107,6 FM

Nie gramy w teatrze

O spotkaniach bez piuski, mentalności ewangelizatora i leku na „drugą Irlandię” mówi bp Adrian Galbas.

Jacek Dziedzina: Ksiądz Biskup już po siłowni czy jeszcze przed?

Bp Adrian Galbas: Dzisiaj akurat po bieganiu.

Internet podbiły nagrania z biskupem na porannym treningu. W zdrowym ciele zdrowy episkopat?

(Śmiech) Robię to od kilkunastu lat, więc to nie była żadna jednorazowa ustawka. Po prostu Studio Raban TVP zainteresowało się tym szczególikiem z mojego życia, więc ich zaprosiłem na poranny trening. Ruch daje mi dużo komfortu psychicznego, pozwala się odstresować, ale też pomodlić. Polecam wszystkim, zwłaszcza ludziom bardzo nerwowym.

Ludzie na treningach rozpoznają biskupa, zaczepiają, zagadują?

Teraz już tak. Ełk to nie metropolia, więc łatwo się rozpoznać. Gdy biegam nad jeziorem, ludzie pozdrawiają, witają się, czasem chcą pogadać.

Spotkania bez piuski na głowie i w „mniej biskupich” okolicznościach przyrody otwierają na rozmowę?

Na pewno odblokowują, skracają dystans, pozwalają usunąć tę otoczkę, jaka jest często wokół osób duchownych. Lubię takie sytuacje. Zawsze ważne były dla mnie piesze pielgrzymki, bo one dawały mi mnóstwo okazji do spotkań bezpośrednich i zwyczajnych. Są pytania, których postawienie wymaga sporego zaufania i dużego poczucia bezpieczeństwa.

Dworskość w niektórych środowiskach kościelnych ciągle ma się dobrze. Da się przekłuć ten balon?

Kościół to i wspólnota, i instytucja. Tu bywa napięcie. Ale trzeba dbać, by instytucja była w służbie wspólnoty, a nie na odwrót. Jeśli biskup jest odbierany przez wiernych jak postać „nie z mojego świata”, to niedobrze. Proszę zobaczyć, jak często mówimy o biskupie, że on przybywa, spożywa, przemawia i mieszka w pałacu…

Oraz udaje się…

To wszystko bywa trochę nadmuchane i sztuczne, i ten wymiar Kościoła – wspólnoty może tu zginąć. Najsmutniejsze zdanie, jakie usłyszałem przy okazji sakry biskupiej, brzmiało: „Teraz to już nikt ci nie powie prawdy”. Bardzo mnie to zabolało, bo pomyślałem, że słabe to będzie, jeśli nikt mi nie powie prawdy, nikt mnie nie skrytykuje, nikt się nie sprzeciwi… Na głos. Bo po cichu – to wiadomo. Ale to dotyczy wszystkich duchownych. Można przyjąć taki sposób bycia, że wytworzy on dużą blokadę. Ludzie będą się bali podejść, zagadać, podzielić swoją historią. Można zbudować wokół siebie mur, ale można zbudować do siebie most, czego świetnym przykładem był kiedyś św. Jan Paweł II, a teraz papież Franciszek. Zresztą takich przykładów jest więcej. Także wśród biskupów.

Niełatwo być biskupem w Polsce. Z jednej strony silny antyklerykalizm, z drugiej czołobitność i nienaturalny język. Jak być po prostu sobą i pasterzem między tymi dwiema skrajnościami?

Przypomina mi się stary dowcip: chłopiec zapytał biskupa, czy trudno być biskupem, a on na to: trudno to nim zostać. (śmiech) Na pewno ta posługa nie jest dziś łatwa. Nie wiem, jak było kiedyś, może podobnie. Słyszy się czasem informacje, że wielu kandydatów odmawia. Ale chyba nie od parady pierwsze, co biskup dostaje, to krzyż. Często jest jakby w kleszczach pomiędzy różnymi oczekiwaniami, nadziejami i nastrojami. A on nie ma się podobać i dbać o swoją popularność, lecz o popularność Ewangelii. Ona ma być przedstawiana wiarygodnie, jasno i spójnie. I tu jest często krzyż.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama