107,6 FM

Obcy. Decydujące starcie

Jak zamienić Kościół ponuro-katolicki w dom dla tych, którzy omijają świątynie szerokim łukiem, mówi o. Lech Dorobczyński OFM.

Marcin Jakimowicz: Pamiętam Twoją minę, gdy przyszedł dekret „na proboszcza” i przenosiny do samiutkiego centrum stolicy… Nie pobiegłeś w podskokach…

O. Lech Dorobczyński: Dziwisz się?! Gdy dowiedziałem się, że mam zostać gwardianem i proboszczem w Warszawie, poszedłem na Mszę św. Odprawiałem ją na korporale, na którym wyhaftowana była twarz Pana Jezusa. Na tej twarzy jest jedno oko „niedohaftowane”, przez co Jezus wyglądał, jakby je filuternie zmrużył. Popatrzyłem na Niego i powiedziałem Mu… Hm… Nie wypada cytować tego, co Mu wtedy powiedziałem. (śmiech) Jednego już się nauczyłem: z Jezusem się nie dyskutuje. Jeden z moich starszych współbraci mówił: „Zawsze, kiedy szedłem tam, gdzie chciałem – nie byłem szczęśliwy. A gdy szedłem tam, gdzie mnie przełożeni posłali, mimo że na początku źle się czułem, z czasem zaczynałem rozumieć, że jestem na swoim miejscu”.

Przeczytaj także:

Warszawa nie jest duszpasterską sielanką. Wystarczy zerknąć na statystyki…

Kiedy poszedłem przedstawić się kard. Nyczowi, powiedział, że Warszawa różni się od południa Polski, skąd przyszedłem. Tu ludzie nie chodzą dla oka sąsiada, bo często jest ono skośne i nie mówi po polsku. Tu, kiedy ludzie idą do kościoła, to wiedzą, po co idą. Tę świadomość wiary widzimy najbardziej w sakramencie pokuty. Mało kto idzie do spowiedzi, by ją „odpukać”. Ludzie chcą twojego czasu, rady. Coraz więcej z nich pyta o towarzyszenie, kierownictwo duchowe. Ogólna tendencja jest spadkowa, ale myślę, że to dobrze. Ostatnio rozmawiałem na ten temat z Szymonem Reichem (uczestnikiem programu „Top Model”), który jest mocno zaangażowany w życie Kościoła. Powiedział: „Mimo wrażenia, że Kościół się kurczy, myślę, że się wzmacnia”. Wspomniał o młodych, którzy w Kościele szukają prawdy i odpowiedzi na pytania. Szymon ma rację. Kościół się oczyszcza. To błogosławiony czas.

Ale statystyki w Waszej parafii są budujące.

Rzeczywiście podskoczyła nam oglądalność. (śmiech) To zasługa dwóch czynników: Ducha Świętego i wszystkich duszpasterzy. Owszem, widzimy w kościele więcej ludzi, lecz w dużej mierze to ludzie z „zewnątrz”. Mamy wiernych mieszkających 20 kilometrów za Warszawą, którzy przyjeżdżają do nas co niedziela. Zastanawiam się, czy w dużych miastach nie powinien już funkcjonować model parafii personalnych. Jak mogę jako proboszcz wypisać zgodę na bycie matką chrzestną mojej parafiance, skoro chodzi do dominikanów czy jezuitów? W dużych miastach ludzie mają wydeptane własne ścieżki do „swojego” kościoła, czyli do tego, w którym czują się otoczeni opieką, prowadzeni…

Minęło trochę czasu, a Ty w mediach społecznościowych pytasz: „Halo! Czy w Krakowie są takie same gniazdka jak w Warszawie?”. (śmiech) Już lubisz Legię?

Mam wrażenie, że ludzie są coraz bardziej smutni. Nasz Kościół często wygląda jak Kościół ponuro-katolicki. Dlatego wykorzystuję media społecznościowe, by nie tylko głosić Ewangelię, ale dać ludziom trochę radości. A wracając do Twego pytania o Legię – mam swą ulubioną drużynę piłkarską: „Huragan” Proboszczów. (śmiech)

„To było bardzo wzruszające: móc udzielić bierzmowania tylko jednemu człowiekowi. To niezwykłe, że zechciał przyjść, że mu zależało na tym” – usłyszałeś niedawno od bp. Rafała Markowskiego. Czy nie za bardzo skupiamy się w Kościele na statystykach?

Biskup Rafał doskonale rozumie, że drogą Kościoła jest człowiek. Myślę, że powinniśmy przestać myśleć o tłumie. Musimy dostrzec pojedynczego człowieka.

Stałem za filarem, więc mnie nie widziałeś. W zakrystii podeszła do Ciebie starsza parafianka i ze łzami w oczach dziękowała Bogu „za takiego proboszcza”. Nawet ja się wzruszyłem! Nie mówiąc o filarze…

Kłamiesz! W naszym kościele nie ma filarów! (śmiech)

Kiedy pokochałeś tych ludzi? Kiedy poczułeś się tu „u siebie”?

Ich się nie da nie kochać! Przychodzi do kancelarii pewna pani i mówi: „Ojcze, wiem, że ma ojciec pewien problem i że ojciec sobie z nim nie radzi. Dlatego przyszłam, by ojcu pomóc”. I kładzie na stole wyrwaną z gazety stronę z… reklamą środka na łysienie. (śmiech) Myślę, że ta dobra relacja z wiernymi zaczęła się od bardzo prostego gestu. Jako duszpasterze postanowiliśmy, że po każdej niedzielnej Mszy św. będziemy wychodzić do ludzi, podawać im rękę, życzyć dobrego tygodnia… Zdopingował mnie papież Franciszek, który powiedział, że pasterz musi pachnieć owcami. A jak mamy pachnieć owcami, skoro jesteśmy pozamykani w klasztorach i na plebaniach? Jeśli jesteśmy zamknięci na ludzi – zaczynamy śmierdzieć sobą. Kiedy poszliśmy po raz pierwszy na kolędę, prawie w każdym domu usłyszeliśmy, jak bardzo to niedzielne podanie ręki otworzyło ludzi na nas, i jak bardzo tego potrzebują. To są momenty, krótkie zdania, ale zapadają głęboko w pamięć: „Dobrze tu u was. I mówię to jako praktykujący anglikanin”. I wtedy myślisz sobie, że fajnie by było dożyć takiej chwili, gdy wszyscy chrześcijanie staną razem wokół jednego ołtarza... „Te krużganki przed kościołem były świadkiem wielu zbrodni podczas II wojny światowej” – powiedziała starsza pani. „Wiele lat omijałam je szerokim łukiem. Dziś już się nie boję – dzięki wam”. Nie sposób się nie wzruszyć! Ale są też i śmieszne sytuacje. W niedzielę postanowiłem użyć lepszej wody po goleniu. Zostało to zauważone: „Ooooo... Pięknie dziś ojciec pachnie proszkiem do prania!”. (śmiech) Albo taka historia: podchodzi do mnie starsze, bardzo kochające się małżeństwo. „Proszę ojca, proszę powiedzieć mojemu mężowi, by mnie częściej całował!”. Na taką prośbę małżonki nie mogłem nie zainterweniować: „Proszę pana. Proszę się jakoś zmusić”. Turlali się ze śmiechu. Bardzo cenię sobie, kiedy ktoś powie: „Nie zgadzam się z dzisiejszym kazaniem ojca!”. Nie ma lepszego dowodu na to, że słuchał. Myślę sobie, ile by nas ominęło, gdybyśmy nie wychodzili do ludzi przed kościół…

Przed dwoma tygodniami przyczepiłeś do drzwi kościoła odezwę: „Z całego serca zachęcam was do wzięcia udziału w​​​​ wyborach. Jednocześnie nie wyrażam zgody na jakąkolwiek agitację polityczną na terenie kościoła”. Pierwsza reakcja parafian?

Wracałem od chorego, na ulicy podeszło do mnie małżeństwo w średnim wieku: „Ojcze, bardzo gratulujemy tego plakatu!”. Uśmiechnąłem się, przypominając sobie, że dzień wcześniej ktoś zdjął go z drzwi kościoła.

Post na Facebooku miał tysiące udostępnień…

Byłem zszokowany tą lawiną. Napisałem tylko to, co czuję. Ambona jest miejscem przepowiadania słowa Bożego, a nie agitacji politycznej. Z jednej strony chcielibyśmy mieć wpływ na formowanie polskich sumień, a z drugiej – strzelamy sobie w stopę, wchodząc w mariaż z jakąś partią. Wprowadzając politykę do świątyń, wykurzamy z nich ludzi. Zostają tylko ci, którzy myślą po „naszemu”. A to już nie jest Kościół, tylko partia. I tylko na tę grupę mamy wpływ, a nie na całe społeczeństwo. Papież powiedział w Panamie: „Ojciec kłamstwa, diabeł, zawsze bardziej woli lud podzielony i kłótliwy. On jest mistrzem podziałów i boi się ludu, który uczy się pracować razem”. No to zadaję pytanie wszystkim chrześcijanom w Polsce: komu tak naprawdę oddajemy cześć? Czasem traktujemy ludzi pogubionych, pozostających poza Kościołem jak obcych. A przecież mamy Jednego Ojca! Bo Bóg stworzył wszystkich ludzi. Czy może stworzył tylko katolików? A może stworzył katolików, którzy wierzą w tylko jedną partię polityczną? W przypowieści o miłosiernym Ojcu i pogubionych synach dramatem jest to, że starszy syn nie potrafi syna marnotrawnego nazwać bratem. Polska jest chyba jedynym krajem na świecie, gdzie katolicy są między sobą tak bardzo podzieleni przez politykę. I to tak bardzo, że aż się nawzajem ekskomunikują... Słuchajmy Ewangelii. To jedyne lekarstwo na wzajemną nienawiść – w kraju, gdzie prawie każdy jest... ochrzczony.

Coś nas jeszcze łączy?

TEN, który nas łączy, jest o niebo większy od tego, co nas dzieli! W którym miejscu powinniśmy się spotkać? W Kościele. Z tego, co wiem, bazylika św. Piotra w Watykanie została zaprojektowana jako symbol matki: kopuła symbolizuje głowę, a kolumnada na placu św. Piotra – wyciągnięte i przygarniające ramiona. Jeśli Kościół z założenia jest Matką, to nie róbmy z niego macochy! Są tylko dwie rzeczy, które mogą przyciągnąć ludzi do Kościoła: miłość Boga i dobroć ludzi Kościoła – duchownych i świeckich. Nie ma innego rozwiązania. Zadaniem chrześcijan jest przekonanie ludzi o tym, że Bóg ich kocha, i że Kościół ich chce. Na spotkaniu opłatkowym księża usłyszeli od kard. Nycza: „Jeśli Kościół rzeczywiście jest łodzią, to naszym zadaniem jest wciągać ludzi na pokład, a nie wyrzucać ich poza burtę”.

Polecamy komentarz

Jak zaprosić tych ludzi do środka?

Odpowiedź daje papież Franciszek: trzeba do nich wyjść na opłotki, trzeba wejść w ich rzeczywistość. Św. Jan Bosko mówił do pierwszych salezjanów: „Trzeba kochać to, co kocha młodzież, a wtedy młodzież pokocha to, co wy kochacie”.

Często parafianie mówią: „Inni mogą do nas przyjść, ale na naszych warunkach”.

Przepraszam, a który z tych „pobożnych” parafian oddał za nich życie? Kościół ma być domem dla wszystkich. Czy to się komuś podoba, czy nie. Bo Pan Jezus jest dla wszystkich. I wchodzimy do Kościoła na Jego zasadach, a nie na zasadach „pobożnych”.•

O. Lech Dorobczyński

franciszkanin, gwardian klasztoru i proboszcz parafii św. Antoniego w Warszawie. Od lat związany z polskim środowiskiem muzyków gospel.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • Anonim (konto usunięte)
    24.11.2019 14:50
    Ten to dopiero w komitywie z Penem Jezusem. Nawet zwymyślać Go może.
    doceń 2
  • Anonim (konto usunięte)
    24.11.2019 15:03
    Agitacja polityczna nie musi polegać na nawoływaniu do głosowania na jakąś partię. Trzeba by na przykład każdą kolejno wypunktować, co robi wbrew prawu Bożemu. Dla jakich powodów nikt jakoś tego nie robi? Gdzie są nasi, nomen omen, duszpasterze?
    doceń 4
  • Lucjan_Biel
    29.11.2019 12:16
    Szukanie po omacku. A światło schowano pod korcem !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Zbliża się 76 rocznica męczeńskiej śmierci ojca Ludwika Wrodarczyka.

    "Od Pana Jezusa otrzymałem jako podarek i order - krzyż, który mam nosić idąc za nim." - te słowa ojca Ludwika wypełniły się w nocy 6/7 grudnia 1943r.

    Ojciec Ludwik, urodzony w Radzionkowie na Śląsku, proboszcz w Okopach na Wołyniu, został zamordowany w nocy z 6 na 7 XII 1943r. Dnia 6 grudnia 1943r wieczorem bandyci z Ukraińskiej Armii Powstańczej napadli na Okopy i okoliczne wioski. Zaczęła się rzeź mieszkańców, rabunki i palenie domów. Ojca Ludwika proszono, aby uciekł do lasu w obliczu niebezpieczeństwa. On jednak około godziny 22 udał się do swojego kościoła. Wtedy wtargnęli oprawcy. Ksiądz został wywleczony z kościoła. Mordercy z UPA sprofanowali kościół, w którym zabili dwie kobiety, które stanęły w obronie swojego proboszcza - 18-letnią Weronikę Kozińską i 90-letnia Łucję Skurzyńską.
    Kościół zdemolowali, a konsekrowane Hostie rozsypali po podłodze. Obrabowali kościół i zakrystię. Chcieli go podpalić, ale po usilnych błaganiach księdza, odstąpili od tego zamiaru. Następnego dnia na stopniach ołtarza ludzie znaleźli zakrwawioną koloratkę.
    Księdza wleczono na postronku za saniami do odległej 7 km wsi Karpiłówki, gdzie stacjonowało dowództwo bandytów z UPA. Na śniegu znaleziono podarte skrawki ubrania księdza i krople krwi - ślady po biciu i maltretowaniu. Następnie wywieziono go samochodem do uroczyska Pałki. Tam rozebrali go do naga. Poddali go nieludzkim torturom - bito, kłuto bagnetem, przypalano stopy gorącym żelazem.
    Gdy ojciec Ludwik czuł już swój koniec, poprosił swoich katów o możliwość pomodlenia się. Modlił się długo, po czy wstał i powiedział "Jestem gotów". Na koniec poddano go przecinaniu piłą. Oprawcy zmusili do tego ukraińskie kobiety, które stały się przymusowymi wspólniczkami ich bestialstwa. Na wpół przeciętego, ale dającego jeszcze oznaki życia, rzucili pod drzewem i oddali do niego serię z karabinu.
    Ponad 30 lat temu Saletyni - współbracia ojca Ludwika - zaczęli starać się o jego beatyfikację. Potem proces przejęła diecezja katowicka. Wszystko chyba utknęło w biurokracji i kościelnej poprawności politycznej.
    Kościół katolicki dotąd nawet nie beatyfikował ani jednego męczennika kresowego. A jest ich setki - księży i sióstr zakonnych oraz świeckich. Zamordowanych tylko za to, że byli katolikami i Polakami.
    doceń 1
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama