107,6 FM

Szczęśliwy zwrot

Nawrócenia doświadczają ci, którzy idą błędną drogą. Gorzej z tymi, którzy nigdzie nie idą.

Dwie dekady temu Krzysztof był lewakiem. Dziś tak określa siebie samego sprzed lat. Angażował się w subkulturę punków, hipisów, ekologizm, wszedł w narkotyki. Brał udział w „Ekotopii” w Górach Izerskich. Organizowali to jacyś ludzie z Niemiec, Danii i jeszcze skądś. Już wtedy były tam łazienki koedukacyjne, prysznice damsko-męskie.

– Popełniałem wszystkie możliwe grzechy, tylko nikogo nie zabiłem. Walczyłem z poglądami, które dziś nazywa się katolickimi, prawicowymi, konserwatywnymi – mówi. Był radykalnie antykościelny, wygrażał „czarnym”, jako jedyny w klasie przestał chodzić na religię. Wciągnął go buddyzm, w związku z czym stał się wegetarianinem. Zaczął jeździć na seanse ezoteryczne. – Wymienialiśmy się jakimiś ciałami, wędrowaliśmy po jakichś planetach, wchodziliśmy w jakieś stany świadomości… Robiliśmy przeróżne dziwactwa – wspomina. Podkreśla, że nigdy nie wszedł w to całkowicie, bo zawsze w którymś momencie zapalało mu się czerwone światło. Jego racjonalność i zmysł krytycyzmu nie pozwalały mu przekroczyć pewnej granicy. Gdy słuchał opowieści towarzyszy o innych wszechświatach i doświadczeniach, jakie ich tam spotykały, myślał: „No głupoty, po prostu głupoty”.

Pewnego dnia jego koleżanka ze środowisk punkowych dała mu książkę Marcina Jakimowicza „Radykalni”, ze świadectwami czterech nawróconych punkowców. „Wiesz, to ci nasi, z naszego środowiska, przeczytaj” – powiedziała. Zdziwił się, że ona mu coś takiego przyniosła, ale wziął. I odłożył.

Niemal w tym samym czasie brat Krzysztofa, uformowany w ruchu oazowym, zaprosił go do kościoła. „Przyjeżdżają ci twoi koledzy punkowcy, coś tam będą opowiadać” – powiedział. Krzysztof zaczął się wybierać, ale przyszli kumple. Przynieśli „bardzo dobry haszysz”, więc kościół przegrał w konkurencji.

Oli, aktualnej żonie Krzysztofa, a wtedy jego dziewczynie, udało się zaciągnąć go kiedyś do kościoła, on jednak zrobił jej wstyd, bo gdy w czasie Przeistoczenia wszyscy uklękli, ostentacyjnie stał. Więc odpuściła. Zaczęła się wahać, czy ich znajomość ma sens. Była na rozdrożu, bardzo ją męczyło, że jej chłopak jest niewierzący. Spowiednik doradził modlitwę.

Niewiele później czekała na Krzysztofa na dworcu kolejowym, a w jej wnętrzu toczyła się walka. Czuła, że musi podjąć stanowczą decyzję. Nie wiedziała, że w Krzysztofie w tej właśnie chwili zaczyna dziać się coś przełomowego. Siedział w pociągu i kończył czytać „Radykalnych”. Ta książka niesamowicie go wciągnęła. Przeczytał ją jednym tchem i nagle zrodziła się w nim głęboka, nie do końca uświadomiona myśl: „Ja bym też tak chciał”.

– I tu się zaczyna moje nawrócenie, które dokonało się w ciągu pięciu minut. Tyle wystarczyło, żebym odwrócił się w swoim życiu o 180 stopni – opowiada Krzysztof. Pamięta to dobrze. – Pociąg podjeżdża na peron pierwszy, wysiadam z wagonu, widzę Olę w odległości kilkudziesięciu metrów. Idę w jej stronę, ale nagle powietrze wokół mnie zaczyna się świecić. To jest światło, którego bardziej doświadczam, niż je widzę. Nie umiem tego porównać do czegokolwiek, co w życiu widziałem. „Jakieś dziwactwo” – pomyślałem, ale w pewnym momencie czuję, że ogarnia mnie niesamowity pokój i poczucie, że dzieje się coś dobrego – uśmiecha się. Pamięta, że się wtedy zatrzymał i odczuł, że w jego wnętrzu, w ciele, zaczyna się coś dziać. Poczuł, jakby rozlał się w nim bezbrzeżny spokój, głębokie wyciszenie. Światło, które widział na zewnątrz, jakby dotknęło jego ciała. – Próbowałem to potem porównać z innymi doświadczeniami w moim życiu, na przykład z hajem narkotycznym czy orgazmem seksualnym. Uświadomiłem sobie, że to wszystko jest niczym, że to jest totalne zero, dno po prostu, w porównaniu z tym, czego wtedy doświadczyłem – przekonuje.

W tym momencie podeszła do niego Ola. Zauważyła, że z Krzysztofem coś się dzieje. Nie mógł wykrztusić słowa, dopiero po chwili zmusił się powiedzenia: „Nie martw się, nie dzieje się nic złego”.

– Po chwili wszystko zaczyna się uspokajać, a ja nie wiem, czy słyszę, czy może raczej czuję w sobie delikatne słowa: „Dotknął cię Jezus Chrystus”. Od tego momentu wszystko się w moim życiu kompletnie zmienia. Zrywam z tym wszystkim, co było wcześniej, te wątki buddyjskie, narkotyczne, cokolwiek. W ciągu tych pięciu minut straciłem jakąkolwiek potrzebę wracania do tych rzeczy. Nagle widzę, że to jest droga donikąd i wiem, że tego po prostu nie chcę – mówi.

Odczuł potrzebę wyspowiadania się. Brat zasugerował mu, żeby pojechał na Jasną Górę. Tam, przy kratkach konfesjonału, Krzysztof rzucił Jezusowi pod nogi całe swoje życie. – Leciałem systematycznie przykazaniami, od pierwszego. I chciałem do dziesiątego, ale ksiądz po godzinie słuchania miał dość i gdy doszedłem do szóstego, rozgrzeszył mnie – śmieje się.

Obecna żona Krzysztofa wkrótce uświadomiła sobie, że nie musi już podejmować decyzji o zerwaniu, bo jej chłopak jest kimś całkowicie odmienionym. Zaczął nadrabiać zaległości z religii, a nawet skończył podyplomowo teologię. Później dowiedział się, że krótko przed przełomem jego brat uczynił postanowienie, że będzie się modlił przez cały Wielki Post na różańcu o to, żeby ktoś w jego rodzinie się nawrócił. – Wzrastał w formacji oazowej, ale czuł, że nikt go w domu nie rozumie. A to były dla niego najważniejsze rzeczy w życiu. Żeby nie zwariować, modlił się, żeby choć jeden się nawrócił i go zrozumiał – wspomina Krzysztof.

Różne drogi

Nawrócenie. Owoc łaski Bożej, czasem działającej łagodnie i cicho, a czasem gwałtownie, z siłą, która rzuca człowieka na ziemię. Nigdy nie wiemy do końca, dlaczego ten czy ów zmienił swoje życie w taki akurat sposób. Możemy się domyślać. Krzysztof przypuszcza, że przydarzyło mu się doświadczenie mistyczne (tak to określili księża, którym to opisał), bo nic innego nie pokonałoby jego „racjonalizmu”. Ma też świadomość, że splotły się z tym modlitwy jego żony, brata i może jeszcze innych ludzi.

Każde nawrócenie przebiega inaczej. Bóg jest zbyt twórczy, żeby się powtarzać. Święty Augustyn zmienił swoje życie, dotąd pełne hedonizmu, gdy pewnego dnia wpadły mu w rękę listy św. Pawła Apostoła. Usłyszał wtedy, nie wiadomo skąd, słowa: „Bierz i czytaj”. Więc wziął i przeczytał: „Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i w wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa, i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom” (Rz 13,13-14). To był przełom. Augustyn poczuł, jakby padł na niego strumień światła. Razem z potokiem łez wypływały z niego brudy grzechów. A potem wszystko było już inaczej: ciemność odeszła, a Augustyn stał się jednym z największych świętych.

Św. Ignacy Loyola przeżył nawrócenie pod wpływem książek o życiu Jezusa i świętych. Przeczytał je, bo tylko takie były w domu, a on – z nogą pogruchotaną pociskiem – nie mógł się ruszyć z łóżka. Rozmyślając o życiu świętych Franciszka i Dominika, poczuł, że i jego zaczyna pociągać takie samo. Gdy wyzdrowiał, udał się do sanktuarium w Montserrat. Po drodze zamienił się ze zdumionym żebrakiem na ubrania, a przed cudownym obrazem Maryi złożył swój miecz i pas rycerski. W duszy pozostał rycerzem, ale polem jego walki były odtąd już tylko sprawy ducha. Jednym z owoców tych zmagań stały się „Ćwiczenia duchowne”. O ich nieustannej aktualności świadczy stwierdzenie Piusa XI, który nazwał je „najmądrzejszym i ze wszech miar uniwersalnym kodeksem reguł zdolnych wprowadzić duszę na drogę zbawienia i doskonałości”.

Bywa, że ludzie nawracają się stopniowo, zmieniając myślenie pod wpływem następujących po sobie bodźców. Tak było z Clive’em Staplesem ­Lewisem, który straciwszy wiarę w młodości, stał się ateistą. Wykorzystując swój wybitny intelekt, próbował udowodnić, że Bóg jest mitem. Przyjaźń z Tolkienem i Dysonem zmieniła jego sytuację. Uwierzył w Boga, ale nie przemawiało jeszcze do niego orędzie Ewangelii. To też się zmieniło. Po jednej z nocnych dyskusji stwierdził, że Ewangelia jest „mitem”, który „oddziałuje na nas w ten sam sposób co pozostałe, lecz z tą kolosalną różnicą, że on wydarzył się naprawdę”. Niebawem napisał do przyjaciela: „Właśnie przeszedłem od wiary w Boga do zdecydowanej wiary w Chrystusa – w chrześcijaństwo”. Namacalnym owocem jego nawrócenia są tak znakomite książki jak „Chrześcijaństwo po prostu”, „Listy starego diabła do młodego” czy wreszcie słynne „Opowieści z Narnii”.

Dla wszystkich

Zanim św. Paweł upadł na ziemię u wrót Damaszku, pasował do tych, o których Jezus powiedział uczniom: „Wyłączą was z synagogi. Owszem, nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu” (J 16,2-3). W Dziejach Apostolskich czytamy, że „siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich”. Nie przeszkodziło to Bogu jego właśnie wybrać, żeby zaniósł Ewangelię do pogan. Był człowiekiem gorliwym. Szedł błędną drogą, ale szedł. Czy nie to właśnie dysponuje człowieka do nawrócenia? Czy nie jest tak, że nawracają się ci, którzy o coś walczą, a nie nawracają się ci, którzy nigdzie nie idą, ludzie letni, którym na niczym nie zależy z wyjątkiem zabezpieczenia własnego komfortu?

Nawrócenie jest łaską, której Bóg nie odmawia nikomu, byle człowiek chciał ją przyjąć. Jezusowe „nawracajcie się” dotyczy wszystkich. Bo przeznaczeniem każdego człowieka jest szczęście.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama