107,6 FM

Biblia ambasadora

Czy Polska mogłaby osiągnąć więcej w relacjach z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi, gdyby zaczęła uprawiać… dyplomację religijną?

W obu państwach ten nurt jest dzisiaj jedną z podstaw stosunków międzynarodowych. Ale i w wielu innych miejscach na świecie dyplomacja religijna stanowi element „załatwiania” polityki zagranicznej. Ile w tym zwykłej symboliki i kurtuazji, a ile skuteczności?

Politologia nie wystarczy

John Kerry, sekretarz stanu USA za prezydentury Baracka Obamy, w 2016 r. na łamach jezuickiego magazynu „America” opublikował zaskakujący dla wielu tekst: „Często mawiam, że gdybym mógł znów wrócić na studia, to wybrałbym raczej religioznawstwo jako główny kierunek. Nie poszedłbym na politologię, ponieważ to osoby i instytucje religijne mają duży wpływ we wszystkich regionach świata, i to w niemal każdej kwestii, która jest istotna dla polityki zagranicznej USA”. To nie były tylko słowa rzucone na wiatr. Ten sam John Kerry utworzył w Departamencie Stanu specjalną komórkę – Biuro ds. Religii i Spraw Globalnych. I choć nam w podobnych nazwach mogą pobrzmiewać echa niesławnego Urzędu ds. Wyznań z okresu PRL, to za Atlantykiem oraz na Bliskim Wschodzie jest czymś zupełnie naturalnym, że religia i wiara oraz rola liderów religijnych są punktem odniesienia w dyplomatycznych przedsięwzięciach.

– Biuro, które utworzył Kerry, starało się współpracować na rozmaitych obszarach właśnie z przywódcami różnych wspólnot religijnych – mówi GN Philip Earl Steele, Amerykanin mieszkający w Polsce, historyk, prezbiterianin. – Biuro szkoliło amerykańskich dyplomatów, jak wejść we współpracę z nimi, doradzało sekretarzowi stanu, jaka jest dynamika ich wspólnot w kwestiach publicznych i politycznych. Biuro powstało w wyniku przekonania Kerry’ego, że osoby i instytucje religijne mają duży wpływ we wszystkich regionach świata, i to w niemal każdej kwestii, która jest istotna dla polityki zagranicznej USA – dodaje Steele. I jakby na potwierdzenie tych słów w tekście Kerry’ego pojawiają się takie zdania: „Wiele osób mówi o tym, jak możemy czerpać siłę z przykładu naszych wspólnot religijnych – zbyt mało jednak rzeczywiście przekłada te słowa na realne działania czy politykę. Liderzy w życiu publicznym muszą zrozumieć, że w świecie, w którym ludzie reprezentujący wszystkie tradycje religijne migrują i mieszają się jak nigdy wcześniej, ignorowanie globalnego wpływu religii wiąże się z dużym ryzykiem”.

Dostępne jest 26% treści. Chcesz więcej? Wykup dostępu do całego artykułu. Cena 1,23. Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • seitz
    31.01.2020 09:41
    Byłby Izrael najlepszym kandydatem na naszego sojusznika na śmierć i życie.
    Przeszkodą jest antypolonizm szalejący w Izraelu.
    doceń 1
  • teofanes
    31.01.2020 23:15
    To się nazywa instrumentalizacja religii do celów politycznych. Wtedy religia staje się użyteczną ideologią polityczną. W historii Europy to już wielokrotnie przerabiano, w ten sposób znakomicie osłabiając w ludziach przywiązanie do religii. Z Bogiem to nie ma nic wspólnego. Głupi pomysł.
    doceń 0
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama