, która znajduje się na wytyczonej przez przesunięcie dźwigni nowej trasie wagonika.

Pięć osób i jedna osoba – rachunek wbrew pozorom wcale nie jest prosty. To przecież przesunięcie dźwigni zmieniającej tor po którym potoczy się wagonik skazuje kogoś, wcześniej bezpiecznego,  na śmierć. A na dodatek decyzję trzeba podjąć błyskawicznie… I kolejny dylemat, wzięty ze wspomnianej już powieści Fowlesa „Mag” - w czasie II wojny światowej na jednej z greckich wysp partyzanci zabili kilku niemieckich żołnierzy. Komendant wojskowy w ramach odwetu postanowił rozstrzelać stu mieszkańców wyspy. Ale kiedy schwytano winnych postanowił postawić burmistrza wyspy, Greka, przed iście szatańską próbą. To burmistrz miał osobiście wykonać wyrok śmierci na partyzantach. I wtedy stu mieszkańców wyspy, już postawionych pod ścianą, będzie mogło spokojnie wrócić do domu. Jeśli burmistrz wyroku na partyzantach nie wykona – w takim przypadku niemieccy żołnierze zastrzelą i partyzantów, i stu zakładników. Tu rachunek wydaje się niby prosty – albo zginą i partyzanci i zakładnicy, albo tylko partyzanci. Dobrze, ale kto z Państwa chciałby dokonywać tego rachunku z zimną krwią, patrząc w oczy bezbronnym ludziom, do których za chwilę będziecie musieli strzelać? Narzekając niekiedy na „ciekawe czasy”, w których przyszło nam żyć, pomyślmy o czasach naprawdę ciężkich. Bo jeśli zimna wojna domowa wyzwala z ludzi sporo słabości i podłości, to o ileż więcej wyzwala ich wojna prawdziwa, wojna gorąca, którą, na szczęście, znamy tylko z książek, filmów  i gier komputerowych. I niech tak pozostanie.

 

 

 

« 1 »

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama